EWANGELIZACJA

COŚ O REKOLEKCJACH

REKOLEKCJE – zaproszenie, zachęta, osobista i pogłębiona refleksja religijna nad jakością relacji / dialogu z Tym, „który pierwszy nas umiłował”.

PISMO ŚW. – bezdenna studnia, z której czerpiemy dla wzrostu „ku pełni Chrystusowej”, przykład i wsparcie JEZUSA CHRYSTUSA, MARYI i wielu BOHATERÓW NOWEGO I STAREGO TESTAMENTU, zachęcają do podejmowania codziennej wędrówki współistnienia ludzkiego z tym co boskie. Wpleceni w bezwarunkowy plan Miłości Miłosiernej idziemy za Jezusem, opowiadając Dobrą Nowinę „wszelkiemu stworzeniu”.

BOGATE I PRZEPIĘKNE życie rzesz ludzi Kościoła zachęca do naśladowania i podjęcia dzieła osobistego nawrócenia i pokornego naśladowania Pana na wyboistych drogach ludzkiego i chrześcijańskiego powołania.

„OTO JESTEM, PANIE!” – wypowiedziane entuzjastyczną wiarą i zaufaniem do Boga i Kościoła, domaga się permanentnej odnowy, jak OGRÓD mający wydać najwspanialsze owoce świętości, dla własnego zbawienia i wszystkich, którzy z bliska i z daleka zechcą ich skosztować. Jak ŚWIĄTYNIA budowana zgodnie z planem Boga, na fundamencie, którym jest Jezus Chrystus, wypełniona obecnością Ducha Świętego.

REKOLEKCJE – to okazja a nie przymus, nawet gdy zobowiązani jesteśmy przedłożyć stosowny dokument potwierdzający.

REKOLEKCJE – to „czas łaski od Pana”, to czas dla Pana, to miłosierdzie dające się bezinteresownie, z motywów niewyobrażalnej miłości, z dziecięcym przekonaniem, że „wszystko możesz w Tym, który cię umacnia”, że dla ciebie „żyć, to Chrystus”, a bez Niego wszystko – choć dobre i godziwe – traci sens i smak.

REKOLEKCJE – to samotność wśród ludzi / współbraci, to sakralna cisza krzycząca tajemnicą i prawdą o sumieniu i historii żywego człowieka, to autentyczność w przeżytej wspaniałości i brudem dotkniętej codzienności; to wytrwałe oczekiwanie wyschniętej ziemi / pustyni na kroplę wody będącej darem, znakiem nadziei i zapowiedzią obfitości rosy Bożej łaski.

REKOLEKCJE – to wołanie ślepca i paralityka: „Ulituj się nade mną, Jezusie!”; to zaproszenie adresowane do NIEZNAJOMEGO, który stał się bliski i kochany w drodze życia objaśniającej Pisma i w ich świetle samo życie jest oświecone światłem z wysoka; to niekiedy prowokacja pod adresem samego Boga: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas?”; to niemal demoniczne pytanie: „Przyszedłeś nas zgubić?”, lub prośba osaczonego: „Odejdź od nas, Jezusie!”

REKOLEKCYJNE DROGI PAŃSKIE – są jak wąska brama, jak łąki z obfitością paszy, jak Góra Przemienienia przyjmująca co jakiś czas klimat Kalwarii, to Wieczernik i Emaus, gdzie łamany chleb odsłania Dar i Tajemnicę zjednoczenia Boga i człowieka w sakramentalnej Komunii.

REKOLEKCYJNA DROGA – nawet bardzo krótka, potrafi – dzięki niezlekceważonej interwencji Boga – stać się mistycznym doświadczeniem, które w prostocie życia i służbie, może przypominać doświadczenia spotkań i dialogu sekretarki Jezusa Miłosiernego, św. Faustyny Kowalskiej; może także zapisać drogę metanoi jakiej doświadczył z woli Boga i dzięki Niemu, św. Augustyn i nasz Założyciel, Bogdan Jański – jawny pokutnik Wielkiej Emigracji.

ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ !

Ryszard CR

„NIE DAJ SIĘ ZWYCIĘŻYĆ ZŁU, ALE ZŁO DEBREM ZWYCIĘŻAJ!”

(Rz 12,21)

„Każdy, choćby pojedynczy człowiek, jest całym światem; a jego, choć osobne i krótkie życie jest całą historią”

(P. Semenenko CR, w: K. Wójtowicz, Mądrość ascezy, s. 46)

Każdy ochrzczony wie kim jest CZARNY – nieprzyjaciel Boga i tego, co boskie. Nie ma się czym denerwować: Bóg jest wielki! Wszystko związane z CZAR NYM zostanie ujawnione. Trzeba pozwolić, aby powychodziło ze wszelkich nor: kulturalnych, telewizyjnych, kościelnych. Z nor udekorowanych w salony postępowości, europejskości i obłudy. ZŁY chce mieć szansę wypowiedzenia się i musi wybrzmieć postawami i głosem wszelakich sług.

Dlaczego chrześcijanie się niepokoją w zaistniałych okolicznościach? Kościół ma zapewnienie swojego Założyciela, Jezusa Chrystusa, że „bramy piekielne go nie przemogą”. To opatrznościowa okazja do dokładniejszego rachunku sumienia u samego siebie. To czas powszechnej i bardziej zdecydowanej mobilizacji dobra i ludzi dobrej woli. To niemal przymus, by jasno i jednoznacznie opowiedzieć się kim jestem, kto jest lub powinien być moim panem, komu i czemu faktycznie służę. Ponieważ „nawrócenie jest rzeczywistością dynamiczną, jest procesem trwającym całe życie”, dlatego każdy wpisuje się w tę ewangeliczną logikę. Jezus pozwala, aby chwast pośród pszenicy, razem z nią a nawet dynamiczniej, rósł do żniwa. Usuwanie jest tak bardzo ludzkim odruchem: zmieść z powierzchni ziemi wszelkich przeciwników. Paradoksalnie i oni są siłą napędową dla dobrych. Na pewno „obojętność zawsze była grzechem” tym bardziej w istniejącej polaryzacji, wręcz walki Michała Archanioła z mocami ciemności.

Nie tak dawno uczestniczyliśmy – również przez środki społecznego przekazu – w swoistym procesie ogólnonarodowym w odniesieniu do Chrystusowego Krzyża. Kiedy to „kapłan i prorok nic nie pojmując błąkał się…”. Co się wtedy działo?! By lepiej zrozumieć przebieg i skutki tego „procesu” trzeba mieć przed oczyma opis osądu i skazania Jezusa na śmierć (np. Mt 26,1-27,66). W innych słowach, ale w podobnych emocjach brzmiało: „Precz z Nim!” W takich okolicznościach okazuje się, że donioślej brzmi głos odrzucenia, skazania i uśmiercenia, niż obrońców. Przekaz telewizyjny nauczył się sztuczek i sprytów selekcji. Wykorzystuje do maksimum tę możliwość każdy, kto odrzucił Prawdę i Miłość.

Mamy do czynienia z kolejną częścią tego narodowego procesu, który angażuje także zagranicę. Wtedy KRZYŻ stał się „znakiem sprzeciwu” (ci, co znają Pismo nie powinni się dziwić – Jezus mówił, że tak będzie). Teraz ŻYCIE jest źródłem protestów – choć komentarze chcą przekonać o odwrotności. Jeżeli logikę: CEL UŚWIĘCA ŚRODKI, mimo że to kłamstwo, uczyni się ideologią sztandarową i bezwzględnie obowiązującą, to prawda, dobro, miłość, życie, wiara religijna, przyjaźń… przestają być istotne i nie kształtują człowieka, jego sumienia. Ta tragiczna w owocach logika/ideologia systemów totalitarnych (niezależnie od nazwy, czy pochodzenia – Wschód czy Zachód, faszyzm czy stalinizm, UE, USA czy ISIS) sprowadziła i nadal sprowadza na ludzkość nieszczęścia. Osoby i społeczności kierujące się powyższą logiką nie uznają wartości uniwersalnych. Można wszystko zinterpretować, przegłosować, przewrotnie naświetlić do tego stopnia zagubienia i zakłamania, że „TAK już nie jest tak, NIE już jest nie”. W warunkach, gdy nie przypisuje się wartości słowu, upowszechniany bełkot porusza emocje do rozmiarów i temperatury wulkanicznej lawy, bez uwzględnienia tego, co „niewidoczne dla oczu” (zmysłów), mianowicie źródłowej intencji oraz misternie zamierzonego celu. Meandry, wielowarstwowość, ślepe zaułki i nielogiczności poukładane logicznie – skutkują zagubieniem, zniechęceniem i wycofaniem się bojowników prawdy, dobra i pokoju. Dobrą szkołą dla logiki mogą być „Dialogi” Platona, w których głównym bohaterem jest Sokrates.

Być obserwatorem obecnej rzeczywistości, chociażby polskiej, to zbyt mało, aby dokonać przemiany i uzdrowienia z poczuciem bezpieczeństwa, iż lekarstwo nie zatruje bardziej niż wirus, którego ma zwalczyć przywracając zdrowie. Konieczność zaangażowania podprowadza pod szczyt bohaterstwa. Potrzeba nam i dzisiaj NIEZŁOMNYCH, gotowych oddać życie dla ŻYCIA. Takich nigdy nie brakowało w naszym Narodzie, czym nadal zadziwiamy świat (nie tylko wspominając czasy minione).

Czego świadectwem są „czarne marsze”? Każdy ma swoją odpowiedź, a te – nawet przeciwstawne – mogą objaśniać ziarna prawdy:

  •  manifestują i ujawniają prawdziwy ból „cywilizacji śmierci”, bezsilność względem uwikłania
  • „czarny marsz” dla Czarnego
  • świadectwo duchowej kondycji naszego społeczeństwa (w większości ochrzczonego)
  • ujawnienie poziomu i jakości sumienia, któremu gwarantowana jest wolność
  • pragnienie legalnego urzeczywistnienia ideologii, że „cel uświęca środki”
  • akceptacja prawa do selekcji, mimo dramatycznych dla naszego i wielu narodów owoców (eugenika, eksterminacja, genetyka) – Europa starzeje się i świadomie zapomina, mimo że żyjące jeszcze ofiary nie mogą zapomnieć (obozy koncentracyjne, łagry, Katyń, Piaśnica, Smoleńsk…)
  • definiowanie wolności bez odpowiedzialności („róbta co chceta”)
  • powielanie „grzechów” cywilizacji upadłych z powodu egoizmu, niesprawiedliwości i moralnej zgnilizny
  • czas oddzielania „ziarna od plew”
  • opatrznościowy sposób życiowej deklaracji osób, środowisk, Narodu
  • rozpaczliwe wołanie o ratunek, uzdrowienie i przemianę
  • świadectwo ewangelizacyjnej powierzchowności
  • wyraźna konfrontacja dobra i zła
  • dowód cywilizacyjny, że również dzisiaj – najsłabszych, niemych, wyselekcjonowanych wg biologicznie i ideologicznie ustalonego klucza oraz bez szansy obrony, skazano na totalną zagładę (gr. ὁλόκαυστος holokaustos – „całopalenie, ofiara całopalna”, „spalony w całości”)
  • upominanie się o prawo decydowania jednych kosztem uśmiercenia innych w majestacie prawa (i to nazywa się postępem cywilizacyjnym w imię: wolności, równości i braterstwa)
  • ostrzeżenie i zachęta do rozwagi komu powierza się duszę, jaki program się akceptuje i na kogo się głosuje: „Daj mi rząd dusz!” – wołał do Boga bohater „Dziadów” A. Mickiewicza

To nie jest sarkazm: „Kobieta też człowiek!” Ale dziecka poczętego, zwolennicy prawa do aborcji, nie chcą uznać za człowieka z wszystkimi przysługującymi mu prawami człowieczeństwa – z pierwszym i podstawowym prawem do życia i miłości. Mówią, że chodzi o godność człowieka. Racja. A co z godnością, prawami naturalnymi, nadprzyrodzonymi i społecznymi człowieka poczętego? Dlaczego, w przypadku aborcji (eutanazji analogicznie), skazywany jest na najwyższy i nieodwracalny wymiar kary i to w procesie zaocznym? Czy to nie jest selekcja w wydaniu, który potępił cały świat doświadczony drugą wojną światową i aktualnymi konfliktami, w których najwięcej i zazwyczaj cierpią najsłabsi, z którymi nikt się wtedy nie liczy? Czy zmieniło się tylko tyle, że obozy zagłady stały się bardziej humanitarne a podmienione szyldy mają maskować prawdziwą – i jak wtedy – ukrywaną ciągle okrutną rzeczywistość? Podobno statystyki nie kłamią, choć ich prezentacja może być zakłamana. Pewności brak. Kiedyś było: „PRACA CZYNI WOLNYM”, dzisiaj bywa: „ABORCJA TO WOLNOŚĆ”. Dla kogo? W imię czego? Za jaką cenę? Dla jakiej przyszłości? Za każdą aborcyjną egzekucją jest prawdziwy człowiek (ofiara – kat), sankcjonujące prawodawstwo i wielostronny dramat skazanego na śmierć oraz personelu bezpośredniego unicestwienia, pośredniego współudziału z jednej i drugiej strony. Nie ma prawa do aborcji i eutanazji. Jest prawo do życia!

Jedynie Bóg wie, ile dokonuje się mordów aborcyjnych, z jasno określoną intencją zabójstwa, z bogatym aparatem wspomagającym i przyzwoleniem (często milczącym) wielu osób i środowisk. Wokół każdej aborcji powstaje przynajmniej małe środowisko cywilizacji śmierci i o nie trzeba pomnożyć rozmiar chorego sumienia. Jak się to ma w odniesieniu do bieżących reakcji społecznych (czarnych lub białych)? Łatwo się domyślić kto i dlaczego będzie ZA lub PRZECIW albo WSTRZYMA SIĘ pilnując właściwego dla siebie dystansowania się w piłatowym stylu. Sumienia nie da się zastąpić żadnym prawem, choć prawo uzurpuje sobie przestrzeń kształtującą sumienie. Sumienie, rozum, wola – nie mają części zamiennych i nie da się ich wyprodukować z komórek macierzystych lub wydrukować w 3D.

W takim klimacie odniesienie do życia i śmierci brzmi jak okrutny żart, ujęty w Orędziu: „Kto przyjmuje dziecko w imię moje, mnie przyjmuje…” (Jezus). Przekonanie zaś: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”, jest rozbite o ścianę betonowych sumień i bezprawnego prawa (patrz: praktyki faszystowskiego i sowieckiego traktowania nie tylko dzieci) albo wrzucone jak najgorszy cywilizacyjny odpad/śmieć do aborcyjnego kubła i spalone w przyszpitalnym krematorium. A przecież „każdy, choćby pojedynczy człowiek, jest całym światem; a jego, choć osobne i krótkie życie jest całą historią” (Piotr Semenenko CR, Mądrość ascezy, s. 46). W czym upatrywać (pseudo-) cywilizacyjny postęp? Czego bronią rzekomi obrońcy praw kobiet, eliminując nie tylko prawa poczętych, ale ich samych? W czyim interesie jest ten HOLOKAUST POLAKÓW? Na pewno CZARNEGO! A Europa także na początku drugiej wojny pokazała swoje zaangażowanie „w sprawę polską” (dzisiaj czynią to instytucje europejskie z ogniskami liberalno-socjalistycznymi w tęczowych odcieniach).

Bogatych wniosków, choć trudnych do zobiektywizowania, dostarcza wnikliwa analiza prezentowanych podczas marszów, wieców, manifestacji… haseł: pisanych, wykrzyczanych, czy wypowiedzianych emocjami i jednoznacznie uniwersalnymi gestami. Wiele głów jest zaKODowanych do tego rodzaju działań. Te twarze trzeba zapamiętać, by wiedzieć, za kogo się więcej modlić. Kto ma oczy niech patrzy. Kto ma uszy niech słucha.

„Co mam czynić, aby osiągnąć Życie?”

  • patrz i ucz się dobra i miłości, miej odwagę o nie się upomnieć
  • pamiętaj, by „zło dobrem zwyciężać” (ks. Jerzy Popiełuszko)
  • nie jesteś sędzią, jest nim Bóg, bo On „zna zamysły serc”
  • nazywaj rzeczywistość po mienieniu, konkretnie lokalizuj dobro i zło
  • kochaj nieprzyjaciół, odrzucając błędy ich myśli, słów i uczynków
  • nawracaj się każdego dnia do Tego, który jest miłosierny, „chętnie przebacza i przychodzi z pomocą” – nie zniechęcaj się prosząc o przebaczenie
  • pamiętaj o swoich grzechach i przewrotności, ale odważnie urzeczywistniaj swoje powołanie do świętości
  • zachowaj pogodę ducha, bo jesteś z Ducha
  • zachowuj PRZYKAZANIA (dziękuj Bogu za fenomen DZIESIĘCIU SŁÓW – DEKALOG, że tak genialnie porządkują wszystkie relacje); DEKLARACJE ludzi toną w oceanach słów, ich interpretacji, a zawsze są niedoskonałe, niewystarczające i zmienne (także te konstytutywne)
  • codziennie przypominaj sobie o Jezusie Chrystusie, bo On jest gwarantem ostatecznego zwycięstwa we wszystkim i w każdym
  • „Miłość niech będzie nieobłudna, unikaj zła, przylgnij do dobra…” (por. Rz 12)
  • codziennie spotykaj się z LEKARZEM i chętnie przyjmuj ANTYBIOTYK MIŁOŚCI przepisany „receptą” o powszechnej nazwie BIBLIA; nie lękaj się delikatnych rąk i wrażliwego serca Boskiej PIELĘGNIARKI – Maryi, oraz pracowitego i posłusznego SANITARIUSZA – Kościoła

BÓG BOGATY W MIŁOSIERDZIE obejmuje ramieniem przebaczającej miłości każdego człowieka i całe stworzenie. W rozmowie z siostrą Faustyną Kowalską sam Jezus nalegał i zachęcał:

[Niech pokładają] „nadzieję w miłosierdziu moim najwięksi grzesznicy. Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia mojego. Córko moja, pisz o moim miłosierdziu dla dusz znękanych. Rozkosz mi sprawiają dusze, które się odwołują do mojego miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia. Nie mogę karać, choćby ktoś był największym grzesznikiem, jeżeli on się odwołuje do mej litości, ale usprawiedliwiam go w niezgłębionym i niezbadanym miłosierdziu swoim. Napisz: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości mojej…”

(s. Faustyna, Dzienniczek, 1146)

„Okaż mi, Boże, miłosierdzie swoje
Według litości Serca Jezusowego.
Usłysz wzdychania i prośby moje,
I łzy serca skruszonego.

O wszechmogący, zawsze miłosierny Boże,
Twa litość nigdy niewyczerpana,
Choć nędza moja wielka jak morze,
Mam ufność zupełną w miłosierdziu Pana.

O Trójco wiekuista, lecz zawsze łaskawy Boże,
Twa litość nigdy nie policzona,
A więc ufam w miłosierdzia morze
I czuję Cię, Panie, choć dzieli mnie zasłona.

Niech wszechmoc miłosierdzia Twego, o Panie,
Rozsławiona będzie po świecie całym;
Niech cześć Jego nigdy nie ustanie,
Głoś, duszo moja, miłosierdzie Boże z zapałem.

(s. Faustyna, Dzienniczek, 1298)

„… Z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść i chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, które koi ludzkie umysły i serca, i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy” (Jan Paweł II, Kraków-Łagiewniki, 2002).

COŚ Z HISTORII ZMARTWYCHWSTAŃCÓW (XIX w.)
DLA TERAŹNIEJSZOŚCI I PRZYSZŁOŚCI

„Dziwna to była doba, kiedy wielu z nas po raz pierwszy zobaczyło się…

Była to chwila ułudy, odurzającej a niezwyciężonej ułudy, bo nic się w owym społeczeństwie nie znajdowało, co by je mogło było ocucić, odczarować. Ani w rozumach, ani w sercach, ani w rzeczach samych nie było lekarstwa.

Nieobecność zupełna starej rzeczywistości pozwalała warzyć się młodej fermentacji, bezpiecznie, bujnie, do syta. Z dawnych rzeczy już tam nic nie zostało: ani wiary w rozumie, ani religii w sercu, ani wśród ludzi Chrystusa, ani w duszach Boga!

Onego czasu ani po kościołach nie było potrzeba tego wszystkiego szukać. Kto kiedy zaszedł przypadkiem do świątyni Pańskiej, jeszcze tam spotkał wprawdzie przy ołtarzu kapłana Bożego, a u stóp jego kilka pobożnych niewiast; kto wie? – może żyjących z jałmużn kościelnych, ale tyle tylko i mógł tam widzieć. Więcej, albo kogo innego, i w dzień Pański nawet w kościele nie obaczył…

Jakie to sumienie bezpieczne było wtedy u ludzi! Panowała w nim głucha cisza, zupełnie próżna tego głosu, którym Bóg zwykle w sumieniu przemawia, jeśli czasem dla niezbadanych swych wyroków na chwilę nie zamilknie.

Przetoż ludzie tym spokojniej, tym mocniej, tym goręcej biegli, gdzie ich ta ułuda powszechna ciągnęła. Pole przed nimi wolne, ręce rozwiązane, siły przez wyobraźnię ustokrotnione, obawy żadnej, pewności wszystkie, odpowiedzialności przed nikim, a czysty zysk dla marzeń, dla pożądań, dla zamiarów szlachetnych i nieszlachetnych; - zawód doprawdy, jakiego jeszcze nigdy nie widziano, tak zupełnie bez wodzy, bez wędzidła, bez obowiązku, bez zakonu, bez Boga! Tu dopiero mogli sobie wszyscy pozwolić; tu mogli się na wszystko odważyć, tu iść, gdzie się im spodoba aż do ostatnich krańców możebności, aż tam, gdzie ich tylko siły zaniosą! To też i poszli […]

Wśród tego ogólnego zamętu, wśród tej nocy zupełnej, patrz! Oto naraz zjawia się światełko innego rodzaju, światełko z nieba; - budzi się tam gdzieś z łona zamierzchłej przeszłości i przedziera przez wszystkie mroki teraźniejszej chwili. Zdaje się, że nikt z owych ludzi jeszcze nie widzi tej zorzy powstającej, ale już ją postrzegły umysły wybrane, już ku niej wzrok wytężyły. To światło takie miłe, takie łagodne, takie dobroczynne, zdaje im się nawet jakoś dobrze znajome; gdzieś, kiedyś znali je, widzieli.

To pewna, że im wewnątrz błogo być zaczyna, czoło się im rozpogadza, dobra nadzieja wstępuje do serca, nieznana otucha i ufność rozlewa się po duszy, i tam na dnie ich istoty mówi im jakiś głos niemylny: że już mają czego trzeba, że już z tym dobrze im będzie! To całe przejście w cichości się zaczęło, i w cichości odbywało. Nie było krzyków ani rozgłosu. I jakoś te dusze spotkały się z sobą, zrozumiały się po pierwszym spojrzeniu, po pierwszym słowie, podały sobie braterskie dłonie, i jak rodzeni powitały się z sobą.

Szczęśliwe spotkanie! Za nim ile wzajemnych tłumaczeń, ile rozmów serdecznych, ile pociechy w obopólnym porozumieniu! A złączywszy tak rozumy i serca, nowi ci ludzie połączyli razem siły i ramiona, wzięli się społem do dzieła, i odtąd praca wspólna, trud wspólny, wspólny spoczynek i wspólne pokrzepienie.

Ruszyli w drogę i ci nowi ludzie, ale jakże inaczej! Wsiedli do łodzi bezpiecznej, którą wiara zbudowała, dobra wola była ich pełnym żaglem, łaska Boża wiatrem pomyślnym, a gwiazdą morską one obietnice niebieskie, które ich niemylnie i prostym szlakiem do portu prowadziły. Jaka jasna ich droga, jaka pogoda na ich niebie, jaki spokój w ich duszy!”

(Piotr Semenenko CR, Biesiady filozoficzne. Wstęp).

Z NAUCZANIA ŚW. JANA PAWŁA II

„Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29):
prawo cywilne a prawo moralne

68. (…) Jednym z charakterystycznych zjawisk towarzyszących współczesnym zamachom na ludzkie życie jest tendencja do żądania ich uznania prawnego, jak gdyby chodziło tu o prawa, które państwo — przynajmniej w określonych warunkach — zobowiązane jest przyznać obywatelom; w konsekwencji wymaga się też, aby były one wykonywane przy fachowej i bezpłatnej pomocy lekarzy i pracowników służby zdrowia.

Nierzadko uważa się, że życie człowieka jeszcze nie narodzonego lub głęboko upośledzonego jest dobrem tylko względnym: w myśl logiki proporcjonalistycznej lub z czystego wyrachowania należałoby je porównać z innymi dobrami i ocenić w odniesieniu do nich. Utrzymuje się także, że tylko człowiek znajdujący się w konkretnej sytuacji i osobiście w nią zaangażowany może dokonać poprawnej oceny dóbr, z jakimi ma do czynienia: w konsekwencji, tylko on sam mógłby orzekać o moralności swojej decyzji. Państwo zatem, mając na uwadze zgodne współżycie i harmonię społeczną powinno by uszanować tę decyzję posuwając się nawet do dopuszczenia przerywania ciąży i eutanazji.

Kiedy indziej znów uważa się, że prawo cywilne nie może żądać od wszystkich obywateli, aby moralny poziom ich życia był wyższy niż ten, który oni sami uważają za właściwy. Dlatego prawo powinno wyrażać zawsze opinię i wolę większości obywateli i przyznawać im — przynajmniej w pewnych skrajnych wypadkach — także prawo do przerywania ciąży i eutanazji. W takich przypadkach zresztą — argumentuje się — wprowadzenie zakazu i karalności przerywania ciąży i eutanazji doprowadziłoby nieuchronnie do rozpowszechnienia się praktyk nielegalnych, te zaś wymykałyby się spod koniecznej kontroli społecznej i byłyby wykonywane bez należytego zabezpieczenia medycznego. Zadaje się też pytanie, czy utrzymywanie prawa, którego nie można wyegzekwować w praktyce, nie prowadzi ostatecznie do podważenia autorytetu wszelkich innych praw.

Wreszcie, według opinii najbardziej radykalnych, nowoczesne i pluralistyczne społeczeństwo powinno pozostawiać każdej osobie pełną autonomię w dysponowaniu życiem własnym oraz życiem tego, który się jeszcze nie narodził: nie jest zatem rzeczą prawa dokonywanie wyboru pomiędzy różnymi poglądami moralnymi, a tym bardziej nie powinno ono dążyć do narzucenia jednej szczególnej opinii na niekorzyść innych.

69. W każdym razie, we współczesnej kulturze demokratycznej szeroko rozpowszechnił się pogląd, wedle którego porządek prawny społeczeństwa powinien ograniczać się do utrwalania i przyswajania sobie przekonań większości i w konsekwencji winien być zbudowany wyłącznie na tym, co większość obywateli stosuje i uznaje za moralne. Jeśli następnie uważa się wręcz, iż prawda wspólna i obiektywna jest w rzeczywistości niedostępna, to szacunek dla wolności obywateli — którzy w systemie demokratycznym uchodzą za prawdziwych suwerenów — nakazywałby w zakresie prawnym uznanie autonomii sumienia jednostki, to znaczy, że ustanawiając te normy, które w każdym przypadku są niezbędne dla współżycia społecznego, należałoby kierować się wyłącznie wolą większości, jakakolwiek by ona była. W ten sposób każdy polityk w swojej działalności powinien by wyraźnie oddzielać sferę osobistego sumienia od sfery aktywności publicznej.

W konsekwencji można zaobserwować dwie tendencje, na pozór diametralnie sprzeczne. Z jednej strony pojedyncze osoby roszczą sobie prawo do całkowitej autonomii moralnego wyboru i żądają od państwa, aby nie opowiadało się po stronie żadnej określonej koncepcji etycznej i nie narzucało jej innym, ale by ograniczyło się do zapewnienia każdemu możliwie jak największej przestrzeni wolności, której jedynym ograniczeniem zewnętrznym jest zasada nienaruszania przestrzeni autonomii, do jakiej ma prawo każdy inny obywatel. Z drugiej strony uważa się, że szacunek dla wolności wyboru innych wymaga, aby w sprawowaniu funkcji publicznych i zawodowych nikt nie kierował się własnymi przekonaniami, ale każdy starał się spełniać wszelkie żądania obywateli, uznawane i gwarantowane przez ustawy prawne, przyjmując jako jedyne kryterium moralne w wypełnianiu swoich funkcji to, co zostało określone w tychże ustawach. W ten sposób odpowiedzialność osoby zostaje powierzona prawu cywilnemu, co oznacza rezygnację z własnego sumienia przynajmniej w sferze działalności publicznej.

70. Wspólnym korzeniem wszystkich tych tendencji jest relatywizm etyczny, cechujący znaczną część współczesnej kultury. Można się spotkać z poglądem, że relatywizm ten jest warunkiem demokracji, jako że tylko on miałby gwarantować tolerancję, wzajemny szacunek między ludźmi i uznanie decyzji większości, podczas gdy normy moralne uważane za obiektywne i  wiążące prowadziłyby rzekomo do autorytaryzmu i nietolerancji.

Ale właśnie problematyka szacunku dla życia pozwala dostrzec, jakie dwuznaczności i sprzeczności — a w ślad za nimi przerażające konsekwencje praktyczne — kryją się za tym poglądem.

To prawda, że historia zna przypadki zbrodni dokonywanych w imię „prawdy”. Ale do czynów równie zbrodniczych i do radykalnego pogwałcenia wolności dochodziło też i nadal dochodzi pod wpływem „relatywizmu etycznego”. Gdy większość parlamentarna lub społeczna uchwala, że zabicie jeszcze nie narodzonego życia ludzkiego jest prawnie dopuszczalne, choćby nawet pod pewnymi warunkami, to czyż nie podejmuje tym samym decyzji „tyrańskiej” wobec najsłabszej i najbardziej bezbronnej ludzkiej istoty? Sumienie powszechne słusznie wzdryga się w obliczu zbrodni przeciw ludzkości, które stały się tak smutnym doświadczeniem naszego stulecia. Czyż te zbrodnie przestałyby być zbrodniami, gdyby nie popełnili ich pozbawieni skrupułów dyktatorzy, ale gdyby nadała im prawomocność zgoda większości?

W rzeczywistości demokracji nie można przeceniać, czyniąc z niej namiastkę moralności lub „cudowny środek” na niemoralność. Jest ona zasadniczo „porządkiem” i jako taka środkiem do celu, a nie celem. Charakter „moralny” demokracji nie ujawnia się samoczynnie, ale zależy od jej zgodności z prawem moralnym, któremu musi być podporządkowana podobnie jak każda inna działalność ludzka: zależy zatem od moralności celów, do których zmierza, i środków, jakimi się posługuje jeśli wartość demokracji jest dziś prawie powszechnie uznawana, to należy w tym widzieć pozytywny „znak czasów”, co również stwierdził wielokrotnie Urząd Nauczycielski Kościoła. Ale wartość demokracji rodzi się albo zanika wraz z wartościami, które ona wyraża i popiera: do wartości podstawowych i koniecznych należy z pewnością godność każdej ludzkiej osoby, poszanowanie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw, a także uznanie „dobra wspólnego” za cel i kryterium rządzące życiem politycznym.

Podstawą tych wartości nie mogą być tymczasowe i zmienne „większości” opinii publicznej, ale wyłącznie uznanie obiektywnego prawa moralnego, które jako „prawo naturalne”, wpisane w serce człowieka, jest normatywnym punktem odniesienia także dla prawa cywilnego. Gdyby na skutek tragicznego zagłuszenia sumienia zbiorowego sceptycyzm podał w wątpliwość nawet fundamentalne zasady prawa moralnego, zachwiałoby to samymi podstawami ładu demokratycznego, tak że stałby się on jedynie mechanizmem empirycznej regulacji różnych i przeciwstawnych dążeń.

Mógłby ktoś pomyśleć, że również taka funkcja demokracji, z braku czegoś lepszego, ma swoją wartość, jako że służy pokojowi społecznemu. Nawet uznając pewien element prawdy w takiej ocenie, trudno nie zauważyć, iż bez zakorzenienia w obiektywnej moralności nawet demokracja nie może zapewnić trwałego pokoju, tym bardziej, że pokój, jeśli jego miarą nie są wartości takie jak godność każdego człowieka i solidarność wszystkich ludzi, nierzadko okazuje się pozorny. W systemach władzy opartych na zasadzie uczestnictwa regulowanie interesów odbywa się często na korzyść silniejszych, gdy potrafią oni skuteczniej sterować nie tylko mechanizmami władzy, ale także procesem kształtowania się zgodnej opinii. W takiej sytuacji demokracja łatwo staje się pustym słowem.

71. Tak więc w trosce o przyszłość społeczeństwa i rozwój zdrowej demokracji trzeba pilnie odkryć na nowo istnienie wartości ludzkich i moralnych, należących do samej istoty i natury człowieka, które wynikają z prawdy o człowieku oraz wyrażają i chronią godność osoby: wartości zatem, których żadna jednostka, żadna większość ani żadne państwo nie mogą tworzyć, zmieniać ani niszczyć, ale które winny uznać, szanować i umacniać.

W tym celu trzeba przypomnieć podstawowe elementy relacji między prawem cywilnym a prawem moralnym, tak jak je przedstawia Kościół, a które należą też do dziedzictwa wielkich tradycji prawodawstwa ludzkości.

Nie ulega wątpliwości, że zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a zakres jego oddziaływania węższy. Jednak „w żadnej dziedzinie życia prawo cywilne nie może zastąpić sumienia ani narzucać norm, które przekraczają jego kompetencje”, do których należy ochrona wspólnego dobra osób poprzez uznanie i obronę ich podstawowych praw, umacnianie pokoju i moralności publicznej. Zadaniem prawa cywilnego jest bowiem ochrona ładu społecznego opartego na prawdziwej sprawiedliwości, tak abyśmy „mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2, 2). Właśnie dlatego prawo cywilne musi zapewnić wszystkim członkom społeczeństwa poszanowanie pewnych podstawowych praw, które należą do natury osoby i które musi uznać i chronić każde prawo stanowione. Wśród nich pierwszym i podstawowym jest nienaruszalne prawo do życia każdej niewinnej ludzkiej istoty. Chociaż władza państwowa może niekiedy powstrzymać się od zakazania czegoś, co — gdyby zostało zabronione — spowodowałoby jeszcze poważniejsze szkody, nigdy jednak nie może uznać, że jest prawem jednostek — nawet jeśli stanowiłyby one większość społeczeństwa — znieważanie innych osób przez łamanie ich tak podstawowego prawa, jakim jest prawo do życia. Prawna tolerancja przerywania ciąży lub eutanazji nie może więc w żadnym przypadku powoływać się na szacunek dla sumienia innych właśnie dlatego, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek bronić się przed nadużyciami dokonywanymi w imię sumienia i pod pretekstem wolności.

W Encyklice Pacem in terris Jan XXIII pisał na ten temat: „Podkreśla się dzisiaj, że prawdziwe dobro wspólne polega przede wszystkim na poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby. Wobec tego głównym zadaniem sprawujących władzę w państwie jest dbać z jednej strony o uznawanie tych praw, ich poszanowanie, uzgadnianie, ochronę i stały ich wzrost, z drugiej zaś strony to, aby każdy mógł łatwiej wypełniać swoje obowiązki. Albowiem «podstawowym zadaniem wszelkiej władzy publicznej jest strzec nienaruszalnych praw człowieka i dbać o to, by każdy mógł z większą łatwością wypełniać swe obowiązki». Dlatego, jeśli sprawujący władzę nie uznają praw człowieka, albo je gwałcą, to nie tylko sprzeniewierzają się powierzonemu im zadaniu; również wydawane przez nich zarządzenia pozbawione są wszelkiej mocy obowiązującej”.

72. W ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym, jak to przedstawia cytowana Encyklika Jana XXIII: „Władzy rozkazywania domaga się porządek duchowy i wywodzi się ona od Boga. Jeśli więc sprawujący władzę w państwie wydają prawa względnie nakazują coś wbrew temu porządkowi, a tym samym wbrew woli Bożej, to ani ustanowione w ten sposób prawa, ani udzielone kompetencje nie zobowiązują obywateli (...). Wtedy w rzeczywistości kończy się władza, a zaczyna potworne bezprawie”. Takie też jest jednoznaczne nauczanie św. Tomasza z Akwinu, który pisze między innymi: „Prawo ludzkie jest prawem w takiej mierze, w jakiej jest zgodne z prawym rozumem, a tym samym wypływa z prawa wiecznego. Kiedy natomiast jakieś prawo jest sprzeczne z rozumem, nazywane jest prawem niegodziwym; w takim przypadku jednak przestaje być prawem i staje się raczej aktem przemocy”. A w innym miejscu: „Każde prawo ustanowione przez ludzi o tyle ma moc prawa, o ile wypływa z prawa naturalnego. Jeśli natomiast pod jakimś względem sprzeciwia się prawu naturalnemu, nie jest już prawem, ale wypaczeniem prawa”.

Otóż to nauczanie odnosi się przede wszystkim i bezpośrednio do ludzkiego ustawodawstwa, które nie uznaje podstawowego i pierwotnego prawa każdego człowieka do życia. Tak więc ustawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. Można by wysunąć zastrzeżenie, że nie dotyczy to eutanazji, gdy zostaje ona dokonana na w pełni świadome żądanie zainteresowanego. Jednakże państwo, które uznałoby takie żądanie za prawomocne i zezwoliłoby na jego spełnienie, usankcjonowałoby swoistą formę samobójstwa-zabójstwa, wbrew podstawowym zasadom, które zabraniają rozporządzać życiem i nakazują ochraniać każde niewinne życie. W ten sposób zmierza się do osłabienia szacunku dla życia i otwiera drogę postawom niszczącym zaufanie w relacjach społecznych. Prawa, które dopuszczają oraz ułatwiają przerywanie ciąży i eutanazję, są zatem radykalnie sprzeczne nie tylko z dobrem jednostki, ale także z dobrem wspólnym i dlatego są całkowicie pozbawione rzeczywistej mocy prawnej. Nieuznanie prawa do życia, właśnie dlatego, że prowadzi do zabójstwa osoby, której społeczeństwo ma służyć, gdyż to stanowi rację jego istnienia, przeciwstawia się zdecydowanie i nieodwracalnie możliwości realizacji dobra wspólnego. Wynika stąd, że gdy prawo cywilne dopuszcza przerywanie ciąży i eutanazję, już przez ten sam fakt przestaje być prawdziwym prawem, moralnie obowiązującym.

73. Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalne. Ustawy, które to czynią, nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia. Od samych początków Kościoła przepowiadanie apostolskie pouczało chrześcijan o obowiązku posłuszeństwa władzom publicznym prawomocnie ustanowionym (por. Rz 13, 1-7; 1 P 2, 13-14), ale zarazem przestrzegało stanowczo, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29). Już w Starym Testamencie znajdujemy wymowny przykład oporu wobec niesprawiedliwego rozporządzenia władz — i to właśnie takiego, które było wymierzone przeciw życiu. Żydowskie położne sprzeciwiły się faraonowi, który nakazał zabijać wszystkie nowo narodzone dzieci płci męskiej: „nie wykonały rozkazu króla egipskiego, pozostawiając przy życiu [nowo narodzonych] chłopców” (Wj 1, 17). Trzeba jednak zwrócić uwagę na głęboki motyw takiej postawy: „położne bały się Boga” (tamże). Właśnie z posłuszeństwa Bogu — któremu należy się bojaźń, wyrażająca uznanie Jego absolutnej i najwyższej władzy — człowiek czerpie moc i odwagę, aby przeciwstawiać się niesprawiedliwym ludzkim prawom. Jest to moc i odwaga tego, kto gotów jest nawet iść do więzienia lub zginąć od miecza, gdyż jest przekonany, że „tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych” (Ap 13, 10).

Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.

Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. Takie przypadki nie są rzadkie. Można bowiem zauważyć, że podczas gdy w niektórych częściach świata nadal prowadzi się kampanie na rzecz wprowadzenia ustaw dopuszczających przerywanie ciąży, popierane nierzadko przez potężne organizacje międzynarodowe, w innych natomiast krajach — zwłaszcza tych, które doświadczyły już gorzkich konsekwencji takiego permisywnego ustawodawstwa — pojawia się coraz więcej oznak ponownego przemyślenia sprawy. W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów.

74. Wprowadzenie niesprawiedliwych ustaw prawnych stawia często ludzi moralnie prawych przed trudnymi problemami sumienia dotyczącymi kwestii współpracy, a wynikającymi z obowiązku obrony własnego prawa do odmowy uczestnictwa w działaniach moralnie złych. Decyzje, które trzeba wówczas podjąć, są nieraz bolesne i mogą wymagać rezygnacji z osiągniętej pozycji zawodowej albo wyrzeczenia się słusznych oczekiwań związanych z przyszłą karierą. W innych przypadkach może się zdarzyć, że wykonywanie pewnych działań, ze swej natury obojętnych albo wręcz pozytywnych, przewidzianych przez ustawy prawne globalnie niesprawiedliwe, pozwala na ratowanie zagrożonego życia ludzkiego. Z drugiej jednak strony można się słusznie obawiać, że gotowość do wykonywania tych działań nie tylko wywoła zgorszenie i przyczyni się do osłabienia niezbędnego sprzeciwu wobec zamachów na życie, ale doprowadzi niepostrzeżenie do coraz powszechniejszego ulegania permisywnej logice.

Aby wyjaśnić tę trudną kwestię moralną, należy przypomnieć ogólne zasady dotyczące współudziału w złych czynach. Stanowczy nakaz sumienia zabrania chrześcijanom, podobnie jak wszystkim ludziom dobrej woli, formalnego współudziału w praktykach, które zostały co prawda dopuszczone przez prawodawstwo państwowe, ale są sprzeczne z Prawem Bożym. Z moralnego punktu widzenia nigdy nie wolno formalnie współdziałać w czynieniu zła. Takie współdziałanie ma miejsce wówczas, gdy dokonany czyn — już to z samej swej natury, już to ze względu na określony kontekst kształtujących go okoliczności — ma charakter bezpośredniego uczestnictwa w działaniu przeciwko niewinnemu życiu ludzkiemu albo też wyraża poparcie dla niemoralnej intencji głównego sprawcy. Takiego współdziałania nie można nigdy usprawiedliwić ani powołując się na zasadę poszanowania wolności drugiego człowieka, ani też wykorzystując fakt, że prawo cywilne je przewiduje i nakazuje: za czyny dokonywane osobiście przez każdego istnieje bowiem odpowiedzialność moralna, od której nikt nie może się uchylić i z której będzie sądzony przez samego Boga (por. Rz 2, 6; 14, 12).

Odmowa współudziału w niesprawiedliwości to nie tylko obowiązek moralny, ale także podstawowe ludzkie prawo. Gdyby tak nie było, człowiek byłby zmuszony popełniać czyny z natury swojej uwłaczające jego godności i w ten sposób jego wolność, której autentyczny sens i cel polega na dążeniu do prawdy i dobra, zostałaby radykalnie naruszona. Chodzi tu zatem o prawo podstawowe, które właśnie z tego względu powinno być przewidziane w ustawodawstwie państwowym i przez nie chronione. Oznacza to, że lekarze, personel medyczny i pielęgniarski oraz osoby kierujące instytucjami służby zdrowia, klinik i ośrodków leczniczych powinny mieć zapewnioną możliwość odmowy uczestnictwa w planowaniu, przygotowywaniu i dokonywaniu czynów wymierzonych przeciw życiu. Kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe.

„Będziesz miłował (...) swego bliźniego jak siebie samego” (Łk 10, 27):
„umacniaj” życie

75. Boże przykazania wskazują nam drogę życia. Negatywne nakazy moralne, to znaczy te, które uznają wybór określonego czynu za moralnie niedopuszczalny, mają dla ludzkiej wolności wartość absolutną: obowiązują zawsze i we wszystkich okolicznościach, bez żadnych wyjątków. Wskazują, że wybór określonych postaw jest radykalnie sprzeczny z miłością do Boga i z godnością osoby, stworzonej na. Tego obraz: takiego wyboru nie można zatem uzasadnić żadną dobrą intencją ani konsekwencją; pozostaje on w jaskrawej sprzeczności z komunią między osobami i przeciwstawia się podstawowej decyzji podporządkowania własnego życia Bogu.

Już w tym sensie negatywne nakazy moralne spełniają niezwykle ważną funkcję pozytywną: zawarte w nich bezwarunkowe „nie” określa nieprzekraczalną granicę, poniżej której człowiek wolny nie może schodzić, a zarazem wskazuje pewne minimum, które musi on zachowywać i od którego musi rozpocząć wypowiadanie niezliczonych „tak”, zdolnych ogarniać stopniowo cały horyzont dobra (por. Mt 5, 48). Przykazania, a zwłaszcza negatywne nakazy moralne, są początkiem i koniecznym pierwszym etapem drogi do wolności: „Pierwsza wolność — pisze św. Augustyn — polega na uwolnieniu się od występków, (...) takich jak zabójstwo, cudzołóstwo, nierząd, kradzież, oszustwo, świętokradztwo i tym podobne. Kiedy człowiek zaczyna być wolny od tych występków (a nie powinien ich popełniać żaden chrześcijanin), zaczyna podnosić głowę ku wolności, ale jest to dopiero początek wolności, a nie wolność doskonała”.

76. Przykazanie „nie zabijaj” stanowi więc początek drogi prawdziwej wolności, która prowadzi nas do energicznych działań na rzecz obrony życia i kształtowania określonych postaw i zachowań jemu służących: czyniąc tak, wywiązujemy się z naszej odpowiedzialności za osoby powierzone naszej opiece i wyrażamy przez czyny i głoszenie prawdy wdzięczność Bogu za wielki dar życia (por. Ps 139 [138], 13-14).

Stwórca powierzył życie człowieka jego odpowiedzialnej trosce nie po to, by nim samowolnie dysponował, ale by go mądrze strzegł oraz zarządzał nim wiernie i z miłością. Bóg Przymierza powierzył życie każdego człowieka drugiemu człowiekowi — jego bratu, zgodnie z prawem wzajemności dawania i otrzymywania, składania siebie w darze i przyjmowania daru bliźniego. Gdy nadeszła pełnia czasu, Syn Boży, wcielając się i oddając życie za człowieka, ukazał, jakie wyżyny i głębie może osiągnąć to prawo wzajemności. Przez dar swego Ducha Chrystus nadaje nową treść i znaczenie prawu wzajemności, zawierzeniu człowieka człowiekowi. Duch, sprawca komunii w miłości, tworzy między ludźmi nowe braterstwo i solidarność, prawdziwy odblask tajemnicy wzajemnego dawania i przyjmowania, właściwej Trójcy Przenajświętszej. Sam Duch staje się nowym prawem, które daje wierzącym moc i budzi w nich odpowiedzialność, aby w życiu umieli wzajemnie czynić dar z siebie i przyjmować drugiego człowieka, uczestnicząc w miłości samego Jezusa Chrystusa i na Jego miarę.

77. To nowe prawo ożywia i kształtuje także przykazanie „nie zabijaj”. Tak więc dla chrześcijanina przykazanie to zawiera najwyższy nakaz szanowania, kochania i wspierania życia każdego brata, stosownie do wymogów i wymiarów miłości, jaką Bóg okazał w Jezusie Chrystusie. „On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci” (1 J 3, 16).

Przykazanie „nie zabijaj” także w swojej treści najbardziej pozytywnej, jako nakaz szanowania, kochania i umacniania życia, jest wiążące dla wszystkich ludzi. Rozbrzmiewa bowiem w sumieniu każdego człowieka niczym nie milknące echo pierwotnego przymierza Boga Stwórcy z człowiekiem; wszyscy mogą je poznać dzięki światłu rozumu i zachowywać dzięki tajemniczemu działaniu Ducha Świętego, który tchnąc tam, gdzie chce (por. J 3, 8), dosięga i ogarnia każdego człowieka żyjącego na tym świecie.

Wszyscy zatem mamy nieść naszemu bliźniemu posługę miłości, broniąc jego życia i wspomagając je zawsze, a zwłaszcza wówczas, gdy jest słabe lub zagrożone. Powinniśmy troszczyć się o nie tylko jako jednostki, ale także jako wspólnota, czyniąc z bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego fundament nowego społeczeństwa.

Jesteśmy wezwani, aby kochać i szanować życie każdego człowieka oraz dążyć wytrwale i z odwagą do tego, by w naszej epoce, w której mnożą się zbyt liczne oznaki śmierci, zapanowała wreszcie nowa kultura życia, owoc kultury prawdy i miłości.

O Maryjo,
jutrzenko nowego świata,
Matko żyjących,
Tobie zawierzamy sprawę życia:
spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze
dzieci, którym nie pozwala się przyjść na świat,
ubogich, którzy zmagają się z trudnościami życia,
mężczyzn i kobiet — ofiary nieludzkiej przemocy,
starców i chorych zabitych przez obojętność
albo fałszywą litość.
Spraw, aby wszyscy wierzący w Twojego Syna
potrafili otwarcie i z miłością głosić
ludziom naszej epoki
Ewangelię życia.
Wyjednaj im łaskę przyjęcia jej
jako zawsze nowego daru,
radość wysławiania jej z wdzięcznością
w całym życiu
oraz odwagę czynnego i wytrwałego
świadczenia o niej,
aby mogli budować,
wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli,
cywilizację prawdy i miłości
na cześć i chwałę Boga Stwórcy,
który miłuje życie.

(Jan Paweł II, Evangelium vitae, 25.03.1995).

1. POMIĘDZY

Wchodzące słońce powoli objawiało otaczającą przestrzeń. Morze jeszcze uśpione szeptało swoją modlitwę poranną. Wiatr jakby bał się zakłócić ranne doświadczenie niemal mistycznego oczekiwania. Nie ważne było na co. Stojąc na brzegu wchłaniałem ofiarowane misterium. Aż trudno uwierzyć, że ono było dla mnie, bowiem nikogo nie dostrzegałem wzdłuż całej, lekko falującej linii brzegu od Piaśnicy po karwieński horyzont. Stałem wyłaniając się z ciemności, jak strażnik poranka nadziei. Oczy i słuch rejestrowały z rozkoszą wszystko, co mogły rozeznać jako dar niczym nie zasłużony. Brak pośpiechu nastrajał do medytacji natury mówiącej więcej niż niejedno kazanie w pobliskim drewnianym kościółku. Myśli – początkowo chaotyczne z powodu nadmiaru wrażeń – dokonywały wrodzonej selekcji wszystkiego, co niosły zmysły. Nadbałtyckie stworzenie cisnęło się w mój świat, którego stanowiłem od jakiegoś czasu integralną cząstkę, zaś mój świat wpasowywał się dyskretnie, choć zauważalnie w dębczańskie klimaty osób i przyrody.

Słońce wyraźnie nabierało rozpędu po sobie właściwym torze posłusznie wykonując polecenia Stwórcy od niepamiętnego dla ludzi momentu, gdy pomyślano: „Niech się stanie światłość”. To ona biorąc początek ze Źródła bez początku, niesie niezmiennie zwycięski oręż przed którym ustępują nawet największe ciemności. Świat nabierał radosnych barw, a jakby pchnięty słońcem wietrzyk delikatnie rozkołysał falę, dając do zrozumienia, że dnieje. Otoczenie wydawało się bardziej zabudowane wzdłuż lekko wspinających się wydm. Wyraźnie ukazały się korony drzew iglastego lasu, z gdzieniegdzie zabłąkanymi konarami drzew często dębowych. To te ostatnie chcą wmówić wszystkim, że od nich ta niewielka osada rybacka wzięła swoją nazwę. I nawet jeśli nie jest to prawdą nie brakuje dębów w Dębkach.

Twarz zwróciłem ku słońcu bezszelestnie wypowiadając swoją modlitwę: „Panie otwórz wargi moje…”. Ruszyłem powoli bojąc się spłoszyć, zwolnić lub sztucznie przyspieszyć naturalny zegar przyrody, która zawsze wie co, jak i kiedy czynić swoją powinność. Modlitwa psalmem płynęła z serca wprawionego ponad czterdziestoletnią praktyką. Usta nie potrzebowały jeszcze zaangażowania. Psalm narzucał rytm nogom a nogi odmierzały równomiernie, spokojnie i jakby nieśmiało rytm sylabom. Modlitwa istnienia. Ja i On, zanurzeni w tym samym świecie choć całkowicie różni. Odczuwało się miłość i troskę Ojca. Był w tej chwili, jak zawsze, wszędzie. Słońce oderwało się od tafli wody drżąc delikatnie rozgrzewanym powietrzem, a ciągnąc za sobą przezroczystą mgiełkę wprowadzało w tajemnicę jednocześnie ją ukrywając. Jak ledwo dostrzegalny welon dopiero co zaślubionego dziewczęcia. Obserwacja tego zjawiska lekko zaburzyła rozproszeniem modlitwę serca wyrażaną przez moment zadziwieniem, z którego intencją utkałem przeźroczysty diament ofiarowany Bogu w darze wdzięczności i przeproszenia. Pod nogami jęczały ziarnka drobniutkiego i białego piasku, jakby niezadowolone z przygniatającego je ciężaru. Może to były życzliwe szepty. Nie potrafię rozstrzygnąć bom niewtajemniczony w język martwej natury.

Nie miałem powodu ni potrzeby, aby się spieszyć, podobnie jak słońce, które zwolniło wprowadziwszy się we właściwe tempo – takie odniosłem wrażenie. Na morskim horyzoncie pojawił się statek, może był to prom zmierzający do swego celu na drugi brzeg Bałtyku. Niemal natychmiast pojawiło się skojarzenie z Arką Noego, z wiarą i posłuszeństwem jakiegoś współczesnego Noego, który pomyślał i doprowadził dzieło do końca, aby zagospodarować szlaki morskie. To, co stało się narzędziem ocalenia skazane było na Opatrzność. W Jej wodnistych dłoniach złożono los pielgrzymów. Każdy z rozpoczętym i pisanym na bieżąco życiorysem, każdy z jakąś nadzieją i celem częściowo ujawnionym wraz z zakupem biletu na statek. W tej Arce zapewne jest mniej zwierząt a więcej ludzi, ale trudno odgadnąć ile zezwierzęcenia zabrali ze sobą ludzie. Jakie bogactwo człowieczeństwa chcą przeprawić na drugi brzeg? Co naprawdę pragną znaleźć lub odnaleźć wokół siebie i w sobie? Widok spokojnie, choć sprawnie przemykał po linii horyzontu nie dając zbyt wielkich szans na obserwację. Obraz zaczął żyć we mnie. Oto przemijanie odciśnięte w zmysłach. Spokojnym krokiem wszedłem na łagodną wydmę opieczętowaną wyjściem nr 24. Obejrzałem się kontrolnym okiem chcącym odcisnąć w pamięci ten poranny widok o wschodzie słońca. Wchłaniałem światło, kolory, dźwięki, cały spokojnie zapowiadający się dzień. Tyłem – jak przystało na raka – wycofywałem się w cień nadbrzeżnego lasu o drzewach jednostronnie pochylonych od nadmiernego i częstego podmuchu wiatru. Widać, że chętniej przychodził w odwiedziny od zachodu.

Tak mija poranek kolejnego cudu istnienia. Jeszcze dzisiaj tu wrócę, by żyjąc pomiędzy zamknąć dzień jak klamrą i towarzyszyć kolejnemu darowi paschy natury.

Ryszard CR

ZMARTWYCHWSTAŃY W SANKTUARIUM BOŻEGO MIŁOSIERDZIA

Ryszard Burda CR
(Dębki-Gdańsk, 11.04.2015, godz. 15:00)

 

UCZEŃ I ŚWIADEK JEZUSA – NIE MOŻE MILCZEĆ

(Dz 4,13-21; Mk 16,9-15)

Gościnni Zmartwychwstańcy z Gdańska kolejny raz – jak co roku w Oktawie Zmartwychwstania – zgromadzili nas w tym archidiecezjalnym Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, byśmy w doświadczeniu Kościoła celebrowali obecność i dzieło Pana, który „prawdziwie zmartwychwstał” i został z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Wobec eucharystycznej Obecności wyznajemy swą wiarę, nadzieję i umiłowanie naszego Zbawiciela oraz chcemy umocnić więzy chrześcijańskie i zakonne w Roku Życia Konsekrowanego. Przy okazji dziękujemy wszystkim, co pamiętają w swych pacierzach o osobach konsekrowanych spod znaku zmartwychwstania.

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest krótkim streszczeniem chrystofanii jakie miały miejsce od Wielkiej Nocy do Tomaszowego wyznania „Pan mój i Bóg mój!” W to sobotnie popołudnie (2015) wpisujemy się w tajemnicę Wieczernika, gdzie uczniowie Mistrza z Nazaretu zgromadzeni przy Maryi „trwają na modlitwie” przekształcającej ich z wystraszonych i zamkniętych w odważnych świadków opowiadających słowem i czynem życia o tym, „co widzieli i słyszeli”. W modlitewnym milczeniu dojrzało słowo Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa. Dzięki temu i ja dzisiaj kocham i wierzę w Kościół apostolski, który ewangelizuje „mocą otrzymaną z wysoka” i przekonuje świat o prawdzie i miłości „Świętego i Sprawiedliwego”. Żyję i służę w Kościele, jakiemu świat nieustannie zadaje pytanie: „Jaką mocą i w czyim imieniu uczyniliście to dobrodziejstwo”? Współczesność nadal zastanawia się „co zrobić z tymi ludźmi” oraz rozmaitymi – także krwawymi sposobami – „stanowczo zabrania przemawiać i nauczać w imię Jezusa Chrystusa” mimo, że „tylko dzięki Niemu można być zbawionym. Bo nie dano ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym możemy być zbawieni”. Mimo szykan oraz jawnych lub skrycie konstruowanych nietolerancji, uczniowie Jezusa wiedzą, że trzeba iść i nauczać – zachowawszy wszystko, co nakazał Jezus – pozyskując uczniów we wszystkich narodach; opierając się na zapewnieniu, jakie dał Kościołowi: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,19-20). Co zatem powinno dokonywać się w milczeniu przed Panem i światem, aby świadectwo słowa i czynu było dojrzałe, dobre, zrozumiałe, radosne a nade wszystko – zbawcze. Zajrzyjmy na chwilę do Nazaret i Betlejem.

  1. Osobowość kształtowana w Nazaret i Betlejem

Skoro osobą jestem a osobowością staję się, to etap ten ma istotne znaczenie. Dojrzewanie jest procesem dynamicznym i trwa przez całe życie. Najbardziej potrzebnym klimatem i środowiskiem początkowego etapu rozwoju jest miłość, poczucie bezpieczeństwa i środowisko bosko-ludzkiej obfitości darów, które jak biblijny Raj kształtują przez to, że są. W chrześcijaninie, jak w Maryi rozwija się dialog, w którym obecność Boga jako Przyjaciela i słowo Pisma są usłyszane i rozważane w sercu. Zabiegany świat a w nim chrześcijanin (hic et nunc) z trudem postrzegają życie niesione Bożym Objawieniem. Wszechobecny aktywizm i prymitywna powierzchowność, wykradają nawet konsekrowanych w Chrzcie i profesji zakonnej, z domu Nazaretańskiego. A będąc poza nim coraz częściej i coraz dłużej, może poczuć się jak w motelu chwilowej obecności, bez chęci i możliwości ukorzenienia w tym, co boskie i przez to, co boskie. Nazaret uczy cierpliwości i szacunku dla Tajemnicy darowania i przyjmowania. Wypowiedziana z miłością i podstawowym zrozumieniem deklaracja FIAT staje się dyskretnym, ale trwałym przymierzem, w którym Bóg urzeczywistnia odwieczny plan miłości.

Codziennie pytam Boga z ludzkim niepokojem i intuicyjnym zaufaniem wiary: „Jak to się stanie…”? Po czym słyszę w duszy uspokajające i powtarzające się w całej historii zbawienia: „Nie bój się!” Tajemnica i rzeczywistość mojego poczęcia i narodzenia się dla sprawy Jezusa z Nazaretu prowokuje, by wyjść z groty narodzenia będącej tożsamą w ikonografii, co grota grobu i zmartwychwstania. Wyprowadzony z ukrycia i milczenia jak słowo z myśli i serca, jak ziarno z ziemi, by objawić kim jest w sobie samym a czym staje się dzięki mocy Boga i Jego ewangelicznym genom. Poczęte i zrodzone w bezpiecznym ukryciu rusza w świat, przekonując o przemieniającej sile łaski powstania z martwych wszystkiego, co dotknięte grzechem obumarło, zaś dzięki ożywczemu tchnieniu Boga staje się święte i wieczne.

Pójście za Jezusem i towarzyszenie Mu we współczesnym budowaniu Królestwa Bożego w królestwie tego świata prowadzi i ucznia ku szczytowemu misterium miłości i odrzucenia – uniżenia i wywyższenia.

2. Duchowość paschalna ucznia i świadka – na podstawie Konstytucji Zmartwychwstańców (Charyzmat i Misja)

Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego od swojego początku, a Kościół Powszechny jeszcze wcześniej, głosi Misterium Paschalne i daje o nim świadectwo (KCR, Misja). Jezusowe PRZEJŚCIE pociągnęło całe stworzenie ku życiu, ku światłu, ku wolności Bożego Królestwa, której świat dać nie może (i nie potrafi) oraz nie chce rozumieć. Cóż tak zachwyciło Brata Starszego, Bogdana Jańskiego, iż pozwolił porwać się łasce nawrócenia – nie bez wielkich trudności fundowanych od wewnątrz jak i zewnętrznie w klimacie dziewiętnastowiecznej Wielkiej Emigracji paryskiej – aby powstawszy osobiście i sakramentalnie z martwych, innym (zwłaszcza Rodakom) nieść życie i miłość poprzez osobiste świadectwo, poprzez świadectwo życia wspólnotowego… (KCR, Charyzmat).

O czym Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego – z pokorą i entuzjazmem – przekonuje dzisiejszy świat i człowieka? Co przypomina CHARYZMAT I MISJA wyrosłe z osobistych doświadczeń grzechu i nawrócenia pierwszych i następnych pokoleń CR, stając się ciągle aktualnym programem dla członków zakonu i współczesnego człowieka. Wierzymy zatem, że…

a) „Miłość Boża względem nas jest miłosierna i niezawodna” – Ta podstawowa prawda Ewangelii i całego Objawienia pozwala na nieustanne odradzanie się w relacji do Boga, siebie samego i świata. Trzeba, byśmy sobie nawzajem przypominali tę Miłość i Jej służyli całym sercem, całą duszą, całym sobą. Życie chrześcijańskie wypływające z tej miłości, także ku niej podąża. W ułamkach czasu ofiarowanego w darze życia, nic nie znajduje sensu, jeśli nie ma w nim przynajmniej ziarna miłości. Każdy z nas pragnie jednak piękna jej kwiatów, a zwłaszcza owoców. Ta miłosierna i niezawodna miłość jest możliwa tylko dlatego, że Bóg jest Miłością. Nawet jeżeli język ludzki odmienia to słowo na różne sposoby, a zmysły gubią się w proponowanych drogach jej urzeczywistnienia, to nie wygaśnie tęsknota za miłością ukazaną człowiekowi w cudzie stworzenia i zbawienia, a którą wychwala Pismo święte, choćby w pawłowym hymnie z Pierwszego Listu do Koryntian. Ludzka miłość dotknięta mocą Zmartwychwstałego potrafi być cierpliwa, szlachetna, nie zazdrosna, nie zarozumiała, przyzwoita. Taka miłość nie szuka siebie, nie wybucha gniewem, nie liczy doznanych krzywd, nie cieszy się z niesprawiedliwości lecz raduje się prawdą. Człowiek ogarnięty Bożą miłością wszystko wytrzymuje, wszystkiemu wierzy, wszystkiemu ufa, wszystko przetrwa. Taka miłość nigdy się nie kończy, Zatem największa jest miłość (13,4-8.13). Potrzebujemy doświadczania takiej miłości Boga, bo wtedy stajemy się prawdziwymi świadkami, po najwyższy wymiar świadectwa jakim jest męczeństwo, co realnie przeżywają siostry i bracia chrześcijanie w wielu rejonach współczesnego świata. Doświadczenie miłości miłosiernej względem każdego z nas sprawia, że nie jesteśmy instruktorami czy teoretykami, ale apostołami i świadkami, którym Jezus wiele wybaczył, aby przyjmując miłosierdzie byli miłosierni w życiu i posłudze. Zmartwychwstańcy, jak wszyscy uczniowie Jezusa są świadomi, że bez Boga niczego nie możemy, że nadal pociąga nas zło i jesteśmy grzesznikami. Nade wszystko odczuwamy Boga, który nie przestaje pociągać nas ku sobie. Dlatego…

b) „Wierzymy, że Ojciec powołuje nas do nawrócenia” – od którego rozpoczyna się „nasze osobiste uczestnictwo w misterium paschalnym. Oznacza to przyjęcie Chrystusa Pana jako naszego Zbawiciela i zjednoczenie się z Nim przez sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego: Chrzest, Bierzmowanie i Eucharystię. Wezwanie Boże, codzienność i Konstytucje zakonne przypominają, że „nawrócenie jest rzeczywistością dynamiczną, procesem trwającym całe życie” (KCR, 1). Jest to osobiste zmartwychwstanie w jedności z Jezusem; to nowe życie przepełnione mocą Jego Ducha. Pascha każdego z nas dokonuje się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” a moc Ducha formuje w nas Chrystusa i pobudza, aby miłością odpowiedzieć na ogromną miłość Ojca w stosunku do nas (KCR, Charyzmat).

Sługa Boży Bogdan Jański, którego 175. rocznicę śmierci celebrujemy w tym roku, jest niedocenionym przez nas samych, przykładem spełnionego „powołania do nawrócenia” oraz prawdy mocno eksponowanej w historii i duchowości naszej Rodziny zakonnej, bo „ta paschalna dynamika trwa przez całe nasze życie” (KCR, 1). Kto z nas byłby zdolny i miał odwagę dokonać zapisu upadków i wzniesień duchowo-moralnych, czego przykład pozostawił nam, swoim duchowym synom, Jawny Pokutnik Wielkiej Emigracji, Bogdan Jański? Nie jest przerostem interpretacyjnym podsycanym przynależnością do Wspólnoty Brata Starszego, dostrzeżenie podobieństw do ewangelicznego Syna Marnotrawnego lub Szawła z Tarsu ocalonego dla „sprawy Jezusa” pod Damaszkiem. Dla Bogdana czasem i przestrzenią nawrócenia okazał się dziewiętnastowieczny Paryż, gdyż w udręczonej duszy usłyszał przemieniające i odradzające w Chrystusie słowa: „Bogdanie, bracie!” Niejednokrotnie braterstwo zagubienia dopomina się doświadczenia braterstwa w nawróceniu, trwania w dobrych postanowieniach i pieczołowitej opieki duszpasterskiej oraz stałego towarzyszenia w procesie osobistego powstawania z martwych. Ta droga potrafi być „wąska i stroma” ale prowadzi do szczęścia, pokoju i radości, a Jański szczerze o to się modlił: „Daj, Boże miłosierny, na chwałę Twoją i nasze wiekuiste dobro, abym przez Twoje przebaczenie zaczął nowe, prawdziwie chrześcijańskie życie i w nim trwał” (Modlitewnik zmartwychwstańca, s. 92).

Samemu trudno iść drogą nawrócenia i przemiany dlatego potrzebne jest środowisko osób nawracających się i wzajemnie wspierających na drogach bożych. Dlatego…

c) „Bóg powołuje nas, abyśmy byli wspólnotą” – To w niej (ad intra) dokonuje się nieustanny dialog życia i śmierci, dobra i zła, Boga z człowiekiem i ludzi między sobą. W takiej mozaice odnajdujemy wyraźne ślady Boga zostawione w życiu braci i sióstr, z którymi zostaliśmy połączeni więzami życia, ślubami, modlitwą czy cierpieniem. Jedynie Duch Boży (ruah Jahwe) unoszący się nad wezbranymi wodami istnień ludzkich potrafi tajemnym działaniem wyprowadzić ład (kosmos) z tego, co było chaosem i bezsensem - nawet ugrzecznionym i ukulturalnionym lecz zamkniętym na łaskę. Dlatego wspólnota zwołana przez dar powołania chrześcijańskiego czy zakonnego może dać piękne świadectwo „przemieniającej sile Bożej miłości nie tylko w naszym życiu osobistym, lecz również w życiu wspólnotowym, jeśli pozwolimy, by ta miłość pokonała wszelkie obawy i uleczyła rany, które oddalają od drugich, tak abyśmy stali się prawdziwą wspólnotą uczniów, zjednoczonych myślą i sercem” (KCR, 1). Zatem wspólnota chrześcijańska czy zakonna powołana jest, aby być „żywym znakiem ewangelicznych wartości: sprawiedliwości, prawdy i miłości” (KCR, Charyzmat).

Powołanie to realizuje się dla chwały Bożej i zbawienia bliźnich, a nie dla duszenia się w okowach lęku przed światem, czy rozkładającemu od wewnątrz samozadowoleniu, które staje się wypełnionym pychą samouwielbieniem w duchu wieży Babel. Dlatego…

d) „Wierzymy, że Bóg powołuje nas, abyśmy razem pracowali nad zmartwychwstaniem społeczeństwa” – bo ono jest zadane nam (chrześcijanom, zwłaszcza prezbiterom i osobom konsekrowanym) w nakazie misyjnym Jezusa Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15). Zintegrowany uczeń Mistrza z Nazaretu bez trudności rozumie potrzebę dzielenia się tym, co on i jego bracia w wierze otrzymują z niewyczerpalnego źródła Bożego miłosierdzia. Niesiemy zatem wszystkim – z czułością i radosną odwagą – „Boże życie i miłość poprzez osobiste świadectwo, przez świadectwo naszego życia wspólnotowego oraz poprzez apostolaty” (KCR, Charyzmat), a spośród wielu eksponujemy posługę duszpasterską i wychowawczą. W tym dziele nowej ewangelizacji „wychodzimy naprzeciw wszystkim, a szczególnie solidaryzujemy się z ludźmi poniżonymi przez niesprawiedliwe struktury” (KCR, Misja). Roztropność i pokora ostrzegają i zachęcają, abyśmy sami budowali i uczyli innych budować wspólnotę chrześcijańską, w której wszyscy mogą doświadczać nadziei, radości i pokoju Chrystusowego zmartwychwstania (KCR, Charyzmat). Duch apostolski przynagla nas i innych do odnowy własnego życia, co w następstwie prowadzi do zmartwychwstania społeczeństwa, bo Bóg naprawdę kocha każdego z nas i chce nas zbawić przez włączenie w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, więc każdą niedzielę celebrujemy jako dzień Zmartwychwstałego Pana.

U początków powstania zakonnej wspólnoty Zmartwychwstańców (17.02.1836) znajduje się aktywny, choć świeżo nawrócony i zasadniczo nieliczny laikat katolicki, dlatego dzisiaj – „dając laikatowi głębsze doświadczenie dynamiki Paschalnej w jego życiu – pomagamy mu wypełniać jego własną proroczą i przetwarzającą funkcję wobec świata” (KCR, Misja). To z kolei jest spełnianiem misyjnego Testamentu Jezusa z Ewangelii Mateuszowej: „Idźcie więc i pozyskujcie uczniów we wszystkich narodach! Udzielajcie im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! Nauczajcie ich, aby zachowywali wszystko, co wam nakazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (28,19-20). Dzięki wypełnianiu Bożej woli realizowanej w charyzmacie paschalnym naszego Zgromadzenia – jako kolejne pokolenie synów Brata Starszego Bogdana – „uczestniczymy w Chrystusowym pragnieniu rozpalania Bożej miłości w sercu każdego człowieka na tej ziemi” (KCR, Misja), a „Maryja jest dla nas we wszystkim wzorem życia i działania” (KCR, Charyzmat).

3. Bracia, nie możemy milczeć!

Misterium Paschalne Jezusa Chrystusa, w którym uczestniczy całe stworzenie było, jest i będzie opowiadane „wszelkiemu stworzeniu aż do skończenia świata”. Potrzebna jest ludziom Kościoła stanowczość Piotra i Jana, zdumiewająca wszystkich. Nieakceptacja cudów Bożego miłosierdzia czy oziębłość wiary dzisiejszych apostołów nie przeszkodzi w wypełnianiu planu Ojca. Nawet jeśli nie można zaprzeczyć oczywistemu działaniu Boga, to dzisiejsze „poganiejące społeczności” wymyślą coś, co umożliwi uczniom Jezusa dawanie świadectwa wobec „mocy tego świata”, którym trzeba wyjść naprzeciw w zbroi wiary i miłości, z nadzieją na ostateczny tryumf Zwycięscy śmierci, piekła i Szatana. Wzmaganie bezbożnych polega nadal na tym, aby sprawa Jezusa Zmartwychwstałego „nie nabierała większego rozgłosu”. Wszystko ma prawo istnieć i być rozgłaszane, poza Dobrą Nowiną Jezusa Chrystusa. Ale Jezus przemawia spokojem serca, skutecznością dobrych czynów, w których ujawnia wyobraźnię miłosierdzia. Krew męczenników wierzących w boskość Człowieka z Nazaretu obficie wsiąkająca w Ziemię ciągle staje się „posiewem nowych chrześcijan”. Stworzenie pozostaje własnością Pana, który własną Krwią odkupił jego winy. Szafowanie darów Miłosierdzia (pojednania i uzdrowienia) jest powinnością każdego, po którym spłynęła woda chrztu, a konsekracja uposażyła uczniów Jezusa, by dokładnie spełnili to wszystko, „cokolwiek nam powie” Syn Maryi: „Wy dajcie im jeść!”

Przepowiadanie Kościoła „koncentruje się na tym, co istotne, na tym, co piękne, większe, bardziej pociągające i jednocześnie najbardziej potrzebne. Propozycja staje się prostsza, nie tracąc przy tym głębi i prawdy, w ten sposób staje się bardziej przekonująca i promieniejąca” (Franciszek, Evangelii Gaudium,35).

Celebrujemy w niniejszym spotkaniu obecnego pośród nas Pana Zmartwychwstałego i Miłosiernego. Dzielimy czas i serca, aby przekazać sobie nawzajem słowo nadziei i pokoju, bo serca na nowo zapałały rozpoznając Jezusa „przy łamaniu chleba” wyznając: „Pan mój i Bóg mój!”

„Najpokorniejsze i najusilniejsze zanosim do Ciebie prośby: abyś nas rozproszył, zniszczył przedsięwzięcia nasze zaraz, jeślibyśmy kiedykolwiek mieli dać uwieść się jakimkolwiek interesom ziemskim i zmienić cel naszego społecznego w jedno zebrania. Spraw, o Panie, dopełń miłosierdzia Twego, utwierdź nas na drodze naszej, oczyść, przyjmij między wierne sługi Twoje” (B. Jański, 1.08.1839).

Maryjo, Gwiazdo nowej ewangelizacji,
pomóż nam zajaśnieć świadectwem komunii,
służby, żarliwej i ofiarnej wiary,
sprawiedliwości i miłości do ubogich,
aby radość Ewangelii
dotarła aż po krańce ziemi,
i żadne peryferie nie zostały pozbawione jej światła.
Matko żywej Ewangelii,
źródło radości dla maluczkich,
módl się za nami.
Amen, Alleluja!

(Franciszek, Evangelii Gaudium, 288)

Papież Franciszek

NAUCZANIE OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA

 

W tej części naszej strony internetowej przybliżamy bieżące nauczanie papieża Franciszka. Prostota i specyfika spojrzenia na sprawy bosko-ludzkie łamią schematy i przyzwyczajenia, które mogły rodzić ślepotę, zniechęcenie i bierność osobistego zaangażowwania w wielkie dzieło miłosierdzia i nowej ewangelizacji. "Radość Ewangelii" jest darem dla każdego i obowiązkiem wszystkich naznaczonych znamieniem Chrztu i posłanych z darem Dobrej Nowiny Jezusa Chrystusa.

Rok liturgiczny - jak zmieniające się pory roku - ukazują niewyczerpalne bogactwo łaski i udziełu człowieka w misterium Boga, kochającego bezgranicznie i bezwarunkowo. Niech spokojna i uważna lektura papieskiego nauczania ubogaca i porządkuje życie każdego, kto nie boi się wyzwań oraz pracy nad uświęceniem własnym i bliźnich, bo "Bóg chętnie przebacza i przychodzi z pomocą".

Papież do włoskiej Akcji Katolickiej: nie bądźcie figurami muzealnymi, ale radosnymi głosicielami Ewangelii

„Nie lękaj się, otwórz drzwi Chrystusowi!” – ten dzisiejszy papieski tweet mógłby również posłużyć za hasło spotkania Franciszka z włoską Akcją Katolicką. Odbyło się ono na zakończenie jej zgromadzenia krajowego, które m.in. wybrało nowe władze. Kilka tysięcy przedstawicieli tej zasłużonej i jednej z najstarszych organizacji katolickiego laikatu przybyło do watykańskiej Auli Pawła VI na audiencję. W przemówieniu do nich Papież zwrócił uwagę na potrzebę ewangelizacyjnego otwarcia Akcji Katolickiej. Oparł się na trójmianie: „trwać – iść – radować się”, za każdym razem odnosząc poszczególne jego człony do osobistej relacji z Chrystusem. Franciszek wyjaśnił to w żartobliwy sposób, czyniąc zarazem aluzję do rzadkiego i oznaczającego łagodność imienia, jakie nosi kościelny asystent generalny włoskiej Akcji Katolickiej, bp Mansueto Bianchi. „Dzięki tym trzem postawom – trwania w Chrystusie, pójścia ku granicom i przeżywania radości bycia chrześcijanami – będziecie mogli rozwinąć wasze powołanie, a uniknąć pokusy kwietyzmu, który nie ma nic wspólnego z trwaniem w Jezusie – mówił Papież. – Należy unikać zamykania się i ucieczki w przesłodzone życie wewnętrzne, tak słodkie, że aż niesmaczne... A jeśli będziecie szli, nie popadniecie w tę pokusę. Trzeba też unikać formalnej powagi. I tak pozostając w Jezusie, idąc ku granicom i żyjąc radością, a unikając tamtych pokus, unikniecie także życia przypominającego raczej muzealne figury niż ludzi powołanych przez Jezusa, by żyć radością Ewangelii i ją szerzyć. Jeśli chcecie rady od waszego asystenta generalnego, to popatrzcie, jaki jest łagodny, bo i nosi takie łagodne imię – Mansueto. Jeśli chcecie rady, to bądźcie osiołkami, ale nigdy figurami muzealnymi, dobrze? Nigdy!”. (rv)

Poniedziałkowa Msza papieska: o niebezpieczeństwie próżności, władzy i pieniędzy

W Kościele bywają ludzie, którzy idą za Jezusem z fałszywych pobudek, z pragnienia władzy czy pieniędzy; niech Pan da nam łaskę pójścia za Nim z miłości. W ten sposób modlił się Papież podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty. Swoją homilię Franciszek oparł na fragmencie Ewangelii, gdzie Jezus wypomina szukającym Go ludziom, że czynią to dlatego, iż „jedli chleb do sytości”. To, jak zaznaczył Ojciec Święty, każe nam postawić pytanie o nasze własne motywacje. Wszyscy bowiem jesteśmy grzesznikami i musimy nieustannie oczyszczać nasze powołanie, aby nie stać się jak owi obłudnicy, którzy dają jałmużnę czy poszczą, aby się ludziom pokazać: „Ci przywódcy chcieli się pokazać, lubili, by tak rzec, puszyć się i zachowywali się jak prawdziwe pawie! Tacy byli – mówił Franciszek. – A Jezus powiada: «Nie, tak nie można. Próżność nie służy». A nam tymczasem zdarza się robić rzeczy tak trochę na pokaz, dla próżności. A to jest niebezpieczne, bo można łatwo stoczyć się w dumę, w pychę, i tak właśnie skończyć. Więc zadam pytanie: jak idę za Jezusem? Czy dobre rzeczy, które czynię, robie skrycie, czy lubię się pokazywać?” Jak zaznaczył Papież, dotyczy to także pasterzy Kościoła, którzy, jeśli powoduje nimi próżność, szkodzą powierzonemu sobie ludowi. Drugą rzeczą, którą potępia Jezus, jest pokusa władzy. „Niektórzy idą za Jezusem, ale trochę, może nie całkiem świadomie, szukają władzy – kontynuował Franciszek. – Jaskrawym przykładem są tu Jan i Jakub, synowie Zebedeusza, którzy prosili Jezusa o łaskę bycia premierem i wicepremierem w przyszłym Królestwie. I w Kościele bywają karierowicze! Wielu jest takich, co pukają do drzwi Kościoła, by się wspinać w górę. Jak ci się to podoba, to jedź w góry i uprawiaj alpinizm: to jest zdrowsze! Ale nie przychodź do Kościoła dla wspinaczki! I Jezus upomina takich «wspinaczy», którym zależy na władzy”. Ojciec Święty zauważył, że dopiero po zesłaniu Ducha Świętego uczniowie się odmienili. Tymczasem rzeczywistość grzechu naznacza chrześcijańskie życie i trzeba rachunku sumienia z naszego podążania za Jezusem, by tylko On był celem, który nam przyświeca. Oprócz próżności i pragnienia władzy, które zaburzają nasz wewnętrzny porządek, istnieje jeszcze trzecia pokusa: pieniądz. „Są tacy, którzy idą za Jezusem dla pieniędzy i z pieniędzmi, szukając zarobku na parafii, diecezji, wspólnocie chrześcijańskiej, szpitalu, kolegium... – mówił dalej Papież. – Przypomnijmy sobie pierwotną wspólnotę chrześcijan, która doświadczyła tej pokusy: Szymon [Czarnoksiężnik], Ananiasz i Safira... Ta pokusa była już u początku i znaliśmy wielu dobrych katolików, dobrych chrześcijan, przyjaciół, dobroczyńców Kościoła, także odznaczanych w rozmaity sposób, co do których okazało się potem, że robili ciemne interesy. To byli prawdziwi aferzyści, co zarobili wiele pieniędzy! Prezentowali się jako dobroczyńcy Kościoła, ale brali mnóstwo pieniędzy i to niekoniecznie pieniędzy czystych”. (rv)

Watykan znów upomina amerykańskie zakonnice, tym razem zarzuca im poważne błędy doktrynalne i gnozę

Zaostrza się linia postępowania Stolicy Apostolskiej względem liberalnego i większościowego nurtu amerykańskich zakonnic, których przełożone są zrzeszone w Leadership Conference of Women Religious (LCWR). Kard. Gerhard Müller zarzuca im prowokacyjne zachowanie względem Stolicy Apostolskiej, a także uleganie nurtom gnostycznym, które są sprzeczne z Objawieniem i stawiają zakonnice poza Kościołem i chrześcijańską wiarą. Przed dwoma laty Stolica Apostolska zarządziła doktrynalne reformy wśród amerykańskich zakonnic. Przed rokiem podtrzymał je w mocy Papież Franciszek. W ubiegłym tygodniu w Watykanie gościły przedstawicielki zakonnic. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary podziękował za pierwsze kroki reformy, a konkretnie za rewizję statutów, w których zakonnice bardziej otwarcie koncentrują się na Jezusie Chrystusie i opierają się na nauczaniu Kościoła o życiu konsekrowanym. Kard. Müller w ostrych słowach wyraził też zaniepokojenie rozwojem sytuacji w amerykańskich zgromadzeniach. Po pierwsze, odniósł się do przyznania przez ich konferencję dorocznej nagrody amerykańskiej teolożce Elizabeth Johnson, której poglądy zostały skrytykowane przez Episkopat USA, ponieważ zawierają poważne błędy doktrynalne. Kard. Müller podkreślił, że tej decyzji nie można odczytać inaczej jak prowokacji względem Stolicy Apostolskiej i samego episkopatu. Przypomniał ponadto, że w świetle zarządzonej przez Watykan reformy tego typu decyzje powinny być konsultowane z papieskim delegatem. Po drugie, prefekt Kongregacji Nauki Wiary wyraził poważne zaniepokojenie rosnącym zainteresowaniem zakonnic teorią świadomej ewolucji. Jej propagatorkę, newageowską myślicielkę Barbarę Marx Hubbard, siostry gościły przed dwoma laty na swej konwencji. Od tej pory nie przestają rozważać jej teorii, a niektóre zgromadzenia otwarcie poddały się jej wpływowi. Kard. Müller podkreślił, że podstawowe tezy świadomej ewolucji są sprzeczne z Objawieniem i prowadzą w sposób niemal nieunikniony do poważnych błędów dotyczących tak podstawowych kwestii jak wszechmoc Boga, wcielenie Chrystusa, rzeczywistość grzechu pierworodnego, potrzeby zbawienia i definitywnego charakteru zbawczego czynu Chrystusa w Tajemnicy Paschalnej. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary zauważył, że teoria świadomej ewolucji nie jest w rzeczywistości niczym nowym. Opiera się bowiem na podobnych założeniach, co tradycja gnostyczna. Kard. Müller podkreślił, że w takiej sytuacji niepokój Stolicy Apostolskiej jest jeszcze większy niż przed dwoma laty, kiedy zarządzono reformę. Bezkrytyczne przyjmowanie wizji Boga, kosmosu i człowieka, które są sprzeczne z Objawieniem, stawia bowiem zakonnice poza Kościołem i zdrową chrześcijańską wiarą. (rv)

Papież Franciszek o kapłańskiej radości,
jej cechach charakterystycznych i
wymogach

„Namaszczeni olejem radości” – to wymowny tytuł papieskiej homilii wygłoszonej podczas Mszy Krzyżma. Zgodnie z tradycją Franciszek sprawował tę liturgię, z poświęceniem olejów krzyżma, chorych i katechumenów, w bazylice watykańskiej, koncelebrując z kapłanami pracującymi w Wiecznym Mieście i diecezji rzymskiej. Właśnie do nich skierowana była homilia, w której Papież ukazywał sens namaszczenia kapłańskiego w kontekście paschalnego wydarzenia Jezusa Chrystusa i wymogu głoszenia Jego Ewangelii. Jak zaznaczył na wstępie, tajemnica miłości Boga objawiona w Chrystusie, a będąca istotą kapłaństwa, czyni „małymi” ludzi do tej funkcji powołanych, co wyraża pewien paradoks: „Kapłan jest najbiedniejszym z ludzi, jeśli Jezus nas nie ubogaca swoim ubóstwem, jest najbardziej bezużytecznym sługą, jeśli Jezus nie nazywa go przyjacielem, jest najgłupszym z ludzi, jeśli Jezus cierpliwie go nie poucza, jak Piotra, najbardziej bezradnym z chrześcijan, jeżeli Dobry Pasterz nie umacnia go pośrodku owczarni – mówił Papież. – Nikt nie jest mniejszy od kapłana zdanego jedynie na swoje własne siły. Dlatego naszą modlitwą obrony przed wszelkimi atakami Złego jest modlitwa naszej Matki: jestem kapłanem, bo On spojrzał życzliwie na moją małość. I wychodząc od tej małości przyjmujemy naszą radość. Radość w naszej małości”. Następnie Franciszek skupił się na trzech istotnych cechach kapłańskiej radości. Są to: pochodzenie z namaszczenia, niezniszczalność i misyjność. Pierwsza z nich oznacza, że radość kapłańska pochodzi z namaszczenia, czyli z zewnętrznej łaski, która przenika w sakramencie święceń „aż do szpiku kości”, dzięki czemu nie jesteśmy „aroganckimi, żyjącymi wystawnie pochlebcami”. Niezniszczalność radości polega na tym, że owej łaski nic nie jest w stanie odebrać, choć może ją przytłumić grzech czy troski. Wreszcie misyjność radości ukierunkowuje kapłana na lud Boży, by udzielać mu sakramentów i ewangelizować. Tym cechom towarzyszą także określone cnoty czy też stany życia, które Papież nazwał „siostrami kapłańskiej radości“. Pierwszą z nich jest ubóstwo, bo kapłan wyrzeka się wielu rzeczy, nie szukając wewnętrznej radości na własną rękę. „Wiemy, że nasz lud jest niezwykle hojny, dziękując kapłanom za najmniejsze gesty błogosławieństwa, a zwłaszcza za sakramenty – kontynuował Ojciec Święty. – Wielu, mówiąc o kryzysie tożsamości kapłańskiej, nie bierze pod uwagę, że tożsamość zakłada przynależność. Nie ma tożsamości – a więc radości życia – bez czynnej i zaangażowanej przynależności do wiernego Ludu Bożego. Kapłan, który usiłuje znaleźć tożsamość kapłańską, zgłębiając introspekcyjnie swoje życie wewnętrzne, znajduje jedynie znaki, które informują o «wyjściu»: wyjdź poza siebie, wyjdź w poszukiwaniu Boga w adoracji, wyjdź i daj swemu ludowi to, co ci zostało dane, powierzone, a twój lud zadba, byś poczuł i zasmakował, kim jesteś, jak się nazywasz, jaka jest twoja tożsamość, i sprawi, że będziesz się radował stokrotnie więcej, tak jak Pan obiecał swoim sługom. Jeśli nie wyjdziesz poza siebie, to olej zjełczeje, a namaszczenie nie może już być owocne. Wyjście poza siebie wymaga ogołocenia z siebie, pociąga za sobą ubóstwo”. Drugą „siostrą kapłańskiej radości” jest wierność. Jak wyjaśnił Franciszek, nie chodzi tu o jakąś bezgrzeszność, ale o stale odnawianą wierność oblubienicy Kościołowi, co daje kapłanowi również owocne nadprzyrodzone ojcostwo.  „Duchowe dzieci, które Pan daje każdemu księdzu – ci, których ochrzcił, rodziny, które pobłogosławił i pomógł im żyć, chorzy, którymi się opiekuje, młodzi, z którymi dzieli katechezę i formację, ubodzy, których ratuje – są tą oblubienicą, którą z radością traktuje on jako szczególnie umiłowaną i jedyną pokochaną, będąc jej wierny nieustannie na nowo – wyjaśnił Ojciec Święty. – Jest to Kościół żywy, z imieniem i nazwiskiem, o który kapłan się troszczy w swojej parafii lub w powierzonej mu misji. To on daje mu radość, kiedy jest jemu wierny, kiedy czyni to wszystko, co powinien, i porzuca to wszystko, co powinien zostawić, aby trwać pośród owiec, które Pan jemu powierzył: «Paś owce moje» (J 21, 16.17)”. Wreszcie trzecią „siostrą kapłańskiej radości“ jest posłuszeństwo. Papież zaznaczył, że chodzi tu zarówno o posłuszeństwo hierarchiczne w tym, co dotyczy kapłańskiej misji, jak i o służebną gotowość wobec wiernych. „Dyspozycyjność kapłana czyni z Kościoła dom o drzwiach otwartych, schronienie dla grzeszników, dom rodzinny dla tych, którzy mieszkają na ulicy, dom opieki dla chorych, obóz dla młodzieży, salę katechetyczną dla dzieci pierwszokomunijnych... – powiedział Franciszek. – Tam, gdzie Lud Boży ma jakieś pragnienie czy potrzebę, tam jest kapłan, który umie słuchać (ob-audire) i słyszy miłosny nakaz Chrystusa, który posyła go, by z miłosierdziem spieszył pomagać w danej potrzebie czy też wspierać te dobre pragnienia z miłością kreatywną. Ten, kto jest powołany, niech wie, że istnieje na tym świecie radość prawdziwa i pełna: radość tego, który został wzięty spośród ludu, który kocha, aby był do niego posłany jako szafarz darów i pociechy Jezusa, jedynego Dobrego Pasterza. Pełen głębokiego współczucia dla wszystkich maluczkich i wykluczonych tej ziemi, utrudzonych i uciskanych jak owce bez pasterza, zechciał On włączyć wielu w swoją posługę, by samemu pozostać i działać w osobie swoich kapłanów, dla dobra swojego ludu“. Ojciec Święty modlił się też o odkrycie tej kapłańskiej radości wśród młodych ludzi rozeznających swoje powołanie, u przygotowujących się do święceń, ale także u tych, którzy stoją u kresu życia po wielu latach duszpasterskiej posługi. (rv)

Papież na audiencji ogólnej: Eucharystia musi przemieniać nasze życie

Niedzielna msza to nie okazja do plotek. Kto nie czuje się grzesznikiem, lepiej niech na nią nie chodzi. Eucharystia musi mieć wpływ na nasze codzienne życie. Właśnie po tym poznajemy, czy dobrze uczestniczymy w liturgii – mówił Franciszek na audiencji ogólnej. Zauważył on, że niedzielna msza nie może być jedynie świątecznym wydarzeniem, tradycją czy okazją do spotkania towarzyskiego. Musi prowadzić do spotkania z Chrystusem i nas przemieniać. Pierwszym świadectwem tego, jak przeżywamy Eucharystię, jest nasze podejście do bliźnich, a zwłaszcza do potrzebujących – powiedział Ojciec Święty. „Wszyscy chodzimy na mszę, bo kochamy Jezusa i chcemy mieć udział w Jego męce i zmartwychwstaniu. Ale czy kochamy tak, jak chce tego Jezus, naszych braci i siostry, którzy są w potrzebie? Na przykład w Rzymie widzieliśmy w tych dniach tak wiele tragedii. Opady deszczu, które wyrządziły tak wiele szkód całym dzielnicom. Albo tragedie społeczne, związane z bezrobociem i kryzysem socjalnym na całym świecie... I pytam się, wszyscy postawmy sobie to pytanie: Ja, który chodzę na mszę, jak to przeżywam? Czy chcę pomóc, okazać bliskość, pomodlić się za tych, którzy doświadczają tych problemów? A może jestem trochę obojętny? Albo wolę poplotkować: «Widziałeś, jak była ubrana, jak był ubrany?». Niekiedy robimy to właśnie po mszy, nieprawdaż? A nie powinniśmy! Powinniśmy się zająć braćmi i siostrami, którzy są w potrzebie, chorzy, mają problemy” – powiedział Franciszek. Innym świadectwem dobrego przeżywania Eucharystii jest świadomość, że odpuszczono nam grzechy, oraz gotowość do przebaczenia innym – powiedział Papież. „W rzeczywistości ten, kto uczestniczy w Eucharystii, nie czyni tego, bo czuje się lepszy lub chce uchodzić za lepszego od innych. Przeciwnie, wie, że musi zostać przygarnięty i odrodzony przez miłosierdzie Boga, które ucieleśniło się w Jezusie Chrystusie. Jeśli ktoś nie odczuwa potrzeby Bożego miłosierdzia, nie czuje się grzesznikiem, niech lepiej nie chodzi na mszę! My bowiem chodzimy na mszę, ponieważ jesteśmy grzesznikami i chcemy, by Jezus nam przebaczył, chcemy mieć udział w Jego odkupieniu, przebaczeniu. Owego «Spowiadam się» na początku liturgii nie wypowiadamy tylko pro forma. Jest to prawdziwy akt skruchy! Jestem grzesznikiem i wyznaję to! Tak zaczyna się msza” – powiedział Franciszek. (rv)

 

Papież o odkrywaniu na nowo rzeczywistego sensu celebracji eucharystycznej

O potrzebie odkrywania na nowo sakralnego sensu Eucharystii mówił Papież podczas porannej mszy w kaplicy Domu św. Marty, 10 lutego 2014. W homilii nawiązał do objawienia się Boga w obłoku wypełniającym świątynię Salomona po przeniesieniu tam Arki Przymierza, o czym słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu liturgicznym. Jak zaznaczył Franciszek, mamy tu do czynienia z inną teofanią, niż w przypadku głoszenia słowa przez proroków. W świątyni Bóg staje się bliższy swemu ludowi. Z tym samym mamy do czynienia w celebracji liturgicznej, która nie jest jakąś imprezą towarzyską ani nawet spotkaniem modlitewnym, ale realną obecnością Pana. „Gdy sprawujemy Mszę, nie robimy przedstawienia odtwarzającego Ostatnią Wieczerzę – mówił Papież. – Nie, to nie jest widowisko, ale coś całkiem innego. To po prostu jest Ostatnia Wieczerza. To jest właśnie przeżywanie po raz kolejny Męki i odkupieńczej Śmierci Pana. To jest teofania: Pan staje się obecny na ołtarzu, by zostać ofiarowany Ojcu dla zbawienia świata. Często słyszymy albo sami mówimy: «Muszę iść na Mszę, muszę posłuchać Mszy». Mszy się nie słucha, ale się w niej uczestniczy, bierze się udział w tej teofanii, w tej tajemnicy obecności Pana wśród nas”. Jak wskazał Ojciec Święty, za przedstawienia religijne można uznać żłóbek czy Drogę Krzyżową, natomiast Msza jest „realną pamiątką, czyli teofanią”. W niej Bóg się do nas przybliża i jest z nami, dzięki czemu bierzemy udział w tajemnicy Odkupienia. Stąd nie na miejscu jest spoglądanie na zegarek w czasie liturgii, bo to jest czas i miejsce Pana, w którym jesteśmy gośćmi. „Liturgia jest wejściem w misterium Boga, oznacza pozwolić się zaprowadzić do tajemnicy i w niej być – stwierdził Papież. – Na przykład jestem pewny, że wy wszyscy przychodzicie tu, by wejść w tajemnicę, ale być może ktoś powie: «A ja muszę pójść na Mszę do św. Marty, bo w programie turystycznej wycieczki po Rzymie jest poranna wizyta u Papieża u św. Marty». Takie miejsce turystyczne? Nie, tak nie może być. Wy wszyscy tu przychodzicie, gromadzimy się, by wejść w tajemnicę: to jest liturgia. To Boży czas, to Boże miejsce, to obłok Boży, który nas wszystkich spowija”. Franciszek przypomniał także, że w czasach, gdy sam przygotowywał się do Pierwszej Komunii, była pieśń, która opowiadała, że aniołowie strzegą ołtarza i chwały Bożej na nim. Potem dzieciom tłumaczono, na czym polega różnica między hostiami niesionymi jako dary ołtarza, a tymi, które przyjmą one po przeistoczeniu. Była to zachęta, kontynuował Papież, by wejść w misterium Boga, w Jego przestrzeń, do Jego świątyni i powierzyć się tej tajemnicy. „Dobrze będzie poprosić Pana, aby nam wszystkim dał owo poczucie sacrum, ten zmysł, który pozwala zrozumieć, że czym innym jest modlitwa w domu czy w kościele, odmawianie Różańca i innych pięknych modlitw, odprawianie Drogi Krzyżowej i innych pięknych nabożeństw, czytanie Biblii, a czym innym jest sprawowanie Eucharystii. W tej celebracji wchodzimy w misterium Boga, wchodzimy na drogę, która nie jest zależna od nas: tylko On jest Jedyny, On jest chwałą, On jest mocą, On jest wszystkim. Prośmy o tę łaskę: niech Pan nas nauczy wchodzenia w tajemnicę Boga” – zakończył Franciszek. (rv)

Niemcy: wyniki ankiety Papieża Franciszka na temat rodziny

Wśród katolików w Niemczech nauczanie Kościoła o rodzinie i seksualności nie odgrywa prawie żadnej roli. Wskazują na to przedstawione przez tamtejszy episkopat wyniki ankiety Papieża Franciszka, będącej przygotowaniem do jesiennego Synodu Biskupów o duszpasterstwie małżeństwa i rodziny. Wyniki ankiety już wcześniej opublikowały archidiecezje Monachium i Berlina. Tak duża różnica między nauką głoszoną przez Kościół a praktykowanym życiem katolików w Niemczech zaskoczyła nawet tutejsze świeckie media, w których temat jest szeroko i chętnie komentowany. Analizując ponad tysiąc stron odpowiedzi na ankietę Franciszka, niemieccy biskupi dochodzą do następujących wniosków: Nauka Kościoła w kwestii małżeństwa i rodziny przyjmowana jest selektywnie. Dla większości katolików wizerunek rodziny proponowany przez Kościół jest zbyt idealistyczny. Kościelne dokumenty o małżeństwie i rodzinie są znane tylko nielicznym, dla większości nie mają żadnego znaczenia w konkretnym życiu. Biskupi stwierdzają, że nieformalne związki, w których katolicy żyją i współżyją przed ślubem, są nie tylko częścią duszpasterskiej rzeczywistości, ale wręcz dominującą formą życia. Prawie wszyscy – w przybliżeniu 90 do 100 proc. par, które proszą o ślub kościelny – żyją wcześniej już kilka lat ze sobą. Najwięcej problemów niemieccy katolicy mają z metodą naturalnego planowania rodzin: nawet wśród zaangażowanych wiernych jest ona nieznana, a większość ludzi nawet nie wykazuje woli poznania tej metody. Z kolei niechęć Kościoła do błogosławienia par homoseksualnych odbierana jest przez niemieckich katolików jako dyskryminacja. Niemiecki episkopat zwrócił już uwagę, że wyniki nie są reprezentatywne, ponieważ ankieta nie została przeprowadzona przez profesjonalny instytut socjologiczny. Problematyczna jest również metodologia: w niektórych diecezjach wierni mogli zabierać głos przez Internet, w innych do głosu dopuszczone zostały tylko niektóre gremia. Biskupi podkreślają, że nie należy zmieniać nauki Kościoła, ale warto się zastanowić nad akcentowaniem niektórych problemów moralnych. W świetle zbliżającego się Synodu Biskupów proponują, by przede wszystkim odejść od tzw. „etyki zakazów”. (rv)

Papież Franciszek: życie konsekrowane to spotkanie z Chrystusem

Życie konsekrowane powinno emanować radością i otwartością, a nie surowością i zamknięciem. Doświadczenie i mądrość, które przekazują nam starsze pokolenia mamy nie tyle zamykać w muzeum, ile wykorzystywać do tego, by stawić czoło przynoszonym przez życie wyzwaniom. Mówił o tym Franciszek do 8 tys. osób konsekrowanych, które w bazylice watykańskiej wzięły udział w papieskiej Mszy z okazji Światowego Dnia Życia Konsekrowanego. Z inicjatywy Jana Pawła II obchodzony on jest w święto Ofiarowania Pańskiego. „Święto Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jest również nazywane świętem spotkania: spotkania między Jezusem a jego ludem.
W świetle tej ewangelicznej sceny spójrzmy na życie konsekrowane, jako spotkanie z Chrystusem: to On do nas przychodzi, niesiony przez Maryję i Józefa, i to my idziemy ku Niemu, prowadzeni przez Ducha Świętego. Ale w centrum jest On – mówił Papież. – On wszystko porusza, On nas przyciąga do świątyni, do Kościoła, gdzie możemy Go spotkać, rozpoznać Go, przyjąć, objąć Go. Jezus wychodzi nam na spotkanie w Kościele przez pierwotny charyzmat instytutu: warto pomyśleć w ten sposób o naszym powołaniu! Nasze spotkanie z Chrystusem nabrało swego kształtu w Kościele przez charyzmat jednego z jego świadków. To nas zawsze zadziwia i każde nam dziękować Bogu. Franciszek wskazał, że w życiu konsekrowanym dochodzi do spotkania młodych i starych, do spotkania obserwancji i proroctwa. „Nie postrzegajmy ich, jako dwóch przeciwstawnych rzeczywistości!” – apelował Papież. „Pozwólmy, aby Duch Święty ożywiał jedną i drugą, a znakiem tego jest radość: radość zachowywania, i podążania drogą reguły życia; radość z bycia prowadzonymi przez Ducha, nigdy sztywnymi, zamkniętymi, a zawsze otwartymi na głos Boga, który mówi, otwiera, prowadzi; który zachęca do pójścia ku nowym wyzwaniom – podkreślił Ojciec Święty. – Dobrze jest, aby starsi przekazywali młodym mądrość, a młodzi przyjmowali to dziedzictwo doświadczenia i mądrości, niosąc je w przyszłość. Nie po to, by je zamknąć w muzeum, ale po to, by nieść w przyszłość stawiając czoło przynoszonym przez życie wyzwaniom; rozwijając je dla dobra poszczególnych rodzin zakonnych i całego Kościoła”. (rv)

Prezentacja Roku Życia Konsekrowanego, rozpocznie się wcześniej

Rok Życia Konsekrowanego najprawdopodobniej rozpocznie się wcześniej niż przewidywano, a mianowicie już w październiku, w 50. rocznicę soborowej konstytucji Lumen gentium. Zakończyć miałby się natomiast w listopadzie 2015 r., kiedy przypadnie rocznica soborowego dekretu o zakonach Perfectae caritatis. O takie ramy czasowe Roku Życia Konsekrowanego będzie wnioskować u Papieża watykańska kongregacja, która zajmuje się zakonami i przygotowuje też program tej inicjatywy. Już dziś planuje się zorganizowanie trzech wielkich spotkań dla różnych kategorii osób konsekrowanych. Pierwsze zostanie przeznaczone dla młodzieży zakonnej, a drugie dla formatorów. Trzecie będzie miało formę kongresu teologicznego o odnowie życia konsekrowanego w świetle Soboru Watykańskiego II. Zakony klauzurowe połączą się natomiast z tej okazji w wielką sieć modlitewną. Zarówno Papież, jak i watykańskie dykasterie przygotowują szereg dokumentów dla osób konsekrowanych. Będą one dotyczyć takich zagadnień, jak relacja między zakonami i biskupami, administracja dóbr materialnych, autonomia i klauzura w klasztorach kontemplacyjnych, życie i misja braci zakonnych. Rok Życia Konsekrowanego ma być czasem realistycznego spojrzenia na tę formę życia w Kościele. Trzeba zobaczyć zarówno jego blaski, jak i cienie – powiedział kard. João Braz de Aviz, prefekt watykańskiej kongregacji: „Życie konsekrowane, jak przypomniał Papież Franciszek podczas spotkania z przełożonymi generalnymi, to rzeczywistość złożona z grzechu i łaski. W tym roku chcemy uznać i wyznać naszą słabość, ale chcemy też „wykrzyczeć” światu z mocą i radością świętość i dynamizm, które są obecne w życiu konsekrowanym. Ileż świętości, niekiedy ukrytej, ale bynajmniej nie jałowej, jest w klasztorach i domach zakonnych. Patrząc pozytywnie na ten czas łaski, który rozciąga się od Soboru aż po dzień dzisiejszy, chcemy podjąć przyszłość z nadzieją. Jesteśmy w pełni świadomi, że chwila obecna jest delikatna i trudna, jak stwierdził Jan Paweł II w Vita consecrata, i że kryzys, przez który przechodzi społeczeństwo i sam Kościół, w pełni dotyka też życia konsekrowanego. Jednakże chcemy podjąć wyzwanie tego kryzysu, traktując go nie jako przedpokój śmierci, lecz jako kairós, okazję do wzrastania w głębi”. (rv)

Papież Franciszek: wolę Kościół po przejściach, niż chory z zamknięcia

Stawiajcie na wielkie ideały. Macie mieć serca bardziej skłonne do radości, niż pogrzebowych ceremonii – apelował Papież do młodzieży. Podczas wizyty w salezjańskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzymie Franciszek przez czterdzieści minut odpowiadał na pytania młodych. Zachęcał, by z odwagą szli przez życie i począwszy od siebie zmieniali Kościół. A przy tym – by unikali gry w powagę. Oto robocze tłumaczenie spontanicznych odpowiedzi Papieża na spotkaniu z młodzieżą 19 stycznia br. w Rzymie.

- Ojcze Święty, powiedziałeś: „Trwajcie w radości. Nie pozwólcie sobie ukraść nadziei”. Czy mógłbyś nam dać jakieś wskazówki jak przezwyciężyć pokusę tracenia nadziei?

Papież Franciszek: Trwać w radości i nie dać sobie ukraść nadziei: to prawda i o to szczególnie powinniśmy dbać. Dlatego, że rozczarowania jest pełno w sklepach, na wyprzedażach, czyż nie? Rozczarowanie możesz kupić wszędzie, jest jak pokarm w zasięgu ręki, wręcz ci je proponują… „Ale to nie tak. To nie pasuje”, czyż nie? Strzec nadziei w chwilach mrocznych, trudnych, nie jest łatwo. To nie jest proste. Kto może ci wykraść nadzieję? Ten, co mówi: “Ależ nie, nie patrz za bardzo w przyszłość, bierz teraz. Weź teraz. Teraz zadbaj o swoje szczęście. Dalej nie ma sensu iść. Jesteś zmęczony”. To jest doświadczenie życiowe, egzystencjalne, nie? Idzie się drogą życia, ale ktoś znajduje ładny hotel i całe życie w nim zostaje: dalej nie idzie. Ileż ludzi zatrzymuje się w połowie drogi! Kiedy wam mówię “nie pozwólcie sobie ukraść nadziei”, mam na myśli: nie zostawajcie w połowie drogi. Bo inaczej spotkacie ludzi 40-, 50-letnich, których serca są bardziej gotowe na pogrzeb niż na świętowanie. Naprawdę! Co więcej, znajdziesz nie tylko 40-, 50-latków. Spotkasz młodych z sercami bardziej skłonnymi iść na pogrzeb niż świętować. I to jest pokusa. Pokusa szepce: „Daj spokój z tą nadzieją! Wszystko jest takie... Bierz to, co ci teraz potrzebne, bo życie idzie dalej”. To o tym myślę mówiąc: “Nie dajcie sobie wyrwać nadziei”, bo nadzieja jest piękną sprawą, nadzieja nie zawodzi. I nie ja to mówię. To mówi św. Paweł w Liście do Rzymian. Paweł mówi: nadzieja nie zawodzi. Masz postawić na wielkie ideały i iść naprzód! Do tego trzeba zawsze mieć – to ważne słowo – trzeba mieć pragnienie. Chłopak czy dziewczyna, który nie pragnie (ktoś z was mówił o zamkniętym sercu) – nigdy serca nie otworzy. Tym, co otwiera ci serce jest właśnie pragnienie, wola by iść naprzód, odnajdywać dalej i dalej. To znaczy rozszerzyć serce. Dziś społeczeństwu potrzeba ludzi o wielkich, szerokich sercach, czyż nie? I kiedy idziesz tą drogą z nadzieją, która nigdy nie zawodzi, to pragnieniem otwierasz, rozszerzasz serce. To jest piękne zajęcie dla młodzieży. Rozumiecie?

- Nazywam się Alessia, i chciałabym zadać takie pytanie: jak się zrodziła Twoja miłość do Boga? Czy jest coś, na czym oparłeś swoje chrześcijańskie życie?

Papież Franciszek: W tym względzie czuję się trochę biedakiem, dlatego, że nie kocham Boga, tak jak On powinien być kochany. Kocham Boga, tak jak mogę, jak umiem. Ale jestem pewny, że On mnie kocha bardziej i to mi sprawia przyjemność, to mi się podoba. Ta pewność: On mnie kocha. On pierwszy mnie ukochał, pierwszy na mnie czekał, On mi towarzyszy w drodze, idzie ze mną. On wie, co czuję: pokochał mnie jako pierwszy. Ale to też nie jest moje: to mówi Jan Apostoł. Co to znaczy miłość? Miłość to znaczy, że Bóg nas pierwszy umiłował. To jest miłość. A moja miłość do Boga, powiedziałbym, tkwi w możliwości. Próbuję pozwolić Mu, aby mnie kochał, nie zamykać drzwi. Choć, cóż, czasami je zamykam: kiedy jestem zmęczony, znużony… „Nie chcę o tym słyszeć” – to zamykanie drzwi. Próbuję właśnie nie zamykać drzwi na Jego miłość, która przychodzi. A przychodzi w wielorakich formach i na różne sposoby. On przychodzi.

- Spotkanie, które Cię Ojcze Święty zmieniło i które nosisz w sercu...

Papież Franciszek: Dla mnie doświadczeniem spotkania z Jezusem było to z pierwszego dnia wiosny – u nas, bo u was to jest jesienią: 21 września. To „dzień uczniów” (wagarowicza – jp). Młodzi idą na spacer, ech, nie tak jest? W tym dniu też szedłem z kolegami, ale najpierw poszedłem na parafię. Miałem 17 lat. Coś czułem i chciałem się wyspowiadać. ... Chociaż chodziłem do kościoła, należałem do Akcji Katolickiej, to takie doświadczenie spotkania było czymś nowym. Wtedy poczułem, że mam zostać księdzem, nawet jeśli potem minęło kilka lat zanim wstąpiłem do seminarium. To było najgłębsze doświadczenie spotkania. Więc kiedy czujesz, że dzieje się coś nowego, coś czego wcześniej nie było…, sprawa, którą Pan cię dotyka… słuchaj Go! Bo to Pan, który Cię wzywa! W tych dniach na Mszy czytaliśmy historię małego Samuela, chłopca w wieku 12-13-14 lat. Kiedy spał, słyszał, że go wołali. Myślał, że to może wołał go kapłan, któremu służył, który był w podeszłym wieku. On zdał sobie potem sprawę, że to był Pan. Pan woła poprzez okoliczności, przez wydarzenia, przez historie – puka do drzwi. Bądźcie czujni, gdy pukają do drzwi waszego serca. Wiecie, że Pan robi takie rzeczy? Trzeba być czujnym na to, co dociera do mojego serca. Czy moje serce to droga, którą przechodzą różności, a ja sobie z tego nie zdaję sprawy? To nie jest dobre. Ja nauczyłem się rozumieć i znać to, co dzieje się w moim sercu: to jest pierwszy krok. Potem ktoś odkryje, że to być może Pan puka ci do drzwi.

- Ojcze Święty, jak możemy ci pomóc odnowić Kościół, aby był bardziej radosny i misyjny? Czego się od nas oczekuje? Co możemy zrobić?

Papież Franciszek: “Odnowić Kościół”: to trudne słowo. Starzy teologowie – starożytni, średniowieczni – mawiali, że Kościół zawsze powinien się odnawiać, reformować. To jest stałe zadanie. My wszyscy mamy go odnawiać. Ale o co chodzi? O pociągnięcie pędzlem z farbą, żeby był ładniejszy? Nie, nie, nie: o odnowienie go od środka. Jednak nie dam rady odnowić Kościoła, jeśli się w to nie zaangażuję. „Farbą jestem ja” – to sobie wszyscy musimy powiedzieć. Każdy z nas musi powiedzieć: „Jaką farbą upiększamy Kościół? – Ja jestem tą farbą. Co więc zrobię, żeby Kościół był wierniejszy swojej misji?” Co możemy zrobić, czego się od nas oczekuje? Młodym w Rio de Janeiro mówiłem: zróbcie raban. Wiecie, że świetnie potrafią to robić? Trzeba się ruszyć, ruszyć się. Kiedyś, wiele lat temu, zostałem zaproszony z konferencją przez grupę młodych, którzy chcieli odnowić Kościół. Nie mówili tego, ale byli pewni, że w ten sposób dadzą radę odnowić Kościół. Najpierw poprosili o Mszę. Tylko męskie grono, żadnych kobiet: one są “gorszej jakości”! Sami mężczyźni i tak myśleli... Wszyscy poważni... A na Mszy wszyscy ze złożonymi, wręcz sklejonymi rękami, sztywni. W pewnej chwili pomyślałem, że mam przed sobą posągi, a nie ludzi. A oni mówili: Nie, musimy robić tak a tak”… Mieli gotową receptę. Biedacy, wszyscy kiepsko skończyli. (śmiech, oklaski). Dlatego, poważne podejście do sprawy to nie gra w powagę. To oznacza radość, modlitwę, szukanie Pana, czytanie Słowa Bożego, także świętowanie. To jest chrześcijańska powaga. Człowiek młody, który się nie uśmiecha, który nie robi choć trochę rabanu, za wcześnie się zestarzał.

- Ojcze Święty, wielu z nas chciałoby odkryć wolę Bożą w naszym życiu, nasze powołanie. Co byś nam poradził? Jak możemy to zrobić bez lęku, że siebie kładziemy na szali?

Papież Franciszek: Cóż, drogę w życiu znajduje się idąc. Gdy będziesz siedział w domu, to nigdy drogi nie znajdziesz. Musisz opuścić samego siebie i zacząć iść. Pan w drodze ci powie, gdzie cię chce mieć, gdzie chce, abyś był. Powie to. Ale zamknięty w domu – a mówiąc „w domu” mam na myśli: w twoim egoizmie, w twoich wygodach…; w tym nigdy swego powołania nie znajdziesz. Jakie tu będzie twoje powołanie? Powołanie egoizmu: praca dla samego siebie, dla własnej przyszłości, tylko dla siebie. To będzie powołaniem. A jak skończysz? Źle. Chcesz odnaleźć wolę Bożą, swoje miejsce w życiu? Rusz w drogę. Ktoś powie: „Ależ jest tyle niebezpieczeństw…” . Tak. W drodze można wiele razy zbłądzić. Wiele pomyłek czeka na tych, którzy w życiu idą. Ale gorsze są pomyłki pozostających w zamknięciu. Człowiek, który jest zamknięty, czy zamknięta wspólnota zaczyna chorować, choruje na zamknięcie. Wchodziliście kiedyś do pomieszczeń, co przez miesiące nie były otwierane? Kiedy je otwierasz czuć stęchlizną, zamknięciem… taka jest i dusza ludzi zamkniętych. Chorują. A ci, którzy ruszają w drogę? Cóż, im też może się przytrafić to, co się zdarza idącym: wypadek. Ale ja tysiąc razy wolę Kościół po wypadkach, po przejściach, niż Kościół chory z zamknięcia. Czy to jest jasne? (brawa). I jeszcze słowo: jak możemy wybrać powołanie bez lęku? Nie bójcie się, to jest prawdziwe. Nie mogę powiedzieć, że nie będziecie odczuwać lęku. Lęk przychodzi, czuje się go. Ale bądźcie odważni i idźcie naprzód. Nie bójcie się lękać: bo lęk przychodzi.

- Gdyby Ojciec Święty był młody i nie mógł znaleźć pracy w zawodzie, którego się wyuczył, dla którego studiował, czy by wyemigrował gdzieś indziej, za granicę? A może zadowoliłby się jakąś przeciętną pracą i został z rodziną?

Papież Franciszek: A, to jest ładne pytanie. I nie można na nie odpowiedzieć, nie z uwagi na treść, ale na sposób, w jaki ją przedstawia. Nie można podejmować decyzji w sprawie wyobrażeń czy czegoś, co mogło by się wydarzyć. Bóg działa w teraźniejszości. Jeśli ktoś mówi: „Jesteś młody, masz robić to i to, a co teraz robisz, obecnie?” Ty, który jesteś Papieżem, co robisz? To jest teraźniejszość, rzeczywistość. Boga nie ma w sprawach przyszłościowych. Nigdy. To są diabelskie złudzenia. Bóg zawsze działa w teraźniejszości. Możemy tak powiedzieć. Bóg jest w przeszłości, jako pamięć. Ważną sprawą jest świadomość przeszłości. Tu liczy się rozmowa ze starszymi, ludźmi w podeszłym wieku. Wy młodzi, rozmawiajcie ze starcami, słuchajcie ich. (Ja z ks. Valerio, codziennie! – salwa śmiechu.) Bóg jest obecny w teraźniejszości, w rzeczywistości, w wyzwaniach, które ona niesie. Tak bym odpowiedział. Czy Bóg jest w przyszłości? Jest w obietnicy: obiecuje ci pomóc. Jednak te sprawy uwarunkowane nie pomagają życiu duchowemu. Pytaj o teraźniejszość. Zawsze. Nie pomylisz się.

- Papieżu Franciszku, w świecie, w którym ten, kto żyje Ewangelią idzie praktycznie pod prąd, jak Twoim zdaniem możemy dawać przykład tym, którzy nie znają Chrystusa? Jak wprowadzać Pana w codzienne życie?

Papież Franciszek: Kto żyje Ewangelią idzie pod prąd? To prawda. To jest prawda. Dlatego, że propozycje, jakie dziś otrzymujesz, rodzą się z egoizmu, z konsumizmu, z hedonizmu... z wielu rzeczy. I jeżeli chcę żyć Ewangelią i robić to, co wy robicie (iść do ubogich, pomagać bliźnim) to owszem, to jest pójście pod prąd! Jezus szedł pod prąd: dlatego skończył tak jak skończył. To jest jasne? “Jak dawać przykład tym, którzy nie znają Chrystusa i iść pod prąd”: cóż, ktoś z was jak słyszałem, że mówił o Papieżu Benedykcie, o „nie” dla prozelityzmu, o fascynacji, świadectwie dla życia Ewangelią. Nie jesteśmy drużyną ani klubem piłkarskim, abyśmy robili nabór członków i stowarzyszonych… „Idziesz i ty? No, chodź z nami!”. Nie: niech przemówi Pan. Ja daję moje świadectwo, każdy z nas daje swoje świadectwo. „Ależ Ojcze, ja jestem grzesznikiem…” Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Jednak naprzód, dlatego, że Jezus jest z nami, On dla nas przyszedł. Jeśli ktoś z nas czuje się sprawiedliwy, to Jezus dla niego nie przyszedł.

- Papieżu Franciszku, jak młody człowiek może otworzyć swe serce by pozwolić się Bogu kochać i kochać drugich, kiedy własne serce zamykają rany przeżytych doświadczeń?

Papież Franciszek: To jest trudne pytanie. Ponieważ kiedy ktoś zaczyna myśleć o swoim życiu i jakoś je układać, to odnajduje rany: trudne, ukryte… One są. Nie u wszystkich, ale u niektórych są. Nie bójcie się nazywać swoich ran. To robi się w dialogu: w dialogu z kimś, kto ci pomoże, z ojcem duchowym, z duchową siostrą, z kimś świeckim, starszym, który może ci pomóc i jest dość roztropny, by dobrze ci doradzić. Ale nazywajcie swoje rany, swoje siniaki, określcie je: „Tego nabawiłem się po tym uderzeniu, tamtego po innym…” Dlatego, że serce, dusza wszystko rejestrują i zamykają się, aby uniknąć kolejnych ciosów. Rany leczy się w sposób jasny, ale najpierw trzeba je nazwać: z czułością, z akceptacją miłości. To jest droga. W ten sposób mogę kochać i szukać kogoś bardziej zranionego niż ja. Bo wszyscy mamy rany. I powinniśmy pozwalać, aby życie, aby Pan, aby bracia i siostry, by wspólnota je leczyli. To otwiera serce i dzięki temu nie boimy się iść naprzód. Lubię patrzeć dziś na Kościół – w tym kontekście – jak na szpital polowy: jest wielu rannych ludzi, także poranionych przez nas, katolików. Naszymi postawami może zbyt klerykalnymi… nie wiem, ale zranionymi przez nas, naszym brakiem świadectwa. Dzisiaj Kościół – tak myślę, może to trochę przesada, ale jednak – jest jak szpital polowy. Po bitwie idziesz do takiego szpitala i znajdujesz wielu rannych ludzi. Nie pytasz ich: „Proszę mi powiedzieć, jaki ma pan poziom cholesterolu?” Idziesz opatrywać rany. A kiedy rana się zagoi, wtedy możesz się zapytać o poziom cholesterolu. Czy to jest jasne? Leczmy rany i pozwólmy, aby inni nam je leczyli.

Dziękuję wam za to, co robicie: nie bójcie się. Idźcie naprzód. Mówiłeś o „pobrudzeniu rąk”: tak. Kto zawsze jest czysty, to dlatego, że nie idzie. Kto idzie – brudzi się z tej, czy drugiej strony; czy fizycznie, czy duchowo się pobrudzi. Nie bójcie się: Pan wszystkich nas oczyszcza. Idźmy naprzód! (rv)

Papieskie przesłanie na Światowy Dzień Modlitw o Powołania

„Powołania, świadectwo prawdy” to tytuł opublikowanego 16 stycznia papieskiego przesłania na 51. Światowy Dzień Modlitw o Powołania. Przypadnie on w tym roku w niedzielę 11 maja. Tym razem Papież wyszedł od znanych słów z Ewangelii św. Mateusza „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 37-38). Ojciec Święty podkreśla, że słowa te nas zaskakują. Wszyscy bowiem wiemy, że aby móc zebrać plony, ziemię trzeba najpierw zaorać, obsiać i uprawiać. Jezus zaś stwierdza, że żniwo już jest wielkie. To zatem Bóg pracował, a od Kościoła oczekuje modlitwy, by wzrastała liczba tych, którzy będą służyć Jego królestwu. Franciszek podkreśla, że powołanie musi być skoncentrowane na osobie Chrystusa. Nawiązuje m.in. do swego przemówienia do Międzynarodowej Unii Przełożonych Generalnych, w którym precyzował, że „każde powołanie, przy wielości dróg, wymaga zawsze wychodzenia poza siebie, aby skupić swoje życie na Chrystusie i Jego Ewangelii. Czy to w życiu małżeńskim, czy w różnych formach konsekracji zakonnej, czy w życiu kapłańskim trzeba wyzbywać się sposobów myślenia i postępowania niezgodnych z wolą Bożą”.  Ojciec Święty zachęca do otwarcia się na wewnętrzną przemianę, która dokonuje się w człowieku wsłuchanym
w głos Jezusa. Podkreśla, że „powołanie jest owocem, który dojrzewa na dobrze uprawianym gruncie miłości wzajemnej, która wyraża się poprzez służenie sobie nawzajem w kontekście autentycznego życia kościelnego. Żadne powołanie nie rodzi się samo z siebie ani nie żyje dla siebie. Powołanie rodzi się z serca Boga i kiełkuje na dobrym gruncie wiernego ludu, w doświadczeniu miłości braterskiej”. Nie ma wątpliwości, że życie chrześcijańskie wysokiej miary oznacza, iż niekiedy trzeba iść pod prąd i można napotkać różne przeszkody. „Wszystkie te trudności mogłyby nas zniechęcić, skłaniając do wycofania się na drogi pozornie wygodniejsze – pisze Franciszek. – Jednak prawdziwa radość powołanych polega na wierzeniu i doświadczaniu tego, że On, Pan, jest wierny i z Nim możemy iść, być uczniami i świadkami miłości Boga, otworzyć serce na wielkie ideały, na wielkie rzeczy”. W przesłaniu Papież prosi również biskupów, kapłanów, zakonników, wspólnoty i rodziny chrześcijańskie, by właśnie na doświadczanie Boga ukierunkowywać duszpasterstwo powołaniowe, towarzysząc młodym ludziom na drogach świętości. Drogi te „ze względu na to, że są indywidualne, wymagają «prawdziwej pedagogiki świętości, która zdolna jest dostosować się do rytmu poszczególnych osób»”. (rv)

MODLITWA EWANGELIZACYJNA

 

Dziewico i Matko, Maryjo,
Ty, któraś pod tchnieniem Ducha
przyjęła Słowo życia
w głębi Twej pokornej wiary,
całkowicie oddana Odwiecznemu,
pomóż nam wypowiedzieć nasze «tak»
wobec pilnej potrzeby, jak nigdy dotąd naglącej,
by wszędzie rozległa się Dobra Nowina o Jezusie.
Ty, napełniona obecnością Chrystusa,
zaniosłaś radość Janowi Chrzcicielowi
i sprawiłaś, że rozradował się w łonie swej matki.
Ty, pełna wielkiej radości,
opiewałaś cudowne dzieła Pańskie.
Ty, któraś stała wytrwale pod Krzyżem
z niewzruszoną wiarą
i otrzymałaś radosną nowinę zmartwychwstania,
któraś zgromadziła uczniów w oczekiwaniu na Ducha Świętego,
by narodził się ewangelizujący Kościół.
Wyproś nam nowy zapał zmartwychwstałych w obecnych czasach,
by nieść wszystkim Ewangelię życia
zwyciężającą śmierć.
Daj nam odwagę szukania nowych dróg,
aby dotarł do wszystkich
dar piękna, które nie zaniknie.
Ty, Dziewico słuchania i kontemplacji,
Matko miłości, Oblubienico wiecznych zaślubin,
wstawiaj się za Kościołem, którego jesteś najczystszą ikoną,
aby się nigdy nie zamykał i nie zatrzymywał
w swojej misji szerzenia Królestwa.
Gwiazdo nowej ewangelizacji,
pomóż nam zajaśnieć świadectwem komunii,
służby, żarliwej i ofiarnej wiary,
sprawiedliwości i miłości do ubogich,
aby radość Ewangelii
dotarła aż po krańce ziemi,
i żadne peryferie nie zostały pozbawione jej światła.
Matko żywej Ewangelii,
źródło radości dla maluczkich,
módl się za nami.
Amen. Alleluja!

 

 

 

(papież Franciszek, Adhortacja Evangelii Gaudium, 288)

SOLIDARNOŚĆ - STAN WOJENNY

 

 ALARM 
 - dla naszej sprawy! 

"Precz z komuną! Precz z ko-mu-ną!"
Strajki w sercach płoną łuną.
Coraz więcej się rozlewa
SOLIDARNOŚĆ - jak dar z nieba.

"Od Bałtyku, po gór szczyty
Kraj nasz płaszczem jej okryty!" -
Uciskany naród wołał
W wojennego stanu szponach.

Już nam sporo lat minęło,
Gdy w grudniową noc trzynastą
Cały Naród lękiem ścięło - 
Każdą wioskę, każde miasto.

W telewizji - mundurowi,
Na ulicach - mundurowi,
W halach pracy - mundurowi!
Polską rządzą - mundurowi?

Z rana szok przeżywasz srogi,
A początek był tej drogi:
Telefony na podsłuchu,
Obcy głos brzmiał w twoim uchu.

Z przemieszczaniem masz kłopoty,
eSBe - służby do roboty
Zbyt gorliwie się zabrały
I na grzbiecie czujesz pały.

Twoje listy przeglądają,
Żywieniowe kartki dają,
Abyś wiedział, kto jest panem,
Byś przyznawał, żeś baranem.

Dla nadziei - obóz mają,
SOLIDARNOŚĆ - zamykają,
Wiarę zniszczyć chcą w zarodku,
Miłość - topią w kłamstwa błotku.

Naród jednak ma swą duszę,
Której kłamstwa nie przymuszą
Do przymierza z Generałem
I sowieckim Pryncypałem.

Internują naszych Braci,
Ale Naród nie utraci
Swej godności i honoru
Póki nie ma waśni, sporów.

W bólu, nędzy i cierpieniu
Idzie Naród ku lepszemu.
Orzeł znowu głowę wznosi,
Chociaż komuch nie przeprosi.

Upokorzeń znosił wiele,
Wolną przestrzeń miał w Kościele,
Naród uczył się miłości -
Kościół chętnie wszystkich gości!

Będzie to nasz bój ostatni,
Gdy wyjdziemy z kłamstwa matni.
SOLIDARNOŚĆ znów wskrzesimy -
Dla przyszłości ocalimy.

SOLIDARNOŚĆ - wiary tchnienie,
SOLIDARNOŚĆ - wskrześ nadzieje!
SOLIDARNOŚĆ - miłość wieczną,
SOLIDARNOŚĆ - daj bezpieczną!

(13.12.2001)

KSIĄŻKA

 

 

1. Niech dobra książka, jak balsam dla duszy,
Ożywia codzienność, pocieszy i wzruszy,
Bo ktoś dla ciebie umieścił w niej serce,
Byś wiary, nadziei, miłości miał więcej!

2. Książka pouczy, upomni, poszerzy
Twe horyzonty - umysłu rubieże.
Samotność liter w wyrazy zbierze,
W zdaniach wypowie uczucia szczerze.

3. Książka uczyni z ciebie turystę,
Odwiedzisz kultury, zabytki czyste.
Ona bez granic mknie poza światy,
W nich bez pieniędzy będziesz bogaty.

4. Książka pomoże ci odkryć Boga,
Bo przez twą duszę do Niego droga.
On swoje SŁOWO w słowie objawia
I przez to SŁOWO Duch Święty zbawia.

5. Naucz się czytać Księgę swej wiary,
Bożego Królestwa doświadczysz miary.
W Niej znajdziesz Prawdę, Drogę i Życie,
Dziel się z innymi Jej treścią obficie.

6. Ta święta Księga - zbawieniem duszy,
Uświęca codzienność, pocieszy, poruszy.
To Bóg dla ciebie umieścił w Niej Serce,
Byś wiary, nadziei, miłości miał więcej!

 

 

(29.05.2001)

LIŚĆ W LIŚCIE

 

1. Bądź pozdrowiony imieniem Jezusa,
Który nadzieję w Twym sercu umieścił.
Ale liść w liście niewielu już wzrusza,
Mnie jednak zadziwił i rymy wskrzesił.

2. Nie wiem ja jednak z jakiego drzewa
Spadły te listki i kto w nich śpiewał.
Jeden mi szepnął o przemijaniu,
Ma dusza na to: "Wynoś się draniu!"

3. Dziwią się oczy, wzruszają ramiona
Lecz rozum docieka: "Czy drzewo kona?
Czy jeden listek, gdy uschnie jesienią
Świadczy o śmierci, czy krzyczy nadzieją?"

4. Pobożna dusza biegnie do Boga,
Chce znać odpowiedź, więc woła z proga:
"Boże Jedyny - źródło istnienia,
Wszystko się zmienia, Ty się nie zmieniasz!".

5. Gdy zima martwe oblicze odsłania,
A wiosna niesie moc zmartwychwstania,
Latem wysyła nas Pan na swe żniwo,
Jesień barwami znów świat ożywia.

6. Choroba krzyżem twe ciało znaczy,
Ale niewielu znak ten zobaczy.
Ludzie wpatrzeni we własne sprawy
Wolą nie widzieć - pełni obawy.

7. Oczy są dla nas jak zwierciadło duszy
I nawet gdy łzawią, miłość je suszy.
Ona ci z serca wiernego wypływa,
Chociaż jej tętno skrzętnie ukrywasz.

8. Jesień minęła i zima się bieli,
A świat przybrał szatę białej pościeli.
List w listo-padzie nie dotarł z wieściami,
Więc Matko żyjących - módl się za nami!


(12.12.2001)

ROZMOWA SERC

Niniejsze teksty zrodziły się i powstały podczas modlitewnego współistnienia przed Jezusem. Są wyznaniem miłości i wiary w TEGO, KTÓRY JEST. Rozmowy te są darem i owocem spotkania oraz zachętą, aby samemu pozwolić się wprowadzić w oblubieńczy dialog; trwać z Jezusem teraz i na wieki. Autorka ("OBDAROWANA") chce pozostać anonimową w dzieleniu się perełkami łaski.

MÓJ MISTRZU

Poniższa "inscenizacja biblijna" zrodziła się z potrzeby serca w zachwycającym klimacie przeżywanych rekolekcji letnich Ruchu Światło-Życie w Mszanie Górnej (w EMAUS, u zmartwychwstańców). Program został przez młodzież zaprezentowany podczas jednego z wieczorów refleksji, gdy cała wspólnota wędrowałaTajemnicami Bolesnymi (zainteresowani wiedzą o co chodzi!). Tekst znalazł się tutaj, "aby ocalić go od zapomnienia". Niech służy innym.

RB-CR

Umiłowany mój
Skarbie Jedyny
ile potrzebujesz czasu
by uczynić me serce gotowym na Niebo

przecież dla Ciebie to tylko chwila
przecież dla Ciebie to tylko dotknięcie

czy aż tak bardzo
jestem oporna wobec Twej Mocy

zniszcz Panie mój opór
przemień go na uległość wobec Ciebie

kocham Cię mój Jedyny
kocham Cię i nie mogę już żyć w takiej oddali
dotknij z Mocą mego serca
uczyń gotowym na Spotkanie

(16.02.2014)

wyszłam Panie
na Twoje słowo IDŹ
wyruszyłam w drogę

nie wiem dokąd zmierzają moje kroki
Ty nimi kierujesz więc jestem spokojna
idę by zobaczyć więcej

już tyle piękna pokazałeś
czy może być jeszcze więcej
może skoro obiecujesz

wychodzę w drogę
ze wzrokiem utkwionym w Tobie
ze spojrzeniem otwartym na więcej

(02.02.2014)

kolejny raz Panie
powtarzam za Starcem Symeonem
pozwól odejść…
przecież już tyle razy
dałeś mi ujrzeć Twoje zbawienie

gdy ono wyryje się w sercu
nie można nie tęsknić
nie można nie pragnąć
spotkania Twarzą w twarz

więc wciąż wołam
pozwól odejść…
pozwól pójść za Światłem w Wieczności

(02.02.2014)

Baranku Cichy i Pokorny
który gładzisz grzechy świata
Perło moja Najdroższa
dla której sprzedałam wszystko
Skarbie Odkryty
który ukazałeś się Swym Blaskiem
cóż mam Ci wyznać
na Uczcie którą przygotowałeś

weszłam na Nią
choć nadal jestem grzesznicą
choć nadal jest wielu
którzy słusznie mogą Ci powiedzieć
gdybyś ją znał…
nie pozwoliłbyś…

a Ty znasz
a Ty znasz bardziej niż oni
a Ty znasz i pozwalasz

cóż to za przedziwne poznanie
obdarowujące Miłosierdziem

upadam do Twoich stóp
w nich znajduję upust
dla łez pełnych wdzięczności
łez już nie smutku
łez już nie odepchnięcia
łez już jedynych
łez miłości

Ukochany mój
z sercem pełnym pokory
znając kim jestem
mogę Ci wyznać tylko jedno
kocham
kocham Cię miłością kruchą
kocham Cię miłością słabą
kocham Cię miłością

                        (01.02.2014)

dziś bym Ci chciała wykrzyczeć
nie chcę jeszcze wracać
chcę postawić namioty
chcę pozostać w tym trwaniu

ale czy po to były te dni
czy po to wprowadziłeś na górę
przecież z każdej góry
nawet tej z której widać
najpiękniejsze widoki
potrzeba zejść

sprowadź mnie Jezu ze szczytu
sprowadź delikatnie
sprowadź tak by nie zagubić
daru który złożyłeś w sercu

                        (31.01.2014)

zaprosiłeś mnie Panie
do wędrówki w głąb
zaprosiłeś
zachęciłeś
odpowiedziałam
wyruszyliśmy w głębiny serca
oprowadziłeś mnie po nim
jak gospodarz oprowadza po swoim mieszkaniu

głębiny serca
nim ja tam dotarłam
Ty już je zamieszkiwałeś
Ty znasz je lepiej niż ja sama

głębiny serca
doprowadź mnie do najgłębszej istoty mego serca
doprowadź mnie i zatrzymaj
tam gdzie spotkam Ciebie najgłębiej

                               (30.10.2013)

przyszedł do mnie Anioł
Twój wysłannik
wziął za rękę i prowadzi
do miejsca które Ty wyznaczyłeś

nie powiedział mi którędy idziemy
nie zdradził Tajemnicy
którą szepnąłeś Mu do ucha
jakie to piękne
gdy nie znam którędy prowadzi droga
sama w nią nie wyruszę
mogę być tylko prowadzona

to Najpiękniejsza Tajemnica Życia
idę zasłuchana w Anioła
szepczącego do ucha

przyszedł do mnie Anioł
Twój wysłannik
już nie odejdzie
dopóki nie doprowadzi
do Celu
do Nieba

                               (02.10.2013)

przylgnąć do Ciebie Panie
Miłośniku człowieka
przylgnąć do Ciebie sercem
jakim sercem
sercem czystym
nie Panie takiego nie mam
nie mam czystego serca

pozostaje mi tylko
przylgnąć do Ciebie
sercem ufającym
sercem otwartym

jestem Panie z Tobą
przylgnęłam do Ciebie
otwieram Ci serce
to serce które wciąż
musisz oczyszczać Ogniem Miłości

otwieram Ci serce
to serce które zaufało
to serce które wciąż ufa Tobie

                               (06.10.2013)

dotarłeś do mnie Panie
dotarłeś do mego serca
promieniem Łaski
promieniem Żywej Wody
promieniem Przelanej Krwi

dotarłeś do mego serca
uzdrowiłeś co zostało zranione
grzechem
krzywdą
brakiem

dotarłeś Panie Miłosierny do mnie
dotarłeś do rdzenia mej istoty
dotarłeś i odtąd
życie nie jest już takie jak było
życie jest Twoim Życiem nie moim

docieraj Panie do mnie
docieraj każdego dnia na nowo
sprawiaj bym już nie ja żyła
byś Ty żył we mnie

                               (06.10.2013)

 
spotkałeś mnie Panie nad morskim brzegiem
zaprosiłeś do łódki 
odpowiedziałam radosnym sercem 
popłynęliśmy w głąb spokojnego morza
 
Tobie oddałam ster mego życia
kieruj mną prowadź
jak chcesz 
którędy chcesz 
dokąd chcesz
 
Ty jesteś moim Celem i Pragnieniem
gdy mam Ciebie 
mam wszystko
 
potrzeba mi tylko jednego
trwania w Twojej Obecności
 
Panie możesz wszystko
tylko nie opuszczaj łodzi
do której mnie zaprosiłeś
                                  (27.09.2013)
 

w prostej wędrówce ku Niebu
doprowadziłeś mnie na skrzyżowanie
stanęłam wypatrując znaków
pozostawionych przez Ciebie
którą mam wybrać z dróg

lecz nie znajdę tu
ani zakazu
ani nakazu
Ty tak nie działasz
wybór zawsze jest w wolności

co mam uczynić Panie
zrobię to co przed laty
zamknę oczy
włożę rękę do Twojej dłoni
by na ślepo pójść za Tobą

tylko za Tobą można iść
z zamkniętymi oczami
tylko za Tobą można iść
nie patrząc którędy prowadzi droga
Ty zawsze prowadzisz do Celu

Boże mój
Przewodniku do Nieba
prowadź mnie
jak chcesz
dokąd chcesz

idę za Tobą
z zamkniętymi oczami

                               (01.09.2013)

obdarowana
taka jestem Panie przed Tobą
przylgnęłam do Ciebie ze swoją pustką
i stało się to co najpiękniejsze
wypełniłeś mnie Dawco Dobra

wypełniłeś Łaską
której nie można zatrzymać
której nie można uwięzić
wypełniłeś mnie Łaską
którą można się tylko dzielić

uczyń mnie Panie Swoim narzędziem
rozlewaj przeze mnie Swą Łaskę
pomnażaj Ją i rozdzielaj na innych

                               (30.08.2013)

odnalazłam Panie
odnalazłam Źródło
mego szczęścia
mej radości
mego pokoju

odnalazłam Źródło wszystkiego
co cenne w moim życiu
Ty i tylko Ty jesteś tym Źródłem

jak cudownie jest odnaleźć Ciebie
usiąść przy Tobie
napić się ze Źródła
zaczerpnąć i żyć

zjednocz mnie Panie z Tobą
niech nigdy już nie odchodzę
od Źródła

                               (04.08.2013)

spotkałeś mnie
przechadzając się
na brzegu mojej codzienności
jakbyś chciał
przyłapać mnie
krzątającą się wokół tego
co zbyteczne

spotkałeś mnie
dotknąłeś spojrzeniem
przenikającym serce
dotknąłeś Słowem
mającym Moc
i usłyszałam
Pójdź za Mną…

spotkałeś mnie
obdarowałeś zaproszeniem
bym w swoim życiu
zrobiła więcej miejsca dla Ciebie

zostawiłam na brzegu codzienności
to co nie jest koniecznością
i idę za Tobą
Baranku obdarowujący spojrzeniem

spraw bym stała się
własnością Ojca
żyjącą w Jego Wolności

                (12.07.2012)

Panie mój
Baranku prowadzący ku Ojcu
w mym sercu
jak refren pieśni
powtarza się piękne słowo

jestem gotowa Panie

jestem gotowa
jeśli chcesz
bym kwitła w ogrodzie gdzie mnie posadziłeś
jestem gotowa

jeśli chcesz
przesadzić mnie do innego ogrodu
jestem gotowa

jeśli chcesz
wyrwać mnie z tego świata
by posadzić w Rajskim Ogrodzie
jestem gotowa

Panie
jestem Twoją własnością
jestem gotowa byś
spełnił w mym życiu Swą Wolę

                               (6.05.2013)

o poranku
poszłam do grobu
z jednym pragnieniem serca
byś tak jak przed laty
objawił mi się
byś stanął i wypowiedział to jedno
wezwanie po imieniu

nie zawiodłeś nadziei
usłyszałam w sercu to jedno
Magdaleno
wypowiedziałam to jedno
choć teraz trochę inaczej
po kolejnym odejściu
odpowiedź nie jest już taka sama
po kolejnym odejściu
inaczej wypowiada się
Rabbuni

                (Zmartwychwstanie, 2013)

jak Maria
usiąść u Twoich stóp
dotykać je swoją miłością
przytulać do serca
ogarniać ciszą wnętrza

jak Maria
przytulić się do Twoich stóp
by dokonało się święte namaszczenie
by woń mej modlitwy
rozlała się i napełniła serce

jak Maria
umiłować Cię
zmarnotrawić dla Ciebie
to co najcenniejsze
otrzymać wszystko

                        (02.04.2012)

potrzeba odwagi
by pośród gwaru tego świata
wybrać drogę samotności
i zanurzyć się
w Obecności Boga

potrzeba odwagi
by pośród krzykliwego hałasu
odnaleźć ciszę
dostrzec w niej
Piękno Bożego dzieła

potrzeba odwagi
by pośród ciemności
iść ku Światłu
zobaczyć w Nim
prawdę o swoim sercu

Panie wołam dziś o odwagę

                (03.04.2012)

widziałam Pana

widziałam Cię Jezu w Wieczerniku
wezwałeś mnie na Ucztę Miłości
przyjęłam zaproszenie
i stał się cud spotkania

obmyłeś mnie
oczyściłeś z grzechów
i obdarzyłeś Pokojem
a potem w cudowny sposób
nakarmiłeś mnie Swoim Ciałem i Krwią
wiedziałeś że
potrzebuję umocnienia
na bycie z Tobą

widziałam Pana

widziałam Cię Jezu w ogrodzie
poszłam za Tobą
na miejsce Twego bycia z Ojcem

wsłuchałam się w głos
Twej modlitwy zgody i przyjęcia
tego co Ojciec zamierzył
widziałam na Twoich skroniach
krwiste krople potu
tak bardzo chciałam je zebrać
i ukryć jak drogocenne perły

widziałam Pana

widziałam jak Cię pojmali
prowadzili jak złoczyńcę
stałam w tłumie
jak toczyli nad Tobą sąd
słyszałam jak krzyczeli
ukrzyżuj Go…

usłyszałam wyrok

widziałam Pana

widziałam Cię jak niosłeś krzyż
patrzyłam na każdy krok
choć łzy zalały oczy i serce
szłam razem z Tobą na Golgotę

widziałam Pana

widziałam Cię Ukrzyżowanego
stałam pod krzyżem
patrzyłam na Umiłowanego serce

usłyszałam to ostatnie
powierzenie się Ojcu
i dostrzegłam oddanie Ducha

a serce pękło z żalu i bólu
i wołałam że
chcę umrzeć razem z Tobą

przytuliłam się do krzyża
i trwałam

widziałam Pana

widziałam jak Cię złożyli do grobu
jak zatoczyli kamień
i postawili straże

dobrze zapamiętałam
drogę w ogrodzie
by dotrzeć do miejsca gdzie
złożono mego Pana

widziałam Pana

rozpoznałam Cię jak
wezwałeś mnie po imieniu

łzy bólu i żalu
zamieniły się we łzy radości
że mój Pan Żyje

widziałam Pana

widziałam Cię Zmartwychwstałego
jesteś ze mną
spotkałam Cię o brzasku

moje życie nie będzie już takie same
będzie przemienione
Twoim Spojrzeniem

     (Pascha, 2012)

zanurzona w pięknie ciszy
wsłuchuję się w głos
Syna wołającego do Ojca
„Ojcze nadeszła godzina…
obdarz mnie u Siebie chwałą…”

zanurzona w pięknie Wieczernika
słyszę troskę
Syna o wybranych uczniów
„strzeż ich w Imię Twoje…
uświęć ich przez Prawdę…”

zanurzona w pięknie Obecności
odnajduję modlitwę
Syna za mnie i tych którzy wierzą
„aby byli jedno jak Syn w Ojcu…
aby była w nich ta miłość
jaką Ojciec umiłował Syna…”

                (5.04.2012)

poranna Rosa
poranne trwanie
w ciszy
na słuchaniu Słowa
by serce
nasiąkło Bogiem

poranna Rosa
poranne trwanie
by otworzyć serce
na deszcz Łaski
przygotowany przez Boga
na ten dzień

                        (1.05.2012)

Ożywcza Roso Poranna
karmiąca Słowem
Kluczu Otwierający
bramy serca i Nieba
nie dopuść bym zamknęła
sanktuarium serca
na Obecność Wszechmogącego

                (2.05.2012)

dotknąłeś mojego serca
dotknąłeś Miłością
i otworzyłeś zamknięte przed laty

sprawiłeś że
otwartym sercem
poszłam za Tobą
dałam się poprowadzić

powiodłeś mnie Panie
do Ziemi Obiecanej
powiodłeś na chwilę
jakbyś chciał pokazać
Piękno Miejsca Twego Przebywania

otworzyłeś oczy
na Piękno
dostrzegłam je
by się zachwycić i zatęsknić

powiodłeś mnie tylko na chwilę
bym doświadczona Pięknem
powróciła na pustynię życia
wędrowała osłonięta
Blaskiem Twojej Obecności

wędruję wiarą
w Obietnicę którą spełnisz
wędruję wiarą
w Twoje Prowadzenie
wędruję wiarą
w …

jak długo potrwa wędrówka
ile potrzeba czasu
by wymarło we mnie
to co jest grzechem

ile potrzeba czasu
byś w pełni przygotował mnie
na Ziemię Obiecaną
na Niebo

(6.05.2012)

zakochałam się
pokochałam Boga
dałam Mu rękę…
pozwoliłam się poprowadzić

to najlepsze
co mogłam uczynić
w życiu

On przyjął moją miłość
jakby tylko
na nią czekał
przyjął serce kochające
choć małe i biedne
uczynił je Swoim Mieszkaniem
naszym Namiotem Spotkania

to najlepsze
co mógł uczynić mi
w życiu

(21.06.2012)

Ojcze
Ty który widzisz w ukryciu
w ukryciu
upiększasz moje życie
w ukryciu
pielęgnujesz glebę serca
w ukryciu
posyłasz poranną Rosę
w ukryciu
sprawiasz że rozchyla się kwiat
w ukryciu
napełniasz mnie weselem i radością
w ukryciu
dajesz niewzruszony pokój
w ukryciu
prowadzisz ku Sobie

w ukryciu
przez śmierć zjednoczysz wieczyście

                (28.06.2012)

Akt pierwszy

[akcja rozgrywa się na zewnątrz; przygotować imitację studni; dwie kobiety z naczyniami na wodę prowadzą rozmowę; panuje mrok, niebo rozgwieżdżone, tli się ognisko]

Rachela: Codziennie przychodzę do tej studni, ale dawno nie widziałam tak pięknie rozgwieżdżonego nieba. Judyto, widzisz Duży Wóz?

Judyta: Tak! „Tylko koni brak” przy złamanym dyszlu. [mówi to z uśmiechem]

R.:  Wiesz? Ilekroć wpatruję się w te gwiazdy, zastanawiam się, czy jest pośród nich moja, którą Najwyższy podarował dla mnie jako gwiazdę przewodnią. Czasami wydaje mi się – w nieskromnej zachłanności – że wszystkie są moje.

J.: Ale zebrało ci się na romantyczne westchnienia. Rachelo, gdy patrzę teraz w niebo, próbuję zrozumieć, co mógł przeżywać nasz Patriarcha Abraham, któremu Bóg mówił o potomstwie tak licznym, jak „gwiazdy na niebie , jak piasek na morskim brzegu”.

R.:  Rzeczywiście, trafne skojarzenie, Judyto! Biorąc pod uwagę, że był już starcem on i jego żona , Sara - pomyślał pewnie, iż Bóg sobie z nich żartuje. Wszechmocny jednak i tym razem mówił prawdę, a u JAHWE wszystko jest możliwe.

J.: Łatwo się mówi. Czy dzisiaj uwierzyłabyś w to?! Jest we mnie tak wiele pytań, wątpliwości, a zwłaszcza uwielbienia i zachwytu dla Bożej mądrości i miłosierdzia. Nie wiem - a przynajmniej nie jestem pewna - czy uwierzyłabym tak, jak Abraham. Ostatnio przeżywam jakiś dziwny niepokój, Rachelo. Jestem szczęśliwa, a jednak boję się!

R.:  Judyto!  [przytula ją do siebie]

Żyję trochę dłużej na tym świecie. Nie jedno widziałam! Nie jest dla ciebie tajemnicą - rozmawiałyśmy już o tym - że nie zawsze gościło szczęście w mojej rodzinie. Często nawiedzały nas choroby, cierpienia, nie wykluczając tragedii. Najlepsi przyjaciele odsunęli się od nas, po tym, gdy brat wstąpił do sekty. Jedynie ja utrzymuję z nim kontakt. I to po kryjomu. Nawet rodzice nic o tym nie wiedzą...

J.:  O którym bracie mówisz? O Marku?!

R.:  Tak. W ostatni Szabat spotkałam się z nim. Znowu zapewniał mnie, że jest szczęśliwy, jak nigdy dotąd.

J.:  Ale zaczęłaś coś mówić o rodzinie.

R.: Wiele razy przekonywałam się, że szczęście i pokój w duszy jest jak oliwa lub wino w delikatnym naczyniu. Wystarczy nieostrożne słowo, nieopaczny gest, nawet spojrzenie i naczynie napełnia się goryczą, smutkiem, poczuciem osamotnienia, czy nawet rozpada się na drobne kawałki.

J.: Tak musiał poczuć się Patriarcha Jakub, gdy dowiedział się, że jego umiłowany syn – Józef, został rozszarpany przez wilki. To samo przeżył Abraham w momencie podnoszenia ręki uzbrojonej w nóż, by złożyć ofiarę posłuszeństwa Bogu i miłości, ze swego syna Izaaka.

R.: Ból spowodowany utratą jednej, kochanej osoby jest większy, niż śmiertelna klęska całej armii. Ludzie płaczą nie z powodu uśmiercenia wojska, ale dlatego, że zginął ktoś bliski, kochany...

[chyłkiem, w mroku – w oddali, ale kobiety zauważają to bez komentarza – przechodzi pospiesznie dwóch mężczyzn w szatach Faryzeuszów]

J.: Współczuję także Mojżeszowi, gdy objawił mu się JAHWE oraz wybrał go na swego sługę i przywódcę dla zniewolonego Narodu, a nikt nie chciał go słuchać. Traktowano go jak wariata porażonego słońcem Egiptu.

R.:  Niekiedy znaki, jakie czynił, z trudem przekonywały obojętnych rodaków i zatwardziałych niedowiarków faraona.

J.:  Wynika z tego, że również do niewoli i do niewolników można się przyzwyczaić...

[znowu ktoś przechodzi pospiesznie – w kierunku budynku]

R.: Kochana Judyto! Masz dobre serce i dziecięcą wrażliwość. Jesteś mądra i będziesz dobrą żoną... [chwila milczącej niepewności]  ... dla Marka – jeśli nie zginie wśród dziwaków Jezusa z Nazaretu.

J.: [speszona, zaczerwieniona i zdziwiona nagłym zdemaskowaniem serca, pyta:]

Skąd wiesz?!

R.:  Mam oczy, które widzą serce!

J.: Tak, to prawda! I chyba bardziej boję się o niego, niż o siebie! Rachelo, tak jestem szczęśliwa, gdy go widzę! Niestety ostatnio coraz rzadziej. Myślałam, że nikt o tym nie wie, a nawet się nie domyśla! [chwila ciszy] Nareszcie mogłam się z kimś podzielić tą, niby tajemnicą.

[przechodzi większa grupa mężczyzn z pochodniami, kijami, w pośpiechu – jakby kogoś eskortowali]

R.: Ostatnio... [przybiega rozgorączkowana Sara i przerywa zdanie]

Sara: Witaj Rachelo! Cześć Judyto! [zaczyna gorączkowo opowiadaćZauważyłyście, że mężczyźni są jacyś niespokojni?

R.: Rzeczywiście. Widziałam kilku Faryzeuszów i członków Wysokiej Rady, jak szli w pośpiechu. Czyżby na obrady?

J.:  Ale o tak późnej porze?!

R.:  Mamy dzisiaj czwartek przed Paschą! Może mają jeszcze coś do omówienia nim przyjdą Święta?

J.: Saro, co to za pilna sprawa?

S.: No właśnie! Dajcie mi dojść do słowa! [siada przy nich i tworzą zwartą grupkę tajemniczo rozmawiającą ze sobą]

Znacie mego ojca, Nikodema. Jeszcze tak niespokojnego i przygnębionego nie widziałam. Był obecny cały dzień w domu, ale myślami gdzieś daleko. Jakby zachorował! W rodzinie patrzymy po sobie, lecz nikt nie ma odwagi zapytać, o co chodzi. Najchętniej i dla bezpieczeństwa (choć jest łagodnym człowiekiem), schodzimy mu z drogi, a nawet z oczu. A ojciec chodzi i myśli – myśli i chodzi! O jedzeniu nie ma mowy. Mama rozmawiała nawet z lekarzem naszej rodziny, który wymienił - dosyć tajemniczo i niepewnie - jakąś dziwną chorobę.

Zaraz, jaka ona była? [chwilę zastanawia się] Już!!! Lekarz powiedział mamie: „Mąż choruje na Nazarejczyka!”

R.: To jest przecież ta sama choroba, która trapi mojego brata, Marka!

J.: O jej! Czy to jest do uleczenia? Czy to zaraźliwe? Czy...

R.: Judyto, nie bój się! Ty już jesteś chora... na miłość! Pozwólmy Sarze mówić.

S.: Idąc do was, gdy przechodziłam obok domu Józefa z Arymatei, przypadkowo usłyszałam imię Jezusa z Galilei. (Znana wam moja ciekawość zatrzymała mnie na chwilę.)

J.: Skąd znasz tego Galilejczyka? Słyszałam, że jest poszukiwany przez naszą Starszyznę!

S.: Skąd znam? Jest On przyjacielem Łazarza - kuzyna mojego ojca...

R.: Wygląda na to, że ów Nauczyciel z Nazaretu ma już sporo przyjaciół. Zarówno w Galilei, jak i w Judei. Nawet w Jerozolimie, pod zawistnym okiem arcykapłana Kajfasza.

J.: Słyszałam, że w związku z Łazarzem, miał miejsce jakiś publiczny skandal, który naszych przywódców rozgniewał do czerwoności. Podobno nie widziano, tak rozwścieczonej Wysokiej Rady. Ale zupełnie nie skojarzyłam tych wydarzeń z twoją rodziną, Saro.

S.: Nie gniewajcie się, ale nie miałam odwagi wtajemniczać was w to, albowiem mogłam i was narazić na prześladowania, które spotkały wuja Łazarza, zaraz po tym niewiarygodnym zdarzeniu.

J.: Co się stało?! Wyksztuś to z siebie! [przechodzi - od strony budynku – załamany i płaczący człowiek i mówi w szlochu:]

Piotr: Jezu przebacz! Kocham Cię!

R.: Co mu jest?

S.: Od dawna Jezus był przyjacielem Łazarza i jego sióstr. On sam traktował ich jak przyjaciół, jak własną rodzinę. Ilekroć przechodził w pobliżu Betanii, zawsze zatrzymywał się u nich. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi Miriam uwielbiała siadywać u Jego stóp i słuchać opowiadań o Królestwie Bożym. W pięknych, czystych oczach widziała prawdę, miłość, pokój, sprawiedliwość, dobroć... – wszystko to, czego wśród ludzi tak mało.

Dwa tygodnie temu mój wujek nagle zachorował. Posłano po Mistrza, ale - zanim dotarła do Niego wiadomość - Łazarz zmarł. Życie sióstr zawaliło się. Miriam chciała umrzeć ze swoim bratem. Marta, bardziej odporna, znosiła to lepiej. Razem z moim ojcem udałam się do Betanii. Wtedy przyszedł Jezus. Kazał odsunąć kamień z grobu, w którym ciało się już rozkładało. W tym dniu odwiedziło ich dom bardzo dużo znajomych, przyjaciół, trochę gapiów szło za Jezusem...

J.:  I co dalej!?

R.: Słyszałam, że Jezus go wskrzesił! Nie wierzyłam! Jak to możliwe?

S.: Po prostu powiedział: „Łazarzu, wyjdź z grobu!” Wszyscy zdębieli. Nic podobnego nikt, nigdy i nigdzie nie widział. Miałam wrażenie, że łatwiej nie można obudzić śpiącego. Osłupienie było tak wielkie, iż nikt nie wpadł na pomysł, aby rozwiązać Łazarza z całunu. Gdy ochłonęliśmy, siostry wskrzeszonego nie wiedziały kim najpierw i bardziej się radować: Jezusem, czy bratem! Spontanicznie rzuciły się w ramiona: Miriam w Jezusowe, a Marta wtopiła się w ramiona Łazarza.

Tłum wył z zachwytu, skandując: „Hosanna, Synowi Dawidowemu!!!”  Od tej pory Jezus z uczniami i Łazarz muszą się ukrywać.

J.: Powiedz jeszcze, co słyszałaś od Józefa z Arymatei.

S.: Pojmano Jezusa na Górze Oliwnej. [mówi to smutna i przygnębiona]

R.: Zatem, stąd ten niepokój arcykapłanów i Wysokiej Rady.

S.: Jednak dopięli swego! Chcą Jezusa osądzić jeszcze przed Paschą.

J.: Chodźmy zobaczyć, co tam się dzieje!

R.: Idziemy wszyscy!!! [idą pospiesznie na posiedzenie Wysokiej Rady]

 

Akt drugi

[miejsce posiedzenia Wysokiej Rady jest oświetlone; na odpowiednio przygotowanym miejscu przewodniczenia siedzi Najwyższy Kapłan i prowadzi obrady; na ławkach ustawionych naprzeciwko siebie: z jednej strony siedzą Faryzeusze, a z drugiej Saduceusze; trwa przesłuchanie świadka]

SCENA PIERWSZA

Najwyższy Kapłan:  Nie bój się! Mów, co wiesz! Nie mamy czasu, musimy tę sprawę załatwić jeszcze dzisiaj.

Świadek: Pochodzę z Gadary. Oskarżam tego oszusta o zniszczenie mego prywatnego mienia. Mianowicie, gdy słudzy paśli świnie, przyszedł ów włóczęga i zaczął ich zagadywać. Wydał się im od razu podejrzany. Łażą z nim ciemne typy i społeczne szumowiny. Ledwo pokazał się w Krainie Gadareńczyków, lgnęli do niego opętani, trędowaci...

Faryzeusz 1: Mów wreszcie o swojej sprawie!

Świadek: Właśnie, jak mówiłem, naraził mnie na bankructwo. Unicestwił mi całą hodowlę świń. Ponad dwa tysiące trzody utonęło na jego widok, a słudzy mówią jeszcze bardziej niedorzeczne bzdury, że na jego słowo wszystkie świnie rzuciły się z urwiska w jezioro i zatonęły. Podobno zachowywał się jak przywódca duchów nieczystych i rozkazywał im. Tylko dlaczego akurat spotkało to moje świnie? Teraz jestem skończony, bankrut. Żądam od niego odszkodowania w wysokości...

N.K.: To już twoja strata. Nic to nas nie obchodzi. Taki jak ty, zawsze znajdzie jakąś świnię. Wprowadzić następnego świadka.

[strażnicy wprowadzają powabną kobietę, a w tym czasie na sali słychać półgłosem komentarze na jej temat]

N.K.: Jesteś osobą publicznie znaną - jak widzę i słyszę! A z Urzędu Podatkowego doniesiono mi, że prowadzisz intratną działalność gospodarczą i na pewno nie charytatywną. Co Jezus z Nazaretu ci uczynił?

Maria Magdalena:  [cały czas milczy; na sali obrad wzrasta pomruk niezadowolenia a któryś z saduceuszów nie wytrzymuje i mówi:]

Saduceusz 1: Ej ty, krzywa moralnie! [śmiech na sali] Teraz zapominasz języka w gębie? Zna cię cała Magdalia. Osobiście mogę zaświadczyć, Dostojny Kajfaszu, że ten niesforny Galilejczyk nawoływał do lekceważenia Prawa Mojżeszowego.

Saduceusz 2: Ja także mogę to potwierdzić. Mam sklep przy placu, na którym się to działo. W spokojne popołudnie usłyszałem wrzawę. Z ciekawości - tym bardziej, że w sklepie było pusto - poszedłem w kierunku kłębiących się ludzi. Wcisnąłem się w tłum mężczyzn i spostrzegłem, że na środku stoi ta dziewka i ów więzień. Dowiedziałem się, że pochwycono ją na cudzołóstwie – co mnie nie dziwi. Myślę sobie: sprawa jasna. Ukamienowanie.

F-2: Co wspólnego ma z nią Skazaniec? To on z nią...?

N.K.: Nie gorączkuj się, bracie! Wysłuchaj cierpliwie.

S-2: Przełożony naszej synagogi postawił pytanie, które zadziwiało przebiegłością: „Mojżesz kazał takie kamienować, a ty, co mówisz?” Pojąłem, że chce wystawić na próbę i przechytrzyć tego przyjaciela celników i grzeszników.

F-3: Czy mógłbyś się streszczać? W takim tempie prowadząc przesłuchania, to zostaniemy tutaj na następną Paschę!

S-2: Miałem wrażenie, że Nazarejczyk nie zrozumiał. Nachylił się i bazgrał coś palcem po ziemi. Nasi byli już przygotowani na wykonanie wyroku Prawa. Napięcie rosło. Ja, nie wiedzieć kiedy, znalazłem się w pierwszym szeregu, ze ściskanym kamieniem w ręku. Nazarejczyk spokojnie wstał i spoglądając prosto w moje oczy, zachęcił: „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem!”  I jakby nigdy nic, znowu coś pisał. Mnie w tym czasie nogi wrosły w ziemię, miękły i byłem pewien, że Nazarejczyk czyta w mojej duszy.

Zacząłem się kurczyć w sobie, a sumienie ukazywało bolesne wspomnienia. Kamień w ręku mnie palił i owładnęła mnie obsesyjna myśl: Jak uciec z tego miejsca i od tego człowieka. Tak byłem zajęty ciemnościami własnego życia, których jeszcze nigdy tak wyraźnie nie ujrzałem, iż nie spostrzegłem kiedy inni odeszli, zostawiając po sobie tylko milczące i haniebne świadectwo kamieni gotowych - jak zawsze w takich wypadkach - pieczętować Mojżeszowe Prawo przelaną krwią.

Gdy rozkurczyłem zbolałą od uciskania kamienia rękę, a moje plecy oznaczały wstydliwą dezercję z placu mojżeszowej sprawiedliwości, usłyszałem jakieś nowe prawo: „Nikt cię nie potępił? I ja ciebie nie potępiam!” Byłem pewien, że skierował te słowa do mnie. Zatrzymałem się z niewiarą i strachem. Wtedy Nazarejczyk dodał: „Idź i nie grzesz więcej!”  Wytrzeszczonymi zdziwieniem oczyma zobaczyłem, że ta oto, Maria Magdalena, leży u nóg dzisiejszego więźnia i całuje jego stopy.

Tamtego dnia, który na szczęście chylił się ku zachodowi, nie byłem zdolny prowadzić interesów.

F-2: Mamy wyraźny dowód bluźnierstwa! Nikt - poza JAHWE - nie może odpuszczać grzechów. A on czyni się równym Bogu. To wystarczy, aby poszedł na krzyż. Poza tym, wzgardził Prawem, jakie Mojżesz otrzymał od Boga.

N.K.: Usuńcie na bok tę kobietę, która i tak nic nie powiedziała. Przyprowadźcie więźnia.

[dwóch strażników wyprowadza kobietę zostawiając ją wśród widzów, a następnie prowadzą – wloką zakrwawionego Jezusa po ziemi i rzucają Go przed Kajfaszem – chwila konsternacji]

Podnieście go! [strażnicy posłusznie wykonują polecenie]

Czy wiesz, że jesteś oskarżony o bluźnierstwo? [Jezus milczy]

Podobno jesteś Synem Bożym? Cudotwórcą! Królem Izraela?! Co masz do powiedzenia na swój temat?

Jezus: Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, abyście mieli życie i mieli je w obfitości. Więcej niech opowiedzą ci, którzy odzyskali wzrok, zostali uwolnieni od złych duchów, oczyszczeni z trądu i uzdrowieni z paraliżu, którzy jedli chleb do sytości, którym... [strażnik uderza Jezusa w twarz]

Sługa: Tak odpowiadasz Najdostojniejszemu Kapłanowi?!

F-3: Chcę jeszcze dodać, że całkowicie lekceważył Szabat, bo kazał nieść łoże jakiemuś człowiekowi, który bezczelnie twierdził, że odzyskał wzrok i mowę dzięki temu oszustowi...

S-3: Ośmieszał również naszą Tradycję i świątynię. Osobiście widziałem, jak niszczył uświęcony zwyczaj handlowania na terenie świątyni. Wpadł w furię: wywracał stoły bankierów, rozwalał zagrody dla bydła ofiarnego, wypuszczał gołębie... Zrobił się - z jego powodu - taki chaos na dziedzińcu świątynnym i popłoch, że to skandal, by tak zachowywać się w miejscu świętym!

F-1: Najbardziej jednak upokorzył nas w Betanii, rzekomym wskrzeszeniem. Wszyscy w to wierzą! Ludzie zaczęli za nim chodzić, jak tłum baranów. Od razu odbiło się to na dochodach świątyni! Ale z tym wskrzeszeniem, to zupełny obłęd!

N.K.: W związku z powyższymi zarzutami, proponuję karę śmierci przez ukrzyżowanie! Stosowne zatwierdzenie wyroku przez Poncjusza Piłata, załatwię jeszcze dzisiaj. Spotkamy się za dwie godziny. A teraz ogłaszam przerwę w obradach. Więźnia związać i pilnować.

[Najwyższy Kapłan i członkowie Wysokiej Rady wychodzą; wszystkie światła gasną - poza reflektorem punktowym, który jest skierowany na Jezusa; z tłumu podchodzi do Jezusa tajemnicza postać: współczesny, luzacki młodzian]

 

SCENA DRUGA

Młodzian: [pogardliwie, szyderczo, kpiarsko]

Takiego durnia jeszcze świat nie widział. Aleś się wybił, Synu Najwyższego! Nienawidzę cię, mięczaku! Chcesz przewrócić porządek świata? Świat zniszczy ciebie! Już zaczęliśmy to robić! W uśmiercaniu mamy same sukcesy. Niekiedy powoli, ale częściej szybko. Tak będzie z tobą.

Myślałeś, że jak dasz im chleba do syta i za darmo, to nakarmisz ich swoją nauką? Naiwny! Oni gotowi zjeść nie tylko twój chleb, ale i ciebie połkną bez mrugnięcia okiem. [młodzian stoi przy skazańcu, nie słyszy „Głosu” i nic nie zauważa]

Głos: [zanim rozlegnie się „Głos”, ukazuje się światło zapalonej świecy i gaśnie po jego przebrzmieniu]

        Tyś jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie!

Młodzian: Owszem, ucieszyli się, gdy napoiłeś ich winem w Kanie Galilejskiej. Uratowałeś narzeczonych i rodzinę od tragedii. Widziałeś jednak, co działo się, jak odszedłeś z imprezy ze swoimi kumplami? Tydzień trwała balanga! Szkoda, że dzisiaj skończysz na najgorszej szubienicy. Przydałby się nam codziennie taki dostawca. Wiesz ilu miałbyś wielbicieli i najwierniejszych uczniów?

Miałeś takie masy ludzkie do dyspozycji. Gotowi iść za tobą na śmierć. Mogliście rozpętać rewolucję jakiej jeszcze nie było na tym nędznym świecie. I w tym okazałeś się beznadziejny!

Jezus: [ukazuje się światło – jak przy „Głosie”, a w tym czasie Jezus (obolałym i przerywanym głosem) młodzieńcowi w twarz mówi:]

Ja jestem Drogą, Prawdą, Życiem i za nich poświęcam w ofierze samego siebie.

Młodzian: [zaskoczony i zbity z tropu]

Jesteś prawdą? Sądzisz, że oni potrzebują prawdy? [pokazuje na widownięSzanują prawdę tak samo jak ja! Wtedy tylko i na tyle, jeśli im odpowiada i jest wygodna. Uważasz, że zależy im na prawdomówności?

Jezus: Nie zrozumiałeś.

Młodzian: Czego?

Jezus: Ja jestem Prawdą!

Młodzian: Cóż to jest prawda?

Jezus: Prawda znaczy, że „ja i Ojciec jedno jesteśmy”, że „Bóg jest Miłością”, że Ojciec posłał mnie do ciebie, bo cię kocha miłością bezwarunkową i bezgraniczną. Znaczy to, że poza mną nie ma zbawiciela. Potrzebujesz mnie! Ja potrzebuję ciebie!

Młodzian: Mnie potrzebujesz? Po tym, co o tobie sądzę, co ci powiedziałem i zrobiłem? A zresztą, co o mnie wiesz?

Jezus: Wszystko!

Młodzian: I dlatego chcesz się teraz odegrać? Patrz na nich! [pokazuje widownię] Wiercisz mi dziurę w sumieniu. [klęka – oparty na piętach – przed Jezusem]

Jezus: Jestem nie tylko Prawdą, ale i Drogą.

Młodzian: [wyraźnie, ale niepewnie] Dziękuję za taką drogę. Szubienica - ładna mi droga! Kto zechce pójść twoją drogą? Trzeba zwariować - jak ty! - by iść przez mękę i krzyż. Cierpienie pomieszało ci zmysły.

Jezus: Wyglądasz na bardziej nieszczęśliwego niż ja. Starałeś się prowadzić życie za wszelką cenę bez cierpienia, bez wysiłku, bez ograniczeń... Niby wolny... A zauważyłeś ilu ludzi cierpiało za ciebie? Gorzej, bo cierpieli z twego powodu! Wiem - niby nie miałeś wyjścia. Ty byłeś zawsze tym silniejszym, bardziej zaradnym, bardziej przedsiębiorczym - jak ładnie mówicie. Wielu z twego powodu do dzisiaj wylewa łzy - od rodziców poczynając.

Młodzian: Zamknij się! Znęcasz się nade mną!

Jezus: Jeśli ja zamilknę, kamienie wołać będą! Udajesz inteligentnego, a nie rozróżniasz wolności od samowoli, miłości od wykorzystywania. „Załatwiasz” sprawy, interesy, a to po prostu kradzieże i nieuczciwości...

Młodzian: Nie wysilaj się! Nie pójdę twoją drogą!

Jezus: A masz inne wyjście? Zaszedłeś w ślepą uliczkę. Dlatego jestem przy tobie, choć ty jeszcze nie chcesz być przy mnie. Jestem dla ciebie bramą... Drogą choć wąską i stromą, ale ku szczęściu! Marzeniami o zmianie życia nie zmienia się go. Siedząc na poboczu życiowej drogi i płacząc z bólu oraz wściekłości na własną bezradność, ze wstydu - nie zrobisz nawet kroku... Zacząłeś od pretensji do mnie. A to ty jesteś najbiedniejszym z biednych! Nie płacz nade mną, ale nad sobą i nad sobie podobnymi.

Młodzian: [z nadzieją patrzy na Jezusa]  Co więc mam czynić, aby się zbawić?

Jezus: Pójdź za mną! Oddaj życie, a zyskasz je! Kochaj bliźniego jak siebie samego! Kochaj nieprzyjaciół! Złóż w ofierze samego siebie.

Młodzian: [próbuje uwolnić Jezusa z pęt]  Dobrze, uwolnię Cię! Ja oddam za Ciebie życie - moje i tak nic nie jest warte!

Jezus: Nie. Wolą Ojca jest, abym wypił ten kielich ofiarny. Ty, żyj dla mnie! Cierp dla mnie! Kochaj miłością bezinteresowną, szczerą. Miłością, która:

- jest cierpliwa 
- łaskawa 
- nie zazdrości 
- nie szuka poklasku 
- nie unosi się pychą 
- nie dopuszcza się bezwstydu 
- nie szuka swego 
- nie unosi się gniewem 
- nie pamięta złego...

Jezus i młodzian: [kontynuują razem]

- wszystkiemu wierzy 
- we wszystkim pokłada nadzieję 
- wszystko przetrzyma 
- miłość nigdy nie ustaje

Jezus: [sam]

- i choć trwają: wiara, nadzieja i miłość - to miłość jest z nich największa!

Młodzian: [z wiarą i przekonaniem]

Pan mój i Bóg mój! Kocham Cię, Jezu! Ulituj się nade mną! [pada na kolana przed Jezusem]

Przepraszam za wszystkie bluźnierstwa i krzywdzące myśli, słowa i uczynki! Jak ja byłem ślepy i głupi! Przepraszam, że moje oczy dotychczas nie widziały i serce nie pałało! Ty, Panie, wszystko wiesz! Ty wiesz, że Cię kocham!

Jezus: Czy już rozumiesz, co znaczy, że jestem Życiem?

Młodzian: Tak!!! Ty jesteś moją Drogą, Prawdą i Życiem! Moim Panem i Zbawicielem! Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!

Jezus: [przytulając młodzieńca] Jeszcze nie nadeszła godzina twoja.

 

SCENA TRZECIA

[w oddali słychać jakieś głosy; schodzi się ponownie Wysoka Rada; zajmują miejsca, jak poprzednio; młodzieniec i Jezus przylegają do siebie plecami; zapalają się światła jak poprzednio]

N.K.:  Wznawiam obrady. Oto uprawomocniony przez Poncjusza Piłata wyrok.

Jezusa Nazarejczyka, Króla Żydów, skazuje się na śmierć przez ukrzyżowanie. Miejscem wykonania wyroku ma być Golgota. Wyrok jest prawomocny, bez możliwości odwołania. Wykonać natychmiast!

Uzasadnienie wyroku:

Jezusa z Nazaretu skazano na ukrzyżowanie, bo:

- jest Mesjaszem, Synem Bożym 
- uzdrawiał 
- wskrzeszał 
- kochał celników i grzeszników 
- jest niebezpieczny dla ludzi 
- tak chce nasze prawo.

[Jezusa wyprowadzają słudzy – popychając i szarpiąc; za nim wychodzi Wysoka Rada – siadają na widowni; młodzieniec jest odepchnięty i skulony leży na podłodze; po wyprowadzeniu Jezusa wstaje i mówi:]

Młodzian: [pokazuje widownię] Oto obcy i milczący widzowie! Przyzwyczailiście się do cierpienia i bólu! Jeden skazaniec więcej, jedna tragedia więcej! - cóż to dla was! Podajecie się za uczniów Jezusa?!

Męski głos z tłumu: Tak! I nie ubliżaj nam!

Młodzian: Przez swoją obojętność upokarzacie samych siebie! Pozorną wiarą i miłością - piekło brukują! Dlaczego nie broniliście Jezusa? Łatwo się patrzy! Nie chcecie ubrudzić sobie rączek? Niby nie wasza sprawa? A czyja?! Gwałtownicy zdobywają Królestwo Boże. Trzeba zakasać rękawy, zginać kolana dla Boga. Trzeba, by widziano wasze dobre uczynki i chwalono Ojca, który jest w niebie.

Żeński głos z tłumu: Co zatem mamy czynić, by się zbawić?

Młodzian: Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! [bierze Biblię i czyta:]

„Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe.

Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie! Nie opuszczajcie się w gorliwości! Bądźcie płomiennego ducha! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie - wytrwali! Zaradzajcie potrzebom świętych! Przestrzegajcie gościnności!

Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie! Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni  we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych!

Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!”  (Rz 12,2.9-18.21)

[pod koniec tekstu słychać odgłos krzyżowania – chwilę słucha ze wszystkimi i rozbrzmiewa śpiew, który podejmują wszyscy]

Śpiew: „Zbawienie przyszło przez Krzyż...” [po śpiewie, młodzian czyta dalej]

Młodzian: „Nikomu nie bądźcie dłużni poza wzajemną miłością. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!”  (Rz 13,8.10-12)

Śpiew:    „Ubi caritas et amor...” 

[światła gasną – zostaje tylko reflektor; młodzian siada z boku na stopniach]

 

Akt trzeci

[pod koniec śpiewu „Ubi caritas...” wchodzą trzy kobiety, które w drodze zaczynają głośną rozmowę i zatrzymują się przed prezbiterium]

Rachela: To nieprawdopodobne! Widziałam, że umarł!

Judyta: Zemdlałam, gdy żołnierz przebił Mu bok!

Sara: Tym bardziej, że straże były przy grobie, a kamień olakowano nakładając pieczęcie, by nikt nie wykradł ciała – czego się obawiano.

Judyta: Gdy wyzdrowiałam, już Go w grobie nie było!

Rachela: Mój brat, Marek, był tak przestraszony (podobnie inni uczniowie Jezusa), że zamknęli się w Wieczerniku i nosa nie wytknęli, aby ich nie spotkało to samo, co Mistrza!

Judyta: Rachelo, Markowi nic się nie stało?

Rachela: Wpadł dzisiaj do domu jak porażony. Mówił coś z takim przejęciem, jakby zobaczył ducha! Jedno, co zrozumiałam, to, że Jezus zmartwychwstał!

Sara: Jednak mówił prawdę. Już wtedy, w Betanii. Powiedział: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie! A każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki!”

[wchodzi Maria Magdalena i z radością – w drodze – opowiada różnym osobom]

Maria Magdalena: Siedziałam przy grobie wśród budzących się drzew i ptaków witających nowy, pierwszy dzień po Szabacie. Nie mogłam pohamować łez. Ktoś stanął przy mnie. Nawet nie podniosłam głowy. Byłam pewna, że to ogrodnik. Poprosiłam tylko, by powiedział mi, gdzie schował ciało Jezusa, bowiem w grobie go nie było.

Nagle usłyszałam swoje imię: Mario! Ten sam głos, co na placu uratował mi życie. Głos miłosiernej Miłości. Serce powstało, jak z martwych! Krew zagotowała się we mnie! Wstałam, jak ze śmierci do życia! Jeszcze niewidzącymi od rozpaczy oczyma nic nie rozeznałam. Ale Jezus stał przede mną. Mój Mistrz - Rabbuni!

W odruchu wiary i miłości rzuciłam się na ziemię, by ucałować stopy - jak wtedy! Mistrz powiedział, że idzie do Ojca. Zanim zrozumiałam, Jego już nie było. Co tchu pobiegłam powiedzieć Piotrowi i innym w Wieczerniku. Musieli sprawdzić to sami, by uwierzyć!

Przyszłam, by i wam zwiastować Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie! [zwraca się do całej widowni]

Jezus zmartwychwstał!

Prawdziwie zmartwychwstał!

Został z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata! Dał swoje Ciało za życie świata i jako Pokarm w Eucharystii. Nie jesteśmy sami! Alleluja!

Śpiew: „Alleluja! Alleluja! Amen, amen, alleluja!”

Wszyscy: [Modlitwa do Jezusa Zmartwychwstałego]

„Zmartwychwstały Jezu Chryste, 
który jesteś Drogą, Prawdą i Życiem, 
spraw byśmy wiernie żyli 
duchem Twego Zmartwychwstania. 
Odnów nasze serca, 
naucz nas umierać samemu sobie, 
abyś Ty i tylko Ty w nas pozostał. 
Uczyń nas znakiem Twojej miłości, 
co przemienia i przekształca. 
Zechciej posłużyć się nami 
w odnowie społeczeństwa, 
abyśmy głosząc Twoje życie 
i Twoją miłość, 
doprowadzili wszystkich 
do Twego Kościoła. 
Przyjmij te prośby, Panie Jezu, 
który żyjesz i królujesz z Ojcem 
w jedności z Duchem Świętym 
jako Bóg na wieki. 
Amen. Alleluja!

[koniec]

O. Piotr Semenenko CR - Wypisy z DZIENNIKA


[Wypowiedzi o. Piotra Semenenki CR na podstawie jego DZIENNIKA od roku 1851 - 1882, wydanego w Poznaniu przez ks. Jana Reinke CR w roku 1961 - w czterech tomach maszynopisu - z dodaniem kilku szkiców konferencji rekolekcyjnych.] 

Opracowała s. Rozaria Przybył CR (Poznań, 1971)

29. VI. 1851 – niedziela

Skończyłem 37 rok mojego życia. O mój Jezu! Ileżbym miał uczuć z tego powodu wynurzyć przed Tobą! Ach, jedno tylko wypowiem: Jezu mój! Jedyne Kochanie moje, zapomnij wszystkie niewdzięczności lat moich przeszłych, a daj mi tyle  nowych ile mi potrzebnych wiesz, abym doszedł do największej miłości Twojej.
O Jezu mój, Jezu, Jezu, jednej, jednej tylko rzeczy: miłości Twojej!

2. VII. 1851 – środa – Nawiedzenie N.M.P.

Dzień święty, dzień szczęśliwy, dzień wesela i dziękczynienia. Dzień w którym dusze nasze połączyłeś w jedno w sobie, Jezu najmilszy. Aby w sobie powtórzyły wszystkie tajemnice Twoje, jakieś w Twej własnej duszy i w duszy Matki Twojej Przenajświętszej spełnił, powtórzyły całą pełność życia Twego, pracy i cierpienia, krzyża i miecza, jakąś w jedności z Matką Twoją dla nas odbył i zostawił nam i darował. O Jezu! Oto nasze dusze, któreś tak dziwnie połączył i jedną uczynił; oto nasza dusza, o Jezu nasz jedyny! Rób w niej Twoje cuda, niech ona będzie Twoim pełnym mieszkaniem, Twoją przyjemnością, Twoją pieszczotą, Twoim upodobaniem, Twoją lubością, Twoja rozkoszą najmilszą. O Jezu! Rozkosz Twoja w nas, oto cała rozkosz nasza!

24. VIII. 1851 – niedziela

... Ach! Bo od Ciebie wszystkiego się spodziewam, Boże mój, Panie i Nauczycielu! I od Ciebie tylko oczekuję. A wszystko znowu Tobie składam i dla Ciebie tylko mieć pragnę, abym mógł wszystko, co mi dasz, Tobie na powrót z wdzięcznością złożyć i przez Twoje własne dary Tobie stać się przyjemnym.

18. XI. 1852 – czwartek

 Boże, daj by to (przejście z mgły pod prawdziwy włoski błękit nieba) było wróżbą lepszych dni nadal, czystszej duszy i świętszego działania. Nie wiem co mnie tu czeka teraz w Rzymie, ale się oddaję w Twoje ręce, Panie mój. Ty rób ze mną, co ci się podoba. Wszakże wiesz, że ja Twój zupełnie!

 

24. V. 1853 – wtorek

... Ty Panie wiesz, co ona (Catarinella) mi powiedziała i czy to doprawdy od Ciebie pochodzi? Wiem, że to w czym mnie upomniała prawdziwe było. Zaczęła szczególnie od modlitwy, jak ją mam lepiej robić i dobrze robić. Ach Panie, Ty mi to daj! Potem, żebym wykonywał moje postanowienia, moje intencje, zamiary. Jakie? Żeby Ci wiernie służyć? Ale w czym? Jak? Czy to o tym rozumiała, myślach szczególnych, które Ty mi zapewne dałeś, jak Ci dzisiaj służyć wypada? Ach, Panie, ile w tym niewytrawionego, niedojrzałego, niejasnego! Lecz zapewne dlatego tyle o modlitwie mówiła, aby wszystko w niej dojrzało, abyś Ty tam wszystko do Twojej miary przeprowadził. Panie, dajże mi, daj! Daj Ducha Twego Świętego, niech On mnie wszystkiego nauczy. Potem mówiła mi, że ty mi dajesz czas do pracy i do uświęcenia się – i dała uczuć, że to wielka łaska, dłuższe życie dla większego uświęcenia się. Panie, Ty wiesz coś mnie przeznaczył! Jam Ci się oddał zupełnie. Rób ze mną co Ci się podoba!

2.VII.1853 – sobota – Nawiedzenie N.M.P.

Mój Jezu! Moja Matko i Pani! Wasza przyjemność – jedyne pragnienie moje. Moja dusza w Twoim ręku o Jezu, o Maryjo! Ach, niczego się nie lękam, nie trwożę, o nic się nie troszczę. Takim bezpieczny i spokojny w Waszym Sercu Przenajświętszym! Wy czyńcie z moją duszą, z naszą duszą co się Wam podoba, tajemnice wasze, upodobanie wasze, całą rozkosz Waszą!

21. II. 1858 – niedziela

O mój Jezu, wszakże ja Twój i nic mię od ciebie nie rozłączy! Tylko mię naucz, jak mam widzieć prawdę istoty mojej, moją nędzę i nicestwo, abym w niej mieszkał i nigdy się nad nią  nie podnosił; byś Ty mógł łaskawie sam do mnie zstąpić i wziąć mię do Siebie!

2. VIII. 1860 – czwartek

Mój Jezu jedyny! Od czasu kiedy się te rzeczy działy, już półtora przeszło roku upłynęło. Przez cały ten czas nic nie zapisywałem, a jednak czuję, że zapisywać trzeba. Tyle zmian, a szczególniej tyle łask Twoich o mój najdroższy Jezu! Tyle ich skutków stanowczych, zbawiennych, najsłodszych – wszakże trzeba ich pamięć zostawić. Mój Jezu, wszakże ja teraz już Twój jestem i wszystko dla Ciebie czynię – to jest czynić powinienem. Ty tylko spraw, żebym czynił! Więc i to dla Ciebie, dla Ciebie mój Jezu!

Czekałeś tak długo na mnie, tak cierpliwie, budziłeś, ciągnąłeś, wołałeś i znowu czekałeś. Ja się porywałem niekiedy, ale jakże źle, słabo i niedołężnie, nieczysto! Ciężar mojego ja wciąż mnie od Ciebie odciągał i nie dawał raz już przylgnąć do Ciebie. O mój Jezu! Ile Ty masz biedy z zepsutą naturą naszą. A ze mną ile więcej jej miałeś!

15. VIII. 1859 – poniedziałek – Wniebowzięcie N.M.P.

Mój Jezu, ten pobyt na Mentorelli taki cichy, błogi, obfity w łaski. Ja tylko z nich nie umiałem korzystać. Jeszczem nie poczuł potrzeby tego najgruntowniejszego wyzucia się z siebie samego, w głębi swego jestestwa, jak to – tego roku kiedy to piszę – Ty mi czuć dajesz, Panie najsłodszy. Ale ty, Panie, masz swoje czasy i chwile! Rób jak się Tobie podoba. Ja Twoje narzędzie i własność Twoja.

29. VI. 1860 – piątek – św. Piotra i Pawła

Skończyłem dzisiaj lat 46. Mój Boże jak czas upływa. Ale dzięki Ci nieskończone, że mię z dróg moich najgorszych sprowadziłeś – i na Twoje najsłodsze, najlepsze, najprostsze, najzbawienniejsze a najrozkoszniejsze naprowadzać zacząłeś. Dzięki za łaski i tego i przeszłego roku mi wyświadczone! Wprawdzie widzę, jakom Ci źle odpowiadał, jakom Ci był niewierny. Aleś mi dał poznanie złości mojej, początek skruchy, zaufanie w Tobie, nadzieję coraz większą – z tym mi dasz wszystko inne, złe zgładzisz i samo dobre zaszczepisz. Jezu mój jedyny, jedyny! Moja w Tobie nadzieja nieskończona.

... Mój Jezu, jaka to nieskończona rozkosz patrzeć na Twoje dzieło w duszach, kiedy Ty tam zaczynasz miłością Twoją zamieszkiwać i żyć i działać, a dusza nie postawi Tobie oporu, lecz owszem wiernie Ciebie obejmie, Ciebie dobro swoje, wraz z Twoją wolą – zbawieniem swoim. Co się tedy z duszą dzieje, Ty jeden wiesz tylko – sama dusza nie zna i tu na ziemi znać tego dokładnie nie może; domyśla się jeno cząstki jakiejś szczęścia swego, a jednak ono już tak nieskończone, choć tylko w cząstce takiej...

10. X. 1860 – środa

...Panie, Ty wiesz na com Ci się ofiarował ukląkłszy przed Tobą w kaplicy. Postanowiłem Ci ślubować ślub doskonałości tj. pełnienia zawsze Twojej świętej woli, skoro mi to uczynić spowiednik pozwoli, tym pewniejszym w tym będąc, że on jest zarazem przełożonym moim (O. Kajsiewicz CR)... Ach Panie, czyż to prawda, że to było z natchnienia Twego? Czy to prawda, że to była doprawdy miłość i taka prawdziwa i wielka, jak mi się wydawała i wydaje? Bo jeżeli to miłość, tedy nie wątpię, że od Ciebie, bo czyż może być miłość nie od Ciebie? I taka miłość? A że była miłość, czyż mogę znowu wątpić o tym? I czyż nie Ty sam dajesz mi tego na duszy tak głębokie a tak szczęśliwe świadectwo? – O Panie, raczej dziękować Ci będę za dar tak doskonały i będę Cię prosił, abyś go we mnie utwierdził i zachował. Daj mi miłości, Panie, daj mi miłości dla dusz i niechaj tak je kocham, jak Ty je kochasz!

21. X. 1860 – niedziela

Wskutek postanowienia uczynionego... otworzyłem się natychmiast z moją chęcią przed spowiednikiem. Ty, Panie, kierowałeś wszystkim. Ach, to Twoją wolę spełniałem. – Zezwolił, Tyś chciał. Ale wprzódy 9 dni przygotowania. Skończyły się i dzisiaj, w święto Matki Twojej  i Matki mojej, w święto Jej czystości, złożyłem Ci Panie, ten najsłodszy ślub, któregoś ode mnie od tak dawna żądał. Dzięki Ci! – Ach, niech wiecznie pamiętam tę chwilę błogą! We mszy świętej i podczas poświęcenia, podczas przemienienia istoty znikomej chleba na nieznikomą istotę Ciała Twego, i wina na istotę Krwi Twojej – ofiarowałem Ci ciało moje i ducha mego i całą duszę moją na spełnienie się w niej doskonałe woli Twojej, na przeistoczenie w Ciebie, najdroższe moje i jedyne życie. Ach, co to była za chwila! Jej słodycz dotychczas trwa w duszy, owszem co dzień wzrasta i mnoży się. Panie serca mego, dzięki i nieskończone. Pierwszy dzień byłem jak pijany szczęściem. Zdawało mi się, że się na nowo narodziłem. Ach, od tego trzeba było zacząć już lat tyle temu, a nie zmarnować niezadowolenie jakie kiedykolwiek w duszy rodziło się i zamieszkiwało, czyż nie z tego pochodziło, że  Twemu żądaniu  nie chciałem zadość uczynić? Panie, tak długo trzeba było czekać? – Ale nareszcie masz czego chciałeś. Odtąd już nie mogę mieć w niczym mojej woli, Twoja tylko, Twoja wola we wszystkim. – Ach Panie, czy dotrzymam tego tak słodkiego ślubu, tak miłego, rozkosznego obowiązku? Ty wiesz, że ja sił nie mam, kroku nie zrobię. Ty miej o mnie staranie. Wszak to jedynie przez nieskończoną ufność w łaskę Twoją odważyłem się na to. Teraz koniecznie na Ciebie rachuję, na Ciebie jednego. In Te, Domine, speravi, non confundar in aeternum.

29. VI. 1961 – sobota – św. Piotra i Pawła

Kończę dzisiaj 47-y rok nędznego żywota mego. Jezu jedyny bądź mi miłościw! I niech od dzisiaj przynajmniej już zacznę Cię kochać, ale tak kochać, jakem Cię prosił i proszę, żeby między nami żadnej różnicy nie było, żebyś Ty był wszystkim; już nie ja ale Ty żebyś żył! Amen, amen, amen.

24. XII. 1861 – wtorek

... Mój Jezu, Twoja jedna wola, dobra i święta – prawem naszym, zakonem, zbawieniem; i tylko tam dla nas dobrze, gdzie Ty powołasz, gdzie Ty postawisz.

20.  IV. 1864 - środa

Panie mój, dziękuję Ci za te chwile łaski (rekolekcje). Nadzieja wielka i zupełna w Tobie. Bez Ciebie cóżby było? Całe moje życie jednym wielkim zawodem. Niby ciągle brałem się do Ciebie, niby szczerze, tyle razy niby stanowczo. I cóż? Trzeba rozpoczynać na nowo. Ach, bo dotychczas brałem się ja. Brałem się moją osobistą czynnością. Jużci Panie, Ty czyniłeś i mam nadzieję – owszem ufną pewność, żeś wiele uczynił, ale ja Tobie ciągle przeszkadzałem – i głównej rzeczy jeszcześ nie mógł uczynić. A tu o tę główną rzecz idzie, bez niej nic, wszystko niczym.

Idzie o to, żebyś Ty żył we mnie a ja przepadł. Żebym już nie ja myślał, nie ja czuł, nie ja chciał – ale Ty. Idzie o to wewnętrzne jestestwo moje, aby we mnie nie było mnie – ale byś był Ty, i ze mnie nie działało moje ja – ale Ty abyś działał. Ty masz być nie tylko celem, końcem, pierwszym i ostatnim powodem moich czynności i życia całego; ale Ty masz także i koniecznie być początkiem i źródłem tychże czynności i tegoż życia. O Panie, czuję, tylko wtenczas żyć będę. Tylko kiedy to się stanie? – Kiedy Ty mnie tak wypełnisz, że już nic we mnie mego nie będzie? – Kiedy Ty staniesz się ostatnim dnem jestestwa i istnienia mego? – I tak będziesz we mnie, ze mnie i przeze mnie żył i działał, że to doprawdy Ty sam i Ty jeden będziesz działał i żył? O Panie! Tylko to jedno mnie zaspokoi! Póki tego nie będzie, będę cierpiał, będę nieszczęśliwy, będę jakby potępiony.

Panie, ja całe życie byłem podobnie nieszczęśliwy! Wyjąwszy te chwile okropne, w których o Tobie zapomniałem i może jako tako odurzyłem serce i sumienie i już jakoś nie czułem tego nieszczęścia bycia bez Ciebie. – Te chwile wyjąwszy, z których Ty sam mnie tak cudownie wyprowadziłeś. Resztę życia mojego tak przepędziłem, żem się niemal zawsze porywał do Ciebie, ale na drodzem upadał i znowu od początku wracał. Trzeba było na nowo rozpoczynać i na nowo doświadczać zawodu. I byłem nieszczęśliwy. – I jestem nieszczęśliwy, bo czuję i widzę, żem jeszcze tam nie jest, nie w tym stanie, nie w tym stosunku z Tobą, który jeden może mnie zaspokoić.

O Boś Ty, Panie mój najdroższy, wyrył głęboko w mej duszy tę potrzebę życia twojego we mnie, tę konieczność przejścia w Ciebie przez zjednoczenie zupełne i danie miejsca Tobie we mnie przez zupełne Tobie oddanie się i wskutek tego przez zupełne owładnięcie przez Ciebie i zamieszkanie Twoje i panowanie Twoje i wyłączne,  całkowite, nieograniczone życie Twoje i panowanie Twoje, i wyłączne, całkowite, nieograniczone życie Twoje we mnie. Panie, póki tego Ty sam nie spełnisz, będzie usychało serce moje, będzie się dręczyła dusza i całe jestestwo moje będzie coraz bardziej w śmierci i w coraz większym konaniu.

Jakże się to dzieje, że dusza tego tak bardzo pragnie, a jednak rzecz upragniona nie przychodzi? Ach, bo pragnienia nie dosyć, żeby rzecz przyszła. Trzeba, żeby ta rzecz sama, żeby sam Upragniony poruszył się i zstąpił i oddał się w objęcia pragnącej duszy. Czemuż tego nie czyni? Jezu mój! Czemuś dotąd tego nie uczyni?

Czyż się będę żalił? Jezu, Ty wiesz dlaczego tak przewlekasz. Ale i ja sam – czyż nie czuję? Czyż nie poznaję, dlaczego? I owszem, im lepiej do wnętrza zajrzę, tym głośniej będę musiał powiedzieć: Panie, Ty wiesz co czynisz! Ty dobrze i święcie czynisz!

A jednak to takie cierpienie, takie nieszczęście ta smutna przewłoka. Czyż nie ma rady? Czyż nie można jej skrócić? Czyż nie można przyspieszyć tej szczęśliwej chwili, w której Ulubiony,  Upragniony, On jedyny, duszy się zupełnie odda, i doprawdy żyć w niej zacznie?

Jezu mój, ta chwila zupełnie od Ciebie zależy i akt sam także zupełnie od ciebie. Ale ponieważ Ty mi sam dałeś to pragnienie, Ty sam wyryłeś i zakorzeniłeś w duszy tę potrzebę niezwyciężoną a najszczęśliwszą – powiedz mi: jak się mam zachować, przynajmniej przez cały ten czas, przez który jej jeszcze nie zadość uczynisz? Jak zachować, abym usunął wszystkie przeszkody, abym spełnił wszystkie warunki – do jej ziszczenia potrzebne, do jej zbliżenia, do jej przyspieszenia, aby się już ziściło to, co się powinno ziścić, co się musi ziścić, co się niezawodnie z łaski Twojej ziści? A ziści się, boć to przecie Twoja własna wola, a dusza jej nie odpycha, tylko, owszem, wszystkimi siłami przyzywa.

O Jezu mój, Jezu! Zdaje mi się, że już i to wiem od Ciebie, jak się mam zachować. Tak, jak przeczuwam i przewiduję, dlaczego tak zwlekasz. I zdaje mi się, że jedno z drugim najściślej powiązane, że tamto drugie z pierwszego wypływa. Wiedząc – dlaczego zwlekasz, już wiem, jak się zachować i jak Twoją łaskę przybliżyć.

O najsłodszy i jedyny Panie, Miłości sama i Ogniu pożerający, a dający życie, to samo – ogniste, życie miłości! Miłośniku najgorętszy i Kochanku najpożądańszy! Ty, o dziwo, Ty zwlekasz, który z miłości ledwie się utrzymać możesz. O Jedyny, już nie szukam – dlaczego? Właśnie dlatego: Dlatego, żeś Miłość, a miłości nie znajdujesz, nie znajdujesz takiej miłości, w której objęcia mogłaby Twoja zstąpić. Nasza miłość choć wzdycha do Ciebie, ramion swoich do Ciebie nie wyciąga. A choć wyciąga ramiona, łona swego nie otwiera, miejsca próżnego do wypełnienia nie daje, swego ostatniego dna i całego swego ja, które tam siedzi, nie kładzie na ołtarzu całopalnym, tym łożu miłości i nie wrzuca ze szczęściem w jego ogień pożerczy.

Nasze ja – nasza wola! Nasze życie – w sobie samych. I jeżeli już nie dla siebie, to jednak z siebie, i w sobie i przez siebie! Oto przyczyna, dla której Ty z Twoim życiem nie możesz do nas wstąpić. Oto przyczyna, dla której zwlekasz i musisz zwlekać, choć sam pragniesz i tak nieskończenie udzielać się i przyspieszyć, i już ziścić tę szczęśliwą chwilę Twojego prawdziwego zamieszkania w duszy i prawdziwego przemienienia się duszy w Ciebie.

Więc, o mój Jezu, moje Życie jedyne, upragnione, pożądane i nad wszystko pożądane. Jezu mój, Jezu – dlatego we mnie nie żyjesz, dlatego zwlekasz. Więc już wiem co mam czynić: oto czym prędzej przestać żyć. Żyć mówię, nie tylko dla siebie, jeżeli jeszcze i tego życia przechowują się we mnie żywioły, a są, niestety! Choć już dawno być nie powinny; - ale przestać żyć. Krom tego i nad to jeszcze: przestać żyć z siebie, przez siebie, w sobie.

Jak tak zupełnie przestanę żyć ja, dopiero będzie chwila, w której będziesz mógł żyć we mnie Ty. – A czyż mogę wątpić, że wtedy zaraz żyć we mnie zaczniesz? Wszakże Ty tego tylko czekasz, wyglądasz niecierpliwie. I ta chwila więcej jeszcze, niż dla duszy samej, jest dla Ciebie chwilą wesela, szczęścia – kiedy biedna dotąd, a wtedy już biedę porzucająca dusza, wskutek Twoich raczej, - aniżeli swych własnych starań i zabiegów, wypróżni się nareszcie z siebie i szeroko otworzy Tobie swe łono aż do dna samego. Ach, jak wtedy Ty prędko do niej się skłaniasz, w nią wstępujesz, ją przepełniasz, zamieniasz na Twe mieszkanie, przybytek, świątynię i wkrótce na Twe naczynie i na Twoje narzędzie. Żyje już nie ona, ale Ty w niej żyjesz! Vivo iam non ego, vivit in me Christus. – O Jezu! Tego jednego od ciebie pragnąłem i pragnę i coraz gorącej pragnę. Już nie zwlekaj! Oto chwila: uczyń, uczyń, uczyń!

21. IV. 1864 – czwartek – rekolekcje c.d.

Dziś pierwsza msza św. podczas rekolekcji. Mój Jezu, wszystko z Twojej ręki i ta przerwa we mszach św. – Wszakże już nie żyję.- W tej ofierze św., którom z Tobą Ojcu przyniósł, raz jeszcze ponowiłem ofiarę siebie samego. O niech już będzie stanowcza. Jezu mój, Jezu! Ach jak mi się chce być Tobą samym, Tobą jedynie, Tobą, Tobą, Tobą! Póki to się nie stanie, póty szczęścia, póty pokoju nie doznam. Ja muszę być koniecznie Tobą! – O Jezu, co ja mówię! Zdawałaby się rzecz zuchwała! A toć przecie to samo, czego Ty wymagasz ode mnie.

Jakże Ci dziękuję, że mi dajesz poznać, zrozumieć, poczuć w rzeczy i w prawdzie to wymaganie Twoje. Bo czuję, Najdroższy, czuję, że gdyby to się nie stało, byłbym na wieki najnieszczęśliwszy – czuję, że byłbym potępiony.

Nie ma środka dla mnie: Albo być z Tobą, albo być potępionym! – O Jedyny mój, Tyś wierny, a dobry, a łaskawy, a w miłości nie znający ani liczby, ani miary, ani końca. Tyś wierny Jedyny mój, Jedyny nasz! Stanie się to, czego chcesz i ja będę Tobą – i my będziemy prawdziwie Tobą. Ty w nas, a my w Tobie, jedno, zupełnie jedno! – Ty będziesz w nas wszystkim, a my Tobą, przemienieni przez Ciebie w Ciebie. I Ty będziesz Jedynym i Jedynym. Amen!

2. II. 1866 – piątek – Oczyszczenie N.M.P.

Oby był to dzień już mojego ostatecznego, prawdziwego oczyszczenia. Dziś 31 rocznica mojego nawrócenia (1835). Odbyłem dzień rekolekcji. Ach Jezu, Jezu! Jakiż ze mnie lichy, nikczemny, głupi, zły sługa Twój. Miłosierdzia! Ale Ty mi dajesz ufność w łaskę, w pomoc, w działanie Twoje. Dzięki Ci stokrotne! Bez końca, bez końca!

5. VIII. 1866 – niedziela – N.M.P. Śnieżnej

Jestem od wczoraj w Genzano. Panie Jezu błogosław! Dziś pod opieką Matki Twojej ponowiłem Ci wszystkie zobowiązania moje i wszystkie śluby. Praca nasza wspólna, czyli raczej ona twoja! Czynże wszystko!

10. IX. 1867 – wtorek

...Mój Jezu, jak Ty długo pracujesz i cierpliwie i miłosiernie, żeby nareszcie sprowadzić skutki miłości Twojej w duszach. Teraz stanęliśmy zdaje mi się z drogim O. Przełożonym (Kajsiewiczem) w zupełnej prawdzie; ale Ty, Jezu nasz, sam bądź między nami i wszystko Ty sam czyń!

29. VI. 1869 – wtorek – św. Piotra i Pawła

Dziś skończyłem 55 rok życia. Deus propitius esto mihi peccatori. Jesu Salvator salva me a me ipso. Ego Tibi et Tu mihi.

12. VII. 1869 – poniedziałek – t. III str.37

...Panie mój jedyny. Tyś mi rozkazał przez przełożonego a zarazem spowiednika mego (O. Hieronima Kajsiewicza CR) spisywać całą historię mego życia, a szczególniej historię Twojego działania około mojej duszy i w niejże samej. Przeszłość moją zacząłem pisać na osobnych kartach; ale to, co w obecnych jedna po drugiej następujących chwilach ze mną się dzieje, to już muszę na  tych tu stronicach zapisywać. Do takich wypadków w historii mojej duszy – Ty wiesz – należy ten stosunek z tą siostrą Józefą Kazimierą (Mienicką, wizytką w Wersalu).

Panie jedyny, daj mi tutaj to wyrazić, co chcesz żebym wyraził, co się ma obrócić na chwałę wielkości twojej mądrości i miłości. Przejmuje mnie jednak strach jakiś święty, bo te cuda twoje tak mało są pojmowane! Zamiast zbudowania, może zgorszę kogo? I dlatego się lękam. Ale czyż dlatego mam milczeć?

Ty dasz, mój Jedyny, że na innym miejscu i we właściwej porze wystawię Twoje cele i powody, ile mi je dałeś zrozumieć, tych stosunków cudownej Twej miłości, jakie między duszami zaprowadzasz. Tu tylko zapiszę, a tym samym wyznam Tobie na świadectwo, żeś Ty przez rok ten, który upłynął od ostatniego spotkania, bardzo oczyścił z siebie samej tę drogą duszę, o której mówię. Ty w niej prawdziwie mieszkasz tak jak wprzódy, ale wyłączniej, silniej, jaśniej i ona w błoższym pokoju. I ten stosunek do tej drugiej duszy, którą jest moja, jakże teraz spokojniejszy i jaśniejszy. Wprzódy były obawy, niepewności, nawet zamącenia, bo była własna praca, własne zajmowanie się tym stosunkiem. Teraz zdaje się już wszystko w porządku. Panie Jedyny, Tobie samemu chwała.

Wyznała mi, że w mojej duszy Ciebie widzi i czuje i Ciebie jednego. Wierzę temu. Ze wszystkich znaków wnoszę, że to prawda, co ona o swym uczuciu mówi. Dziękiż Tobie. Ach jakie to trudne, owszem niepodobne po ludzku, to ogołocenie się w takich stosunkach i uczuciach wzajemnych z siebie samego! Ty jeden możesz ten cud uczynić. A jakaż wdzięczność, kiedy go uczynisz!

Co do mnie, oddałem Ci zupełnym prawem wszystkie władze moje i nie wątpię, żeś Ty w nich Panem i że mnie obronisz od siebie samego. A w tym przypadku dałeś mi na znak ten dziwny pokój i zbliżenie z Tobą, którego na razie doznałem.

Ach, jak tu potrzeba Ciebie, mój Jedyny! Żebyś Ty był we mnie przedmiotem takiej miłości, ach jak potrzeba abyś Ty był we mnie sam jedynie. I to mi dałeś uczuć w sposób niewymowny. Ledwie usłyszałem, co mi zresztą w tym porządku twojej miłości bardzo prostym się wydało, że ona Ciebie we mnie w ten sposób kocha, w sposób taki sam, jakim Ciebie w Tobie samym kocha. Ty mi dałeś w tej samej chwili nienawiść siebie samego, o ile jestem sobą samym, o ile jestem czym osobnym od Ciebie. Zdawało się, że to moje istnienie w sobie, o ile jestem i byłem moim własnym ja, ostać się nie może przed taką miłością Ciebie we mnie. – Paliło mię, żeby to stare, to osobne, to moje ja w sobie zniszczyć, żeby nie było przyczyną świętokradztwa. O Najsłodszy! Nie wiedziałem jeszcze wszystkich środków, jakie Ty chowasz w mądrości swojej do zniszczenia naszego ja. Ach jakiż to cudowny środek! Tylko miłość najdziwniejsza mogła go wynaleźć.

3. VIII. 1869 – wtorek – t. III str.42

Panie mój jedyny i jedyny Przyjacielu i Oblubieńcze mej duszy. Ty wiesz jakie z tą osobą (markizą de Rougé du Plessis Bellière, mieszkajacej w Château de Moreuil) miałem dawniej stosunki. Już 18 lat jakem jej nie widział, a przez cały ten czas pamiętałem o niej w duszy i modliłem się nieraz za nią – zdawało się – z całego serca. Bo mi się wydawało, żeś Ty między duszami naszymi zaprowadził wtedy jedność głęboka i na zawsze trwać mającą. Tego roku wybierając się tu z Rzymu, w dzień Nawiedzenia N.M.P. miałem za nią mszę ze szczególnym nabożeństwem. Był to dzień, w którym właśnie przed laty 18-tu z wiedzą i za pozwoleniem jej spowiednika, przyrzekliśmy sobie taką duchowną wzajemność przed Panem i w Panu. I dziś z rana tu przyjeżdżają szczególniej kiedym – wysiadłszy z kolei – już do powozu wsiadałem po mnie tu przysłanego, sam będąc z Tobą, Jezu mój, ach jakem Tobie polecał to moje spotkanie się z tą osobą i z Twojej łaski jakże Cię szczerze prosiłem, abyś Ty tylko, Ty jeden był między nami i w nas.

I zdawało mi się czuć, że to spotkanie jest rzeczywiście od Ciebie, żeś Ty sam tu mię przyprowadził. A jednak ten pierwszy dzień tak nie odpowiedział memu oczekiwaniu, że już pytałem: I po com przyjechał?

Widocznie ta osoba nie pamiętała o mnie, mimo owych przyrzeczeń, a kiedym natrącił o dniu 2 lipca, zdawało mi się, że i samego przyrzeczenia nie pamiętała. Dałem tedy pokój tej rzeczy, a tylko prosiłem Ciebie, ażebym to uczynił po coś mię Ty tu przysłał, jeżeliś doprawdy przysłał.

Dziwna! Jakby mimo swej woli, a jednak zupełnie dobrowolnie otworzyła mi całą swą duszę i powierzyła mi sama, ni wyzywana, ni proszona, wszystkie z całego życia swego zapiski, w których dość całkowicie, a bardzo dokładnie opisana historia jej wnętrza i całe działanie Twoje w niej. O Ty jedyny Oblubieńcze dusz naszych. Ach, jak Ty nas kochasz, jak Ty się wylewasz na dusze, które do siebie ciągniesz! Jakeś wszędzie ten sam: wszędzie Miłość! Ale i dusze jakże zawsze te same! Zawsze własna czynność i zawsze grunt jej – to nasze własne ja! Wszystko oddadzą, największe ofiary uczynią, ale tej ostatniej ofiary nie rozumieją.

Mój Boże, jakże ta biedna dusza (nazywa się Maria) bolesne, cierniste, okrwawione i rozdarte miała życie wewnętrzne, któremu i zewnętrzne odpowiadało... .Kierownik jej duszy, (prowincjał XX Jezuitów) nie jedną trafną i użyteczną dał jej wskazówkę. Ale zawsze to nie zstąpienie do głębi, i to nieobrócenie się przeciw własnej czynności i własnemu „ja”. Cóż z tego wypłynęło? Ciągłe wyrywanie się, ciągłe oddawanie się, wprawdzie wyrzeczenie się wszystkiego, heroiczne ofiary, ale zawsze jakby z siebie samej i po takich podskokach naprzód – nieosiągnięcie celu; a przede wszystkim, że Pan nie stał się Panem wyłącznym i pierwiastkiem życia i działania wszelkiego. Doskonale rozumiała ona słowo: Wszystko dla Jezusa, ale nie rozumiała tego drugiego: Wszystko Jezus!

...(Po kilku rozmowach w dniach poprzednich) po mszy św. zawiązała się stanowcza rozmowa. Biedna dusza! Jeszcze nie przyszła zdaje się chwila! O Panie, jak Ty dziwnie wszystkim rozporządzasz. Biedna dusza! Przeraziła się i cofnęła. Snać jednak zrozumiała o co idzie. Zlękła się tego radykalnego wyzucia się swego „ja” i swojej czynności. Stanęło to jej pod postacią widma jakiegoś kwietyzmu, jansenizmu. Wytłumaczyłem jej jednak, że to nie tylko kwietyzmem nie jest, ale przeciwnie. – Wszelako uczyniłem to raczej przez ostrożność i dla zatwierdzenia prawdy, aniżeli w nadziei lub chęci jej przekonania... bo postępowałbym przeciwko moim zasadom, gdybym chciał (w niej) stworzyć to, czego Pan Jezus nie daje... Jak przyjdzie czas On sam nauczy.

20. III. 1870 – niedziela – t. III, str. 68

...Do wyższej doskonałości nie wszystkich Pan Jezus powołuje... (W stosunkach z inną duszą) trzymam się tego, aby nic (z mojej czułości) we mnie pod tym względem nie było, bo wszystko uważam za świętokradztwo – lubo z drugiej strony dbam o to, aby co Pan Jezus kładzie, wszystko się ziściło i oddaję Mu na to serce, rozum, wyobraźnię, duszę całą.

17. IV. 1870 – Wielkanoc – t. III, str. 77

W tych dniach świętych, Jezu mój, nie jedną łaskę mi wyświadczyłeś, a ja zawsze taki twardy, głuchy, niewdzięczny. O już tak niech nie będzie. Szczególniej w W. Piątek dałeś mi uczuć, że jeżeli Ci ciężko było na twardym drzewie krzyża umierać, tedy na moim łonie słodko Ci umrzeć, bardzo słodko, jeżeli ja z Tobą razem umrę – sobie samemu, abyś Ty żył we mnie. Jezu mój. Amen!

Jezu mój, dziś nowe przymierze z Tobą, nowe a wieczne! Niechże już raz stoi. Vivo iam non ego, vivit vero in me Christus. Tu Domine mi, Tu soluc vivis et vive! Consummatum est! Et Te faciente consummatum erit in aeternum! Amen.

24. IV. 1870 – Niedziela Przewodnia – t. III str.80.

...(W odpowiedzi na list S. Józefy Kazimiery Manickiej – wizytki w Wersalu). Główne rzeczy na spólne do trzech punktów sprowadzone:

  1. Że Jej spólności i jej aktów początkiem i końcem, źródłem i przedmiotem jest   Pan Jezus;
  2. Że w tych aktach potrzeba, aby On nie tylko pozwalał, ale żeby zmuszał –  rozumie się, po swojemu, najmiłośniej;
  3. Żeby skutkiem coraz prawdziwszym i rzeczywistym było wyniszczenie nas  samych, ustąpienie miejsca przez nasze „ja” Panu Jezusowi. Inaczej  świętokradztwo (zniszczenie naszego ja jako własnego naszego).

24. V. 1870 – wtorek – t.III. str.91

(We mszy św.) błagałem w szczególny sposób przez przyczynę Matki Najśw. – dziś Jej święto pod tytułem: Auxilium Christianorum – o zniszczenie mnie i życie we mnie Pana Jezusa. Ponowne oddanie się. O Jezu mój, Ty je utwierdź i ziść!

22. VII. 1870 – piątek – św. Marii Magdaleny – str. 104

Mój Jezu, jakiś Ty był dobry dla mnie dziś we mszy św. Mario Magdaleno módl się za mną!

5. VIII. 1870 – piątek – t. III. – str. 108

Mój Jezu, jakaż to wielka w duchu tajemnica stworzenia człowieka: męża i niewiasty.

„Stworzył Bóg człowieka na obraz i podobieństwo swoje: mężczyznę i niewiastę stworzył ich i nazwał ich Adam”. Jedno ich imię, jak Twoje z Ojcem jedno imię: Bóg, bo jedna istota, ale dwie osoby. Mój Jezu, jakżeś mi to dał zrozumieć dzisiaj we mszy świętej! Niech się spełnia i spełni dzieło Twoje w całej swej doskonałości, w prawdziwym, duchownym i wiecznym znaczeniu! Amen. Ty Bóg, a my Twój obraz i podobieństwo żywe na wieki! Amen! Amen!

22. XI. 1870 – wtorek- t. III, str. 123

O mój Jezu, kiedyż naprawdę zacznę i tak z Tobą stanę, jak ode mnie tego sumienie wymaga? Chcę natychmiast. Nunc incipiam!

21. I. 1871 – sobota – t. III, str. 131

Ach dzięki Ci, Jezu najdroższy, za łaski, których nam udzielasz które świadczą, że to Twoje dzieło, to małe Zgromadzenie nasze.

1. VIII. 1871 – wtorek – św. Piotra w okowach – t. III, str. 164

Panie, jakeś Ty dobry, że mi ciągle przypominasz te upomnienia (choroby). Za każdym nowym – kiedy nagle stanie i myśl i podobieństwo zejścia z tego świata i stanięcia przed Twoim sądem – jakże się wstrząsam na samym dnie istoty mojej widząc jak jestem w nieporządku z Tobą! Tą razą przysłałeś zarazem, Panie, większą łaskę wyrzeczenia się wszystkiego, a szczególnie siebie samego. Ach, jakie to szczęście nie być, abyś Ty był we mnie! To zniszczenie się siebie, to jedyny ratunek i ocalenie, bo wskutek tego Ty przychodzisz i już jesteś! Ale do tego potrzeba było daru miłości. Bez niego, i wyrzeczenie się i zniszczenie się nic by nie pomogło. – Tylko Ty dajesz, lejesz i wylewasz miłość, gdzie się otworzy próżnia obrócona ku Tobie. Tylko znowu i tę próżnię Ty sam czynisz, nam zaś nie pozostaje nic prócz ufności i modlitwy. A ponieważ ufność jeszcze jest Twoim dziełem i gdy jej nie mamy, o nią także prosić winniśmy, więc nam zostaje tylko modlitwa. Tę zawsze mieć możemy, a choć i ona od Ciebie, Ty ją zawsze dajesz i zawsze ją mamy.

2. VIII. 1871 – środa

Panie najdroższy! Jakie Ci dzięki (winienem) za danie poczucia dobroci, łaski i przyjaźni Twojej.

1. I. 1872 – poniedziałek – t. III. str. 187

O Panie! Zlituj się nad nami. Z listu M. Marceliny (Darowskiej) do O. Waleriana, wyraźnie mi się przed wzrokiem duszy przedstawił obraz tej wierności, jakiej Ty, Panie, od nas wymagasz. O Panie, Panie! Któż Ci odpowie i Twoim wymaganiom zadość uczyni, jeśli Ty sam mu nie dasz z czego zadośćuczynić, odpowiedzieć? Więc zlituj się nad nami i daj, czego nam potrzeba, a czego my sami dać sobie nie możemy, byśmy Ci odpowiedzieli. Daj nam przede wszystkim dobrą wolę i czystą intencję, i sprawczynię tego obojga: miłość prawdziwą Twoją!

Panie i Zbawicielu, Nowy Rok, nowa pamiątka dnia, w którym pierwszy raz krew za nas przelałeś i razem z nią otrzymałeś imię Zbawiciela. Najsłodsze to imię, w którym całe zbawienie nasze, to imię Jezus! O Jezu, bądźże Bogiem  Zbawicielem  naszym!

Bądź i moim w szczególności Jezusem, o Jezu mój!

A ja postanawiam z łaską Twoją i w łasce Twojej być twoim zbawionym. Stwierdź raz na dobre, nasze dawno już, a tak często przeze mnie łamane przymierze. Stet no strum novum et aeternum Testamentum! Amen!

27. IV. 1872 – sobota – t. III, str. 213

...Dziś otrzymałem list od M. Marceliny (Darowskiej), stanowiący epokę w moim życiu, da Pan Najmilszy na Jego chwałę! – Oświadcza w nim, że na rozkaz Pana Jezusa usuwa się od stosunku ze mną... O Panie Jezu, wierzę mocno, że i to czynisz z nieskończonej, najłaskawszej miłości Twej dla mej duszy. Niech Cię wszystko, niech i to bez końca chwali!

4. IX. 1872 – środa – t. III, str.236

... Ważne przejście wewnętrzne. Pojęcie spólności z Panem Jezusem w Jego miłości z  Ojcem swoim i w Jego miłości z Matką swoją. O Panie Jedyny! Kto Twe cuda wypowie?!

23. XII. 1872 – poniedziałek – t. III, str.260

Panie, dziękuję Ci za wszystko co sprawiasz w tej duszy! (Bronisławy Łempickiej – felicjanki). Tak zdaje się wyraźne to Twoje działanie, a tak czyste i cudowne! Jezu, Jezu daj mi zawsze być w prawdzie i daj mi mądrość w tych rzeczach i dla siebie i dla innych.

30. XII. 1872 – poniedziałek – t. III, str.262

Panie! To jedyna rozkosz i szczęście na tym świecie widzieć i czuć Twoje działanie w duszach. Jakeś Ty w Twojej miłości cudowny, niepojęty, niewysłowiony! A to Twoje działanie, jakież ono życie i jedyne szczęście nasze! Bądź pochwalony! Błogosławiony! Zawdzięczony! A we wszystkim kochany i ukochany!

8. IV. 1873 – środa – św. Katarzyny – str. 294

(Dziś) mojej najmilszej Patronki i szczególnej Opiekunki. Miałem też znak od niej dzisiaj. Chciałem dziś uczynić ślub jeden Panu Bogu, w małej wprawdzie rzeczy, ale bardzo pomocnej. I wczoraj wieczorem prosiłem św. Katarzyny, aby wzięła pod swą opiekę i wyprosiła mi dziś łaskę do spełnienia we mszy św. tego ślubu. Otóż, kiedy przyszła chwila, zrozumiałem i uczułem, że ja moim ogólnym ślubem przed 12 laty uczynionym tak jestem zaślubiony Bogu memu, że nie mogę już żadnego innego ślubu uczynić, że wszystkie możebne śluby są w tamtym zamknięte i że ja jestem do wszystkich zobowiązany, o ile mi Pan w sumieniu w szczegółach pokazuje czego życzy (sobie) ode mnie. – O Panie! Bądź błogosławiony! – A czułem, że w tym była św. Katarzyna i wiele jestem jej za to wdzięczny.

I drugi znak: Uczucie władzy nad Ciałem Pana Jezusa (Jego całą naturą ludzką), że Ono na każdą chwilę jest moim i ja mogę z nim czynić co mi się podoba. Właśnie dlatego, że Pan Jezus ma nade mną taką władzę i ja do tego stopnia jestem Jego, że może ze mną absolutnie czynić, co Mu się tylko podoba. I tu przyszło zrozumienie mistycznego znaczenia owych słów św. Pawła: Vir sui corporis potestatem non habet”, które by można wyrazić: Sponsus coelestis sui corporis (naturae suae humanae potestatem non habet, sed sponsa potestatem sui ipsius persona sponsae); et sponsa potestatem sui ipsius non habet, sed sponsus! – Fiat!!!

9. V. 1873 – piątek – t. III, str. 298

Dziś z łaski Bożej pierwszy dzień rekolekcji... Od wieczornej medytacji zaczęły się prawdziwiej rekolekcje. Ach, Panie, bardzo i bardzo się upokarzam i kruszę, ale pełen ufności oczekuję Twej łaski. Ty mi ją dasz i dasz wierność.

23. I. 1874 – piątek – Zaślubiny N.M.P. – t. III, str. 347

Dzień pamiętny w zyciu Matki Marie de Jésus, założycielki i przełożonej głównej reparatek (z d. hrabianki d’Oultremont, a po tem z męża baronowej...). Na wymaganie Pana Jezusa, a na zatwierdzający rozkaz przewodnika, uczyniła akt ostatniego bezwarunkowego oddania się swojemu Panu. Niech On jeden będzie pochwalony: Jemu miłość, cześć, chwała, rozkosz i panowanie na wieki wieków. Amen

Mój Jezu, ja Ci z pełnej duszy śpiewam za tę duszę i za to co jej czynisz, Hosanna i Alleluia! Niechże jaknajwięcej przybędzie Ci dusz takich, Panie jedyny! – Dzięki Ci, żeś mi ją powierzył w tej chwili tak ważnej dla niej i dla mnie, i przez to dałeś mi dowód żywy Twojej łaski i miłości! Po tylu innych dowodach! Och, jakże Cię nie kochać i nie być Twoim!

30. IX. 1874 – środa – św. Hieronima – str. 400

Dziś, w dzień, który był imienia ś.p. O. Hieronima (Kajsiewicza), modliłem się dużo i za niego i za M. Marcelinę w szczególny sposób. Pan dał obfitszą łaskę. I za Zgromadzenie. Prosiłem go o pomoc z nieba. Panie najmilszy! Niech się między nami spełni wola Twoja! Ty, i nikt i nic innego!

6. XI. 1874 – piątek – t. III, str. 406

Wczoraj wieczorem wzmogła się choroba. Noc przeciężka, ale zarazem przebłoga łaską Pana najmilszego i dobrą nadzieją na przyszłość. Mój Jezu, ileżbym tu potrzebował mówić, by wszystko wypowiedzieć! Niech mię wszystko poniży i zniszczy, niech Ciebie wszystko zatwierdzi i pochwali! A zniszczenie moje i śmierć będzie mi w Tobie zmartwychwstaniem i nowym życiem – Twoim życiem we mnie!

25. XII. 1874 – Piątek – Boże Narodzenie – str. 417

O godz. 4.45 u św. Klaudiusza dawałem benedykcję Najśw. Sakramentem. Ponowienie aktu zupełnego oddania się. O Panie! Już raz niech będę zupełnie Twoim! Ale Ty sam mnie weź i posiadaj i trzymaj! I nie puszczaj! I używaj ! Ty sam Panie jedyny! Bo jam ciągle Tobie niewierny. A jednak ciągle powtarzam z Maryją: Ecce ancilla Domini, fiat mihi secundum Verbum Tuum!

2. I. 1875 – sobota – t. III, str. 420

...Panie, jak dziwne są sprawy Twoje w duszach! Jakiego ducha dobrego dałeś tej osobie i to bezpośrednio Ty sam (S. Marie de St. Agnes, prowincjałce reparatek we Francji), bo od nikogo się tego nie nauczyła jedno od Ciebie, tej mówię mądrości wewnętrznej i najgłębszej żywota zjednoczonego z Tobą. A potem jakoś Ty strzegł tę duszę; bo zdaje mi się, że nie tylko nigdy w swym życiu nie popełniła grzechu śmiertelnego, ale ani powszedniego ważniejszego lub z większym rozmysłem. Jaka przedziwna w niej miłość prawdy! Jaka przy tym głęboka znajomość nicestwa, grunt prawdziwej pokory. Mirabilis Deus in Sanctis suis!

23. I. 1875 – sobota – święto Zaślubin N.M.P.- str. 425

... Następnie konferencja z Matką Marie de s-te Agnès, prowincjałką francuską. Ty sam Panie wiesz coś uczynił, bo czyż mogę wątpić, że to Ty? I że w tym pośrednictwie Twojej Najświętszej Matki, której dziś święto? Ty sam tę duszę od dzieciństwa prowadziłeś, Tyś ją napełnił sobą, dałeś jej ducha prawego, jasnego, prostego, ducha prawdy i mocy i napełniłeś ją miłością swoją. A dzisiaj dałeś mi ją za dziecko, a Ty sam lepiej wiesz, czego chcesz przez to. Dajże mi łaskę Twoją jak najobfitszą, bo bez Ciebie, w tym prowadzeniu dusz Tobie całkiem oddanych, w tych cudach i tajemnicach Twoich, kroku jednego bez Ciebie postawić nie mogę, nie powinienem i nie chcę.

8. XII. 1876 – piątek – Niepokalane Poczęcie – t. IV, str. 72

Dzień pełen łask Bożych, dzień między wszystkimi najszczęśliwszy, w którym mi Pani moja Najświętsza dała poznać w szczególny a jasny sposób całe swoje serce dla swojego niegodnego dziecka. Trysnęło jakby źródło nowe życie, zajaśniał horyzont nowy; wszystko w życiu oblekło się nowym światłem, stało się jakby drugie stworzenie we mnie, stworzenie nowej istoty. Dzięki nieskończone Bogu w Trójcy św. Jedynemu, dzięki Tobie, Jezu, dzięki Tobie Maryjo, dzięki, chwała, miłość, miłość, nieskończona chwała i miłość, miłość i chwała!!...

4. II. 1877 – niedziela – t. IV, str. 86

Długa wizyta z rana w domku loretańskim, a szczególniej długa i stanowcza rozmowa ze Stefanem. Czytałem mu list od X. z wiadomościami nadprzyrodzonymi, tyczącymi się jegoż samego, a on to wszystko potwierdził, bo mu to było równie wiadomym w sposób nadprzyrodzony. – Dla mnie zaś wyszło stąd takie światło, nad jakie wyższego i pewniejszego na tej ziemi w rzeczach nadprzyrodzonych trudno sobie wyobrazić, chyba odnosząc się aż do samej Ewangelii i do dogmatów wiary. To światło staje się dla mnie jakby podstawą całego życia mego wewnętrznego, to jest, że daje mi niewątpliwość o tej podstawie na której jest oparte, o tej woli Bożej w którą uwierzyłem, że jest nią (wolą Bożą) dla mnie.

16. XII. 1877 – niedziela – t. IV, str. 141

KONFERENCJA – Dzisiaj podzielić się uczuciami.
Owa mowa Jezusa do uczniów u św. Jana rozdz. 13, 14, 15 i 16 kończy się:

Haec locutus sum vobis, ut in me pacem habeatis. In mundo pressuram habebitis: sed confidite, ego vici mundum.
– Co się dzieje na świecie?
– Pressura!
– 
Ach nie trzeba brać obojętnie. Trzeba miłości (Jezusa). Miłość wszystko spólnym czyni. 
Patrzmy na losy Kościoła – Czy bolejemy? – Gdzie miłość? 
Pamiętajmy, że tę samą mowę zakończył Pan nasz modlitwą do Ojca, której treść i koniec: Pater et unum sint! Sicut et nos. 
Ego in eis et tu in me. 
Ut sint consummati in unum; - ut dilectio qua dilexisti me, in ipsissit et ego in ipsis. 
Jak swoich apostołów tak i nas Pan Jezus zebrał.
 my udręczenie mamy (pressuram), a jeżeli nie nasze własne, to Kościoła. 

Trzeba cierpieć. 
Si de mundo fuissetis. 
Sed quia non estis de mundo, odit vos mundus. 
Więc cóż? Nie ma rady? 
Jest. Ut in me pacem habeatis, ut gaudium meum in vobis sit et gaudium vestrum impleatur. 
Wyjdźmy ze świata i uczyńmy sobie i Panu raj na ziemi. 
Ten świat, a tu Królestwo Boże. Tam książę świata, a tu Książę przyszłego wieku. 
Tu między nami – Niech Pan będzie Panem, Niech Bóg będzie Bogiem.
- Porachujmy się, czy tak jest? 
- Czy Pan jest Panem? 
- Czy Bóg jest Bogiem?

27. XI. 1877 – czwartek – św. Jana – t. IV, str. 146

Za łaską Bożą zaczynam regularny rozkład i użycie czasu.
Panie, przebacz! Boże mój, dopomóż! 
Cały dzień pracowałem nad ułożeniem mojej pracy nad mistyką. 
Wieczorem nauka do ojców i braci o miłości, której notatkę tu przyłączam: 
Nauka o miłości prawdziwej. 
Dziś święto św. Jana.

  1. Że Bóg słodki;
  2. Że dobry, wielki w darach;
  3. Że wynagradza.

Miłość czysta. 
Dlatego, że Bóg kocha; 
Sic Deus...

A stąd:

  1. Boża pociecha;
  2. Boża korzyść;
  3. Boże zadowolenie, nagroda.

Kochajmy. 
Czyńmy wolę.

9. II. 1878 – sobota –str. 157

Z rana byłem na Watykanie i ucałowałem z wielkim uczuciem serca obie nogi Piusa IX, wystawionego w jednym z pokojów watykańskich. Już jego ciało było zabalsamowane. Modliłem się przy tym ciele przez kilka minut tą modlitwą duszy, którąś Ty mi dał, Panie! Ty jeden poruszasz dusze prawdziwie! Błogosławiony który w Tobie czuje! Oby to było nie przez krótkie chwile, ale zawsze, ale ustawicznie!...

8. VI. 1878 – sobota – str. 181

Wigilia Zesłania Ducha Świętego. 
Panie Jedyny! To dzień Matki Twojej najświętszej i mojej. Wiesz w jakim celu tu do Subiaco przyjechałem. Pod tą opieką najpełniejszą tej Maki najświętszej daj mi pełność Ducha św. abym dokonał dzieła Twojego w sobie samym i w tych, których mi dałeś i dasz jeszcze. Są to właśnie dni Zstąpienia tegoż Ducha św. Biorę to z ręki Twej opatrzności jako dobrą i miłosierną zapowiedź tej łaski, którąś mi tu i teraz zgotował i którą, Panie jedyny, z taką miłością mi dajesz. Dziś we mszy św. kończyła się Ewangelia św. tymi słowy:

Że kto zachowa przykazanie Twoje z miłości, tego miłujesz i objawisz mu siebie samego. Och! Objaw już, objaw mi Siebie samego! We mnie samym, na dnie istoty mojej objaw mi się jako Bóg mój i Pan mój i ostatnie ja moje. Bądź Bogiem moim we mnie, Panem moim we mnie, moim ja we mnie. Niech zginie stare stworzenie, a urodzi się nowe i stanie w całej doskonałości, którym bądź Ty sam, O Panie jedyny! Ach, objawże się we mnie i bądź tam Sobą samym, tym którym jesteś, Synem Bożym, wraz z Ojcem w jedności Ducha Św. Bóg prawdziwy we mnie i Pan jedyny we mnie i wszystko moje we mnie, na wieki wieków. Amen.

22. VI. 1878 – sobota – t. IV str. 185

Dziś, dzięki Bogu, o południu wstałem z łóżka.  Przez te wszystkie dni Ty, Panie najdroższy, przychodziłeś do mnie z niewymowną dobrocią w komunii św. Bądź pochwalony! Bądź największą miłością zapłacony! Ale Ty Sam bądź we mnie wszystkiego sprawcą Bożym, bądź Bogiem moim i Panem moim i wszystkim we mnie!

8. IX. 1878 – niedziela – Narodzenie N.M.P. – str. 200

W tym dniu Matki Boskiej naszej nowa łaska za Jej przyczyną. Nowe ofiarowanie się, szczególnie Ojcu Przedwiecznemu, aby być Jego dzieckiem razem z Jezusem: być jedno z Jezusem dla Ojca Przedwiecznego- i jedno z Jezusem dla Maryi. Co za niewymowny stosunek! Co za niewymowne istnienie! A wszystko przez Ciebie Maryjo! O Pani i Matko moja, Matko Boska moja! Niechże będę Twoim prawdziwym dzieckiem, Twoim drugim Jezusem, Twoją rozkoszą i chlubą na wieczność całą, a przez Ciebie i z Tobą rozkoszą i chwałą Ojca Przedwiecznego, Boga w Trójcy Św. Jedynego na wieki wieków. Amen!

Ach! Jakżebym się starał upokorzyć przed Tobą, Ojcze mój jedyny: Ty mi dawałeś łaskę i widziałem, jak całe moje życie nie tylko było nicością i próżnią dobrego, ale ciągła niewiernością. Gdybyś Ty, Ojcze, nie był Bogiem miłości i Ojcem miłosierdzia, wtedy nic by nie pozostawało prócz rozpaczy! Ale miłość, Ty Ojciec najlepszy, najmiłosierniejszy. Ty pokornym i skruszonym przebaczasz i masz rozkosz w przebaczaniu! To Twoja Boża rozkosz, rozkosz miłości. – Jakżebym Cię prosił i proszę, abyś i mnie przebaczył, - mnie, który przez Twego jedynego Jezusa mam być Twoim drugim Jezusem.
I kiedym we mszy św. czuł Krew Tego Twojego jedynego Jezusa oblewającą i pochłaniającą całą istotę moją, o jakżem czuł zarazem, że mi przebaczasz i że chcesz, abym był i że uczynisz, iż będę tym Twoim prawdziwym drugim Jezusem, zupełnie jedno z Jezusem w mocy Ducha Świętego, naprzód dla samegoż Jezusa, a następnie w Nim i przez Niego, dla Maryi, tak jak On dla Niej, a ostatecznie dla Ciebie, Ojcze jedyny i błogosławiony, tak jak On dla Ciebie, w jedności Ducha św. na Twoją cześć i rozkosz i chwałę na wieki wieków. Amen!

1. XII. 1878 – niedziela – str. 215

O ŻALU – konferencja rekolekcyjna 
Poenitentiam agite! 
Pokuta zawiera trzy rzeczy:

  1. Żal
  2. Spowiedź
  3. Zadośćuczynienie.

Żal jest treścią, istotą pokuty. 
Spowiedź – środkiem. 
Zadośćuczynienie – skutkiem.

Żal jest niższy i wyższy – niedoskonały i doskonały – interesowny i miłosny.

  1.  Żal interesowny jest uczucie straty, szkody własnej, nieszczęścia. Straciłem   Boga, a z Nim najwyższe dobro. Poniosłem wszystkie szkody. Zasłużyłem na  potępienie.
  2. Żal miłosny jest uczucie krzywdy Bożej, zawodu Jego miłości. 
  • Pierwszy żal sam przychodzi, tylko trzeba prosić o oczyszczenie.
  • O drugi trzeba szczególnie prosić.

Główna uwaga.
Trzeba prosić o żal. – On nie jest na zawołanie. Ale szczególnie ten prawdziwy. 
Ten żal ma swoje zadośćuczynienie. 
Swoją spowiedź. 
Swoją pokutę. 
Na gruncie jest odium i detestatio peccati, ale jakże inne. 
Peccatum tu jest moje własne ja, miłość własna siebie (odróżnić od miłości siebie – Bożej w nas).

21. XII. 1878 – sobota – str. 220

Do nowych małżonków (Adama Czosnowskiego i Elżbiety
z Grabowskich Poniatowskiej) w kościele św. Klaudiusza.

Sacramentum magnum. 
Viri, diligite, sicut Christus dilexit Ecclesiam. 
Viri debent diligere uxorae suos ut corpora sua. 
Quia membra sumus corporis Eius, e carne Eius et de ossibus Eius. 
Małżeństwo z przyrodzonego zrobić nadprzyrodzone.

  1. Że to Pan Bóg chce;
  2. I tak jak Pan Bóg chce – nie dla przyjemności własnej, ale w tym celu
  3. I dlatego że to Pan Bóg chce.
  4. I żeby Bogu było miło.

Nareszcie z Chrystusem, a Chrystus z Kościołem.

Miłość. 
Szacunek. 
Wiara, że jesteście członkami Chrystusa. 
Tylko to da szacunek nadprzyrodzony i miłość nadprzyrodzoną. 
O ile tym nie jesteście, o tyle starajcie się przyjść do tego!
Przyprowadzić siebie wzajemnie. 

Dziatwa będzie królestwem Bożym. 
Wasz dom rajem Bożym. 
I pozostawicie za sobą tu na ziemi raj Boży i Królestwo.

27. XII. 1878 – piątek – t. IV. str. 224

Dzisiaj z rana miałem mszę św. która dla mnie była wielką łaską i chętnie ją wiążę ze wstawiennictwem św. Jana, którego dziś uroczystość. Uczyniłem ślub Matce Bożej, mojej Maryi Najświętszej, o ile będę mógł to uczynić, uwieńczenia Jej tą koroną, którą dziś w duchu i umysłem w tak jasny sposób widziałem. A tą koroną jest korona Oblubienicy i Małżonki Ojca Przedwiecznego! O Pani Moja i Matko, jakaż chwała Twoja! Już miałem szczęście przed siedmiu laty, tu w Rzymie, przed św. Kongregacją Indeksu bronienia tej Twojej godności i walczenia za nią, Tyś to błogosławiła i zwyciężyliśmy razem i przeciwnicy musieli ustąpić i nie mogli postawić na swoim, żeś Ty nie jest Przedwiecznego Ojca Małżonką. Ale to zwycięstwo było tylko obronne, odpędziło napad. Tu jeszcze trzeba wstępnego tryumfu, trzeba uroczystego zatwierdzenia, że tak jest rzeczywiście! Pani moja i Matko Boża moja, pobłogosław mi, abym mógł dopełnić tego, com Ci dzisiaj z taką rozkoszą ślubował. 
Zapisuję to ad perpetuam rei memoriam i żeby mi służyło za bodziec.

7. IV. 1879 – poniedziałek – rekolekcje miesięczne

O Rachunku sumienia. 
Sądzimy ciągle innych. 
Sądźmy ciągle siebie. 
Rachunek codzienny (cochwilowy)

I. W obecności Sędziego (Jezusa) 
Przed Jego oczyma. 
Jego sądem. 
Połączyć się zupełnie z Nim. 
Być na Jego miejscu.

II. Sąd głównie trzech rzeczy:

  1. wiary w nas (intencji);
  2. nadziei w nas (czy czynimy z łaską?) spółdziałanie;
  3. miłości w nas. 
    Naprzód w pierwszym powodzie, aby Bóg znalazł swe zadowolenie.
    Następnie aktu samego: Czy wola Boża?

III. Upokorzenie się. Poprawa.

  1. Nicestwo co do wiary, upokorzenie i prośba odpowiednia.
  2. Nicestwo nadziei, upokorzenie i prośba odpowiednia.
  3. Nicestwo miłości, upokorzenie i prośba odpowiednia.

26. IV. 1880 – poniedziałek – t. IV. str. 300

O śmierci z oddania się. 
Ostatni akt chrześcijanina. Komunia św. (wiatyk) i śmierć. 
Opisać tę chwilę. 
Całe życie ma być przygotowaniem. 
Jakież najlepsze? 
W każdej chwili ma być gotów na jedno i drugie.

  1. Gotowość do Komunii św. 
    Komunia duchowna. 
    Powtarzanie w duchu komunii rannej Przeniesienie się w tę chwilę. 
    Ale grunt Komunii i jednej i drugiej ma być śmierć. 
    Śmierć siebie samych. 
    Życie Boga w nas.
     
  2. Gotowość do śmierci. 
    Trzeba zrobić akt dobrowolnego oddania się. 
    I przenosić się w tę chwilę.
     
  3.  Połączyć te dwa akty.

29. VI. 1880 – wtorek – św. Piotra i Pawła – str. 318

Kończę 66 rok życia. O Panie! Wszystkom winien Twemu miłosierdziu. Oddaję Ci resztę życia i śmierć moją na to, abym we wszystkim spełnił z Twoją łaską i we mnie się zupełnie spełniła Twoja myśl, Twoja wola, Twoje dzieło, Twoje życie i Królestwo Twoje we mnie. Amen!

1. VIII. 1881 – poniedziałek – t. IV. str. 415

Dziś pierwszy dzień wesela z Najświętszą Panną i w Najświętszej Pannie! Mój Boże, kiedy się pomyśli, że to w tym domku, w jednej chwili, ta błogosławiona stała się Oblubienicą Ojca, Matką wprawdzie, ale i Oblubienicą Syna, a tym samym ich wspólną w Duchu Świętym Oblubienicą. Mój Boże, Pani Moja! Oblubienico Trójcy Przenajświętszej! I Tyś maja! Czymże mam być ja? Ach, ale czymże jestem!

25. XII. 1881 – niedziela – Boże Narodzenie – str. 446

...Panie, niechaj i to (znużenie) Ciebie chwali i słabość moja
i siła moja wszystko do Ciebie należy.

4. II. 1882 – niedziela – str. 458

Konferencja miesięczna: O intencji.

Si oculus tuus simlex fuerit, totum corpus lucidum erit. 

  1. Potrzeba, konieczność dobrej i czystej intencji.
    Od tego zależy całe życie (i wieczność). 
    Zależy wartość życia: 
    Wyjście i kierunek, 
    Siła i czynność, 
    Postęp i skutek: 
    Zależy łaska Boża:
    Jego współdziałanie.
     
  2. Co ma zamierzać intencja:
     
  3. Co do obiektu(cel): 
    Niczego innego tylko dojść do Boga. 

Co do subjektu:

  1. Dlatego, że Bóg chce, Jego zadowolenie.
  2. Na drugim miejscu – moje szczęście.
    Co do środków: 
    Razem z Bogiem (z łaską). 
    Nic nie czynić(co do środków) bez Jezusa. 
    Każdy krok z Jezusem.

Jaka ma być intencja.

  1. Święta. Ta będzie, jeżeli powyższe warunki mieć będzie.
    A przy tym będzie pokorna i ufna Bogu.
  2. Rozumna, wolnowolna, akt prawdziwy woli.
  3. Chcąca, wolnowolna, akt prawdziwy woli.
  4. Stąd silna, wytrwała.
  5. Nade wszystko miłosna.

Kto nie ma intencji świętej, nie ma życia. 
Nie ma pokornej – jest głuchy; 
Nie ma rozumnej – jest ślepy; 
Nie ma wolnowolnej – jest bez rąk i nóg; 
Nie ma silnej – jest paraliżem; 
Nie ma miłości – nie ma serca;
nie ma miłości – jest w śmierci!

4. XII. 1882 – I niedziela adwentu – t. IV. str. 508

I. Przytomność Boża. 
Warunek życia nadprzyrodzonego: 
Trzeba żeby był cel, przedmiot. 
Z drugiej strony – powód 
Tym ma być Bóg, Chrystus. 
Ego Alpha et Omega, principium et finis, primus et novissimus.

  1. Myśli;
  2. Czucie;
  3. Zamiary, uczynki. 
    Wszystko nadprzyrodzone: Bóg, Chrystus.
    Bez takiej przytomności Boga nie ma życia nadprzyrodzonego.

II. Co temu przeszkadza?

W waszym stanie alumnów, dwa pierwsze rodzaje:

  1. Myśli – nie Bóg jest przedmiotem.

Ale co?

  1. Nauka – zanadto wielkie zajęcie się – albo osobne, w sobie.
  2. Wyobraźnia – a choćby poezja, ciekawość.
  1. Czucia.

Jakie?

  1. Zabawy;
  2. zajmowanie się jednych drugimi;
  3. zmysłowość.
  1. Zamiary

Ale to potem, z wiekiem dojrzałym.

III. Lekarstwo

  1. Niech Pan Jezus będzie nauką;
  2. Niech będzie zabawą.

Propozycja do przeprowadzenia spotkania dialogowanego.

JAK OJCIEC PIOTR SEMENENKO TROSZCZYŁ SIĘ PRZEZ CAŁE SWOJE ŻYCIE, O ZUPEŁNE ODDANIE SIĘ JEZUSOWI?

  1. Wynotować z „Dziennika” O. Piotra Semenenki jego osobiste refleksje o pracy  nad sobą i dążeniu do zupełnego oddania się Bogu. (Można zlecić tę pracę  kilku osobom).
  2. Na wspólnym spotkaniu zapoznać się z tymi refleksjami i omówić je. Zwrócić uwagę na wytrwałe i pokorne dążenie do całkowitego oddania się Jezusowi, pełnienia tylko Jego woli i należenia tylko do Niego jako Jego własność.

Można podzielić się osobistymi doświadczeniami troski o życie Jezusa w nas...

Co czynić, aby trwało w nas, tak jak w Ojcu Piotrze, usposobienie do coraz  pełniejszego oddania się Bogu?

Inne propozycje:

Tak samo można wynotować jego osobiste świadectwa działania łaski Bożej w nim, kształtującej jego usposobienie pokornego oddania się Bogu –

  • Z jego listów do współbraci;
  • Z jego listów do sióstr, zwłaszcza Matki Marceliny Darowskiej, w których O. Piotr najwięcej zwierza się ze swojego usposobienia – po prostu opisuje swoją  pracę nad sobą i usposobienie dążące do zupełnego oddania się Bogu, do  bycia CAŁKOWITĄ WŁASNOŚCIĄ BOGA.