XXI KAPITUŁA POLSKIEJ PROWINCJI ZMARTWYCHWSTAŃCÓW [10-19.XI 2016]

Kapituła prowincjalna – jest spotkaniem delegatów zakonnych zgromadzonych do zajęcia się ważnymi sprawami prowincji. Zbiera się raz na trzy lata. Reprezentuje wszystkich zakonników i stanowi najwyższą władzę w prowincji. Dokonuje krytycznej oceny życia wspólnoty z perspektywy charyzmatu, misji i apostolatów oraz ocenia i wyznacza możliwości rozwoju prowincji na przyszłość.

 

Zmartwychwstały Jezu Chryste,

ześlij na ojców kapitulnych Twego Ducha

i obdarz ich darem mądrości i rozumu,

darem rady i męstwa,

darem umiejętności,

pobożności i bojaźni Bożej,

aby poznali, jaka jest wola Boża

i jakie jest powołanie zmartwychwstańców

w dzisiejszych czasach.

Spraw Panie Jezu,

aby ojcowie kapitulni

dzięki łasce Ducha Świętego

pragnęli czynić wszystko na chwałę Bożą,

dla zbawienia ludzi

i dla wzrostu Zgromadzenia.

Amen.

Pani Sulisławska, Patronko zmartwychwstańców,
weź w swą opiekę naszą wspólnotę i jej misję;
rozciągnij swój opiekuńczy płaszcz
nad naszymi instytutami formacyjnymi, parafiami,
domami i miejscami pracy;
niech każdy zmartwychwstaniec odważnie angażuje się
w rozwój królestwa Twojego Syna.

Przyjmij nas wszystkich, takich jacy jesteśmy:
z naszymi troskami i nadziejami,
z naszymi brakami i niedociągnięciami,
ale i z naszym odnowionym zapałem i dobrą wolą.
Ty, któraś pierwsza uwierzyła,
przyjmij naszą pokorną ufność i nasze zawierzenie.
Chcemy iść naprzód i podjąć zadanie nowej ewangelizacji.

Ruszamy w dalszą drogę z zawsze aktualną prośbą w sercu:
o odwagę przy podejściu do problemów trudnych,
o pogodę ducha wobec problemów nie do rozwiązania,
i o mądrość, abyśmy mogli rozróżnić
te pierwsze problemy od drugich.

Wyznajemy, bowiem razem z całym Kościołem:
„Już wschodzi zorza zbawienia, noc pierzcha,
śmierć zwyciężona”. Amen. Alleluja.

 

PAMIĄTKI Z DĘBEK (zmartwychwstańcy)

Gdzie mieszkam? - Chodź i zobacz!

ZAPRASZAMY NA REKOLEKCJE I WYPOCZYNEK: KAPŁANÓW, OSOBY ZAKONNE, RODZINY, OSOBY INDYWIDUALNE... APOSTOLSKIE I PARAFIALNE GRUPY ORAZ WSPÓLNOTY

ZMARTWYCHWSTAŃCY ZAPRASZAJĄ DO ZACZERPNIĘCIA DUCHA PASCHALNEGO I POKOJU POŚRÓD PIĘKNEJ PRZYRODY - taką szansę daje pobyt w naszym Ośrodku z możliwością codziennego udziału we Mszy św.

Witamy w Ośrodku Rekolekcyjno-Wczasowym Zmartwychwstańców w Dębkach!
(przy otwartym oknie na świat - Bałtyku; powiat Puck, gmina Krokowa, parafia Żarnowiec)

Właścicielem i gospodarzem ośrodka rekolekcyjno-wypoczynkowego jest katolickie zgromadzenie zakonne zmartwychwstańców. Oferujemy Państwu wszelkiego typu rekolekcje w otoczeniu lasu i rezerwatu przyrody, zaledwie 200m od Bałtyku. Gwarantujemy wypoczynek rodzinny i indywidualny, szeroki wybór pokoi noclegowych. Na terenie naszego ośrodka wczasowego znajduje się zabytkowy kościół pw. M.B. Częstochowskiej. Dysponujemy także parkingiem i niewielkim placem zabaw dla dzieci.

Wszystkich Gości, którzy zaszczycą nasz ośrodek swoją obecnością obowiązuje chrześcijański styl życia, zasady kultury osobistej i dobrego wychowania (patrz: REGULAMIN).

GALERIA - piękno wychwala Stwórcę i raduje człowieka !


OŚRODEK ZMARTWYCHWSTAŃCÓW I KOŚCIÓŁ MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ oraz PRZYRODA

Dębki majowe - 2016

JESIENNE ZAPROSZENIE DO DĘBEK (2015)

WIOSENNE ZAPRASZENIE DO DĘBEK (2015)

HEJ! KOLĘDA, KOLĘDA!

DOKUMENTACJA FOTOGRAFICZNA Z UROCZYSTOŚCI INSTALACJI KRZYŻA I RELIKWII BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI W DĘBKACH (13.09.2014)

MODLITWA DZIĘKCZYNNA

Boże, źródło wszelkiego dobra,
dziękuję Ci, że w swojej miłości
obdarzyłeś błogosławionego
księdza Jerzego Popiełuszkę
godnością kapłaństwa.
Posłałeś go, aby gorliwie głosił Twoje słowo,
szafował świętymi sakramentami,
mężnie działał w Twoje imię
i zawsze był blisko każdego człowieka,
wzywając do przebaczenia,
jedności i pokoju.
Ty obdarzyłeś go łaską męczeństwa,
przez co upodobnił się do Chrystusa
na drodze krzyżowej.

Uwielbiamy i dziękujemy Ci, Panie,
za ten dar dla Kościoła,
szczególnie za to, że uczyniłeś go
pośrednikiem w rozdawnictwie łask.
W swoim nieskończonym miłosierdziu
racz zaliczyć go w poczet świętych,
a mnie za jego wstawiennictwem
udziel łaski ..., o którą z ufnością
Ciebie proszę.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

DOŻYNKI GMINNE 2014

Górale ze Spytkowic u Kaszubów w Dębkach

SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ BOLESNEJ W SULISŁAWICACH - ZMARTWYCHWSTAŃCY

"VERBA SACRA" - Wejherowo (3.02.2014)

HURAGAN "KSAWERY" (6-7.12.2013) W DĘBKACH. UJŚCIE RZEKI PIAŚNICY DO BAŁTYKU.
W DRUGIM DNIU (7.12) UJŚCIE ZOSTAŁO CAŁKOWICIE ZAMKNIĘTE PIASKIEM NANIESIONYM PRZEZ MORZE (WIATR PÓŁNOCNY).
DNIA NASTĘPNEGO (8.12) UDROŻNIONO UJŚCIE "PIAŚNICY" DO BAŁTYKU.

PONIŻEJ DOKUMENTACJA FOTOGRAFICZNA POKAZUJE SKUTKI HURAGANU
(słupki pomiaru poziomu wody oddzielają kolejne dni dokumentacji fotograficznej).

KTO SZUKA - ZNAJDUJE! KOŁACZĄCEMU - OTWORZĄ! ALLELUJA!!!


BOGDAN JAŃSKI - Sługa Boży, założyciel ZMARTWYCHWSTAŃCÓW, konwertyta, jawny pokutnik i świecki apostoł Wielkiej Emigracji, dziewiętnastowieczny prekursor zaangażowanego w życie Kościoła i Ojczyzny laikatu katolickiego  - kto o nim słyszał? kto go zna?
Bogdan Jański przyszedł na świat w Wielki Czwartek, 26 marca 1807 roku, na mazowieckiej ziemi. Jego dzieciństwo przypadło na burzliwe czasy Księstwa Warszawskiego, nadzieje napoleońskie dezorganizujące jednak życie rodzinne. Ukończył wojewódzką szkołę (średnią) w Pułtusku, prowadzoną przez Benedyktynów.
Mając 16 lat postanowił podjąć studia prawniczo-ekonomiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Schorowana matka, Agnieszka, wręczyła mu na pożegnanie krótki list - rodzaj jej testamentu - który Bogdan przechowywał przez całe swe życie: "Mój drogi Teodorze, proszę pamiętaj na mnie, biedną matkę, i posłuchaj mojej rady... Szukaj tylko dobrego towarzystwa, gdzie byś znalazł dobrą reputację i miłość wszystkich. Bądź dobrym, religijnym i pobożnym, a Bóg najwyższy bedzie ci błogosławił we wszystkim. Ty jesteś jeszcze młody, ale masz pięknie w głowie i dobry rozum, aby go na dobre użyć".

I dzisiaj nie brakuje matek i ojców oraz ich dzieci, którzy mają pięknie w głowie, w sercu i sumieniu.

*********************

W 1827 roku Jański ukończył studia, otrzymując tytuł magistra obojga praw i ekonomii politycznej. W tym czasie zaprzestał zupełnie praktyk religijnych i pozwolił się pociągnąć złudnym hasłom materializmu i ateizmu. Rok później wygrał konkurs, uzyskując nominację na "profesora nauk humanistycznych", z którą było związane stypendium i dotacja rządowa na odbycie trzyletniej podróży naukowej do Paryża, Londynu i Berlina.
W przeddzień wyjazdu za granicę wziął nieoczekiwanie ślub z Aleksandrą Zawadzką, znajomą jeszcze z lat dziecięcych. Ratował jej reputację.
Paryż - kłębowisko cnoty i niecnoty. Jański szybko popadł w kłopoty, długi i dobił do "paryskiego bruku" a nic, co ludzkie nie było mu obce. Wielka Emigracja niosła Jańskiego na swoich skrzydłach: nie od razu i nie zawsze ku wyżynom nieba.
Jański - po dłuższym czasie - zaczyna "modlić się o wyniszczenie wszystkich nałogów starego człowieka, o zupełne odrodzenie, o żywą wiarę, czystą miłość, niezachwianą nadzieję, o oświecenie myśli, pokrzepienie woli, poskromienie ciała i wszelkiej pożądliwości".

Jak doszło do "wyniszczenia wszystkich nałogów..." u Jańskiego? Dlaczego może być wzorem odrodzenia dla dzisiejszego człowieka?

********************

Ojciec Piotr Semenenko CR (29.06.1814 - 18.11.1886):

„Dziwna to była doba, kiedy wielu z nas po raz pierwszy zobaczyło się we Francji. […] Była to chwila ułudy, odurzającej a niezwyciężonej ułudy, bo nic się w owym społeczeństwie nie znajdowało, co by je mogło było ocucić, odczarować. Ani w rozumach, ani w sercach, ani w rzeczach samych nie było lekarstwa. Nieobecność zupełna starej rzeczywistości pozwalała warzyć się młodej fermentacji, bezpiecznie, bujnie, do syta. Z dawnych rzeczy już tam nic nie zostało: ani wiary w rozumie, ani religii w sercu, ani wśród ludzi Chrystusa, ani w duszach Boga! Onego czasu ani po kościołach nie było potrzeba tego wszystkiego szukać. Kto kiedy zaszedł przypadkiem do świątyni Pańskiej, jeszcze tam spotkał wprawdzie przy ołtarzu kapłana Bożego, a u stóp jego kilka pobożnych niewiast; kto wie? – może żyjących z jałmużn kościelnych, ale tyle tylko i mógł tam widzieć. Więcej, albo kogo innego, i w dzień Pański nawet w kościele nie obaczył.[…] Jakie to sumienie bezpieczne było wtedy u ludzi! Panowała w nim głucha cisza, zupełnie próżna tego głosu, którym Bóg zwykle w sumieniu przemawia, jeśli czasem dla niezbadanych swych wyroków na chwilę nie zamilknie. Przetoż ludzie tym spokojniej, tym mocniej, tym goręcej biegli, gdzie ich ta ułuda powszechna ciągnęła. Pole przed nimi wolne, ręce rozwiązane, siły przez wyobraźnię ustokrotnione, obawy żadnej, pewności wszystkie, odpowiedzialności przed nikim, a czysty zysk dla marzeń, dla pożądań, dla zamiarów szlachetnych i nieszlachetnych; - zawód doprawdy, jakiego jeszcze nigdy nie widziano, tak zupełnie bez wodzy, bez wędzidła, bez obowiązku, bez zakonu, bez Boga! Tu dopiero mogli sobie wszyscy pozwolić; tu mogli się na wszystko odważyć, tu iść, gdzie się im spodoba aż do ostatnich krańców możebności, aż tam, gdzie ich tylko siły zaniosą! To też i poszli […] Wśród tego ogólnego zamętu, wśród tej nocy zupełnej, patrz! Oto naraz zjawia się światełko innego rodzaju, światełko z nieba; - budzi się tam gdzieś z łona zamierzchłej przeszłości i przedziera przez wszystkie mroki teraźniejszej chwili. Zdaje się, że nikt z owych ludzi jeszcze nie widzi tej zorzy powstającej, ale już ją postrzegły umysły wybrane, już ku niej wzrok wytężyły. To światło takie miłe, takie łagodne, takie dobroczynne, zdaje im się nawet jakoś dobrze znajome; gdzieś, kiedyś znali je, widzieli. To pewna, że im wewnątrz błogo być zaczyna, czoło się im rozpogadza, dobra nadzieja wstępuje do serca, nieznana otucha i ufność rozlewa się po duszy, i tam na dnie ich istoty mówi im jakiś głos niemylny: że już mają czego trzeba, że już z tym dobrze im będzie! To całe przejście w cichości się zaczęło, i w cichości odbywało. Nie było krzyków ani rozgłosu. I jakoś te dusze spotkały się z sobą, zrozumiały się po pierwszym spojrzeniu, po pierwszym słowie, podały sobie braterskie dłonie, i jak rodzeni powitały się z sobą. Szczęśliwe spotkanie! Za nim ile wzajemnych tłumaczeń, ile rozmów serdecznych, ile pociechy w obopólnym porozumieniu! A złączywszy tak rozumy i serca, nowi ci ludzie połączyli razem siły i ramiona, wzięli się społem do dzieła, i odtąd praca wspólna, trud wspólny, wspólny spoczynek i wspólne pokrzepienie. Ruszyli w drogę i ci nowi ludzie, ale jakże inaczej! Wsiedli do łodzi bezpiecznej, którą wiara zbudowała, dobra wola była ich pełnym żaglem, łaska Boża wiatrem pomyślnym, a gwiazdą morską one obietnice niebieskie, które ich niemylnie i prostym szlakiem do portu prowadziły. Jaka jasna ich droga, jaka pogoda na ich niebie, jaki spokój w ich duszy!” (Biesiady filozoficzne. Wstęp).

Kazanie o. Piotra Semenenki CR na Popielec (1879)

Modlitwa, post, jałmużna: w jednostce i w społeczeństwie
(Mt 4,16-21)

Bracia moi!
„Gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje” — po-wiedziano Wam i z doświadczenia wiecie, że człowiek nie ma w sobie tego, co czyni szczęśliwym... skarbu.
Gdzie ten skarb? Czy w człowieku ? Czy w ludziach? Czy w świecie? Gdzież tedy ten skarb? Widzę na czołach Waszych proch: człowiek proch; ludzie: kupa prochu; świat: proch, nic; z niczego wyszedł i w nic pójdzie. Niebo i ziemia przeminą... przeminą! Nie tylko do człowieka, ale do wszystkiego, co go otacza, rozciągnęło się słowo Stwórcy: Proch jesteś i w proch się obrócisz! To wszystko więc jedno wielkie nicestwo, ale nie skarb człowieka.
Gdzież ten skarb?... W Bogu, w wieczności. Tam ani rdza, ani mól, ani złodzieje. Tym skarbem jest Bóg.
Na tę pamiątkę Kościół proch nam na czoło sypie, tak otwierając czas W. Postu. Każe nam rozpamiętywać próżność wszech rzeczy, marność tego świata, nicestwo tego skarbu, jaki tu mieć możemy. Każe nam podnieść serce do góry, myśl do nieba, duszę do Boga i tam szukać skarbu prawdziwego. Wejdźmy tedy w te święte zamiary, w rozpamiętywanie, w szukanie. Przyjmijmy ten proch do duszy naszej. Uznajmy nicestwo tego, co nas otacza. Weźmy się do szukania owego skarbu poważną myślą, gorącem sercem, skuteczną pracą. O, weźmy się, Bracia moi, w Imię Boże!
A trzy są środki, którymi tego skarbu dostąpić możemy: post, modlitwa i jałmużna. Nad nimi uwaga, i o nich mowa.
W modlitwie, poście i jałmużnie jest całe życie chrześcijańskie. To życie zaczyna się od Chrztu świętego. Tam każe nam Chrystus, każe Kościół wyrzec się ciała, świata i szatana. Ten jest zakon naszego żywota. A to potrójne wyrzeczenie się ziszcza się w tych trzech rzeczach, w tych trzech czynach: w modlitwie, w poście i w jałmużnie. W modlitwie: szatana i jego pychy; w poście: ciała i jego przyjemności; w jałmużnie: świata i dóbr jego, a naszego egoizmu. W tem leży cały żywot i zakon chrześcijański.
Co to jest modlitwa? Uznanie swojej nicości i złości,... a mocy i dobroci Bożej. Ktoś dobrze opisał: Krzyk nieskończonej nędzy do nieskończonego Miłosierdzia. Nędza jest razem i nicość i złość; miłosierdzie jest dobroć i moc, bo jest to pomoc z mocy i litość z dobroci. Tak więc i modlitwa jest uznaniem swojej nicości i złości, a mocy i dobroci Bożej. Ale uznanie złości i nicości swojej cóż jest innego, jeżeli nie wyrzeczenie się najwyższe siebie samego w swojej pysze? Tak więc modlitwa jest wyrzeczeniem się samego siebie.
W pierwszym stanie człowiek sobie ufa: tu — wątpi, a ufa Bogu.
Bracia moi! ten proces odbywa się w najwyższej dziedzinie człowieka, w jego duchu. O, biada duchowi ludzkiemu, jeśli się na sobie oprze, kiedy myśli, że wszystko sam z siebie wie, umie, potrafi. Patrzcie, jak idzie z upadku do upadku. Naprzód posiadał on wszystko, co życie stanowiło. Dał mu to był Bóg w hojnym udziale. Ale trzeba użyć darów Bożych przez modlitwę. Świecił on niegdyś, jak Lucyfer, na wysokościach; widział tajemnice Boże, tajemnice świata, tajemnice swoje własne; lecz, nieszczęsny! usłuchał zwodziciela: nie modlił się, ale zaufał sam w sobie; i odtąd wszystko stracił. Zapomniał, co to Bóg; przestał wiedzieć, co świat; myślał ślepy, że wie przynajmniej, czem sam jest, że w sobie znajdzie prawidło swego życia; ale i z niego samego wszelka prawda przed nim uciekła. Tak i potem z każdym człowiekiem, co się od Boga oddali. Patrz na tego niedowiarka, który się nigdy nie modli. Dawniej miał on wiarę. Ale teraz? Co on wie o Panu Bogu? Imię tylko. Nie wie nawet, czy P. Bóg żyje, — bo nie wie, czy P. Bóg powiedział choćby jedno słowo albo uczynił choć jeden uczynek. Co on wie o świecie? Że to jakaś bryła fatalna. A co wie o sobie samym ? — Ani skąd idzie? ani dokąd? ani, jak iść ma. A jednak idzie i woła, że idzie prostą drogą. Ale, człowieku! prosta ku czemu, ku jakiemu celowi? Jeżeli celu nie masz, jakże wiesz, czy prosta? O, biedny człowieku, który się nie modlisz; o, biedny duchu ludzki, co się sam na sobie opierasz, cóż masz? co wiesz? Nic a nic. Prawda uciekła; zostały jej czcze formy. O, tak! czcze formy tylko, w które sam nie wierzysz; w których sam czujesz, że niema prawdy, rzeczy, istoty: czcze formy, istne, wielkie nicestwo.
Ziścił się na tobie wyrok Stworzyciela zagniewanego: „Proch jesteś i w proch się obrócisz.” O rozumie ludzki, o duchu pyszny człowieka! nie słuchałeś tego, więc teraz musisz sam, łkając, zajęczeć: „O tak, taki nic byłem i oto w nic się obróciłem. Proch i w proch!”
Jakże daleko inaczej, kto na te słowa pamiętał. Ten żyje w modlitwie. Uznaje nicestwo swoje, obraca się do Boga; więc z prochu się podnosi, wznosi się do Boga, przemienia się w Niego; wszystko ma, więcej i coraz więcej ma, aż nareszcie usłyszy: „Już Was nie będę zwał sługami... wy jesteście przyjaciele moi.”
Bracia moi, co to za szczęście ducha ludzkiego! Ach, to jego skarb, ten skarb, za którym on zawsze goni; ale tylko tą drogą go dostaje: pokorą i modlitwą.
Co to jest post? Uznanie znikomości ciała, wyrzeczenie się jego; drugie wyrzeczenie się życia chrześcijańskiego.
Człowiekowi, który buduje na swoim duchu, ufa w sobie, idzie o wielkość. Temu, co się opiera na ciele, idzie o rozkosz, przyjemność. Można powiedzieć, że tamten w górę się wzbija, a ten się na dół rozlewa, i chce z dołu wszystko wyssać. Wylewa się w inne przedmioty, a te wlewa w głąb istoty swojej. — I jakaż tam pełność? Nicestwo.
Oh, biada człowiekowi, który na ciele buduje, który ten kielich spija, tego pokarmu pożywa! Im więcej pije, tern więcej pragnie; im więcej pożywa, tern więcej znudzony, przesycony, zmierzony. Jak tam szedł z upadku do upadku, tak tu z przesycenia do przesycenia, z obrzydzenia do obrzydzenia, i nareszcie zostanie mu próżnia okropna. O, powiedz, ty człowieku nieszczęśliwy! który w tym kielichu zatrutym szczęścia twojego szukałeś, powiedz, cożeś w nim znalazł ? Otwórz nam serce twoje i powiedz! „Mówiłem ja w sercu mojem: — powiada — „Pójdę a rozpuszczę się w rozkoszach i będę zażywał dobra! I widziałem, że i to jest marność. Śmiech poczytałem za błąd; a do wesela rzekłem: co się darmo zwodzisz?” (Ekklez. II. 1,2) „Rozwielmożyłem dzieła moje; nabudowałem sobie domów, i nasadziłem winnic; naczyniłem ogrodów i sadów... nabyłem sobie sług i służebnic... zgromadziłem sobie srebro i złoto, i majętności królów i krain; sprawiłem sobie śpiewaki i śpiewaczki, i rozkoszy synów człowieczych; kubki i czasze na służbę do nalewania wina,... i wszystko, czego żądały oczy moje, nie broniłem im; anim odmawiał sercu mojemu... A gdym się obrócił ku wszystkim dziełom (tym)... obaczyłem we wszystkich marność i udręczenie myśli... A dlategoż omierzł mi żywot mój, widząc, że wszystko złe jest pod słońcem i utrapienie ducha.” (Tamże do w. 18) „Ach, marność nad marnościami!” woła nareszcie ten wołacz Pański, woła Ekkleziastes: „marność nad marnościami, i wszystko mar-ność” I Więc do tego przyszedłeś, człowieku cielesny, taki koniec twojej pracy? Czemużeś tego od razu, czemuś z góry nie widział? Ach, człowieku, bo nie pamiętałeś, że proch jesteś i w proch się obrócisz! Męcz się, jak chcesz, nad tym prochem, zostanie ci proch tylko! Jakże inaczej ci, co o tem pamiętali. Trzymają ciało w świętem umartwieniu i poście. Im mniej ciału dają, tem mniej potrzebuje. A natomiast dusza staje się zdolna coraz większych wpływów Bożych, i samo ciało przygotowuje się do coraz większych rozkoszy niebieskich. Już tu zaczynają, ale w wieczności rozpłyną się ze szczęścia. „Serce moje i ciało moje rozweseliły się w Bogu żywym.” (Ps. LXXXIII, 3.)
Bracia moi, co to za szczęście serca ludzkiego, jaka chwała i rozkosz samego ciała! Ach, to skarb jego, za którym serce ludzkie zawsze goni, ale tylko tak dosięga: wstrzemięźliwością, postem, utrapieniem. — Sustine et abstine, — wytrzymaj i powstrzymaj się,— tak dawni; a Chrystus: Renuntia et tolle crucem ! — Wyrzeknij się i nieś krzyż!
Co to jest jałmużna? Oczywista, że pozbycie się, wyrzeczenie dóbr świata na korzyść bliźnich. Wyrzeczenie się świata. Trzecie wyrzeczenie się chrześcijańskie.
O co idzie człowiekowi, który buduje na świecie i jego dostatkach? O znaczenie, o wspaniałość, o podziwienie, o chwałę. Można powiedzieć, że jak pierwszy w górę (duch), drugi w dół (ciało), tak ten chce się rozpuścić w szerokość, naokoło, wszystko objąć. Ten proces duszą się odbywa, środkową istotą człowieka.
Biada temu, kto chce się tak rozszerzyć na tym świecie! Nigdy nie będzie nasycony; owszem, im więcej zagarnie, tem mniej mieć będzie. Dlaczego? Bo będzie więcej chciał. Znacie, dobrze znacie tajemnicę serca ludzkiego, że jest nienasycone. Znacie tajemnicę duszy ludzkiej, że nie zna granic ani miary. Kiedy Aleksander W. widział, że ojciec jego cały świat, wówczas znany podbija, płakał, że jemu nic nie zostanie do podbijania. Ach, bo wiecie, co jest dusza ludzka? Czy wiecie? Jest to coś nader wielkiego. ...Dusza ludzka tylko jednym Bogiem zadowolić się może. Kiedy Bóg w niej spocznie, wtedy się rozszerza, wtedy się rozpływa, wtedy jest pełna; im więcej Bóg w nią wchodzi, tem się więcej wypełnia, a zarazem tem się więcej rozszerza, rozszerza się nieskończenie. Wszelki inny ciężar jest dla duszy za lekki, za mdły, za czczy, za błahy; im większy na pozór, tem potem mniejszy się wydaje, bo się musi na swoje nic zamienić; im bardziej z początku duszę rozpycha, tem potem dusza bardziej się ściska, bardziej czuje swoją próżnię, swój głód i pragnienie. I tak z pragnienia przechodzi do pragnienia, z głodu do coraz większego głodu, z trawienia wewnętrznego do coraz większej gorączki, do tego ognia trawiącego i niszczącego, gorszego niż śmierć sama. Jak Aleksander, przyjdzie i ona na koniec świata i zapłacze, że drugiego niema, że niema ich więcej; a potem, spojrzawszy na świat, który posiada, jeszcze żałośniej zapłacze. Bo teraz widzi, co to jest: garść prochu! Czemużeś wprzódy nie widział? O, ty każdy podobny zdobywco świata, przynajmniej w życzeniu, nim na wyprawę pójdziesz, pomnij, że proch jesteś i w proch się obrócisz!
Jakże inaczej ten, który o tem pamięta. Żyje w jałmużnie. Człowiek pierwszy... wszystko chce zabrać, ten... daje, co ma i co zyskuje. Wszystko daje; nie tylko materyę, ale i rzeczy duchowne; nie tylko uczynkiem, ale i chęcią. Bo jałmużna nie tylko tamta, ale i ta, i przedniejsza. A wszystko stokrotnie mu się rachuje, wszystko mu zostaje na wieczność; i im więcej daje, tem więcej ma. Im więcej się wypróżnia dla innych, tem więcej Bóg wlewa się. Do jałmużny należy i służba: i im więcej służy, tem więcej staje się panem. O, jaki to widok naśladowcy Chrystusa: pertransiit benefaciendo — przeszedł, dobrze czyniąc. (Akt. Ap. X. 38.) Do tego stosuje się: Ubi sum ego, et minister meus erit — gdziem ja jest, tam i sługa mój będzie. (Św. Jan XII. 26.)
Bracia moi, co to za szczęście dla duszy człowieka, jakie wyniesienie, jaka chwała! Tento skarb, za którym dusza ludzka goni, — niestety marnie! bo tylko jedna droga jałmużny i służby, nie tylko doczesnej ale i duchownej, rozumu i serca, prawdy i miłości.
Oto skarb! Pierwszy, proch; ten, wiekuisty. Tamten rdza psuje (żelazo ducha); mól gryzie (szatę ciała); złodzieje kradną (bogactwa świata); ten nie przemija: do tego! A wiecie drogę: Modlitwa, post, jałmużna.
Modlitwa daje duchowi światło bez skazy i nieskazitelne: tam rdza się nie ima. Post... ciału nieśmiertelność; żaden go robak, żaden mól nie pożera. Jałmużna... duszy naszej wszystkie skarby miłości, których żaden złodziej nie dotknie.
Nie tylko życie pojedyncze na tych trzech rzeczach polega, ale i życie społeczne.
Każda rodzina wtedy jest szczęśliwa, kiedy jednakowo myśli, jednakowo czuje i wszystko równo i wspólnie posiada.
Tak i społeczeństwo. Potrzebą to społeczeństwa, życzeniem, dążeniem, końcem.
Do tego wszyscy dążą; ale jak! — (Przebiedz teorye socyalistyczne.) Żeby jednakowo myśleć, narzuca jedną myśl; żeby jednakowo czuć, i cieszyć się, i używać, robi wspólnym przedmiot używania: ciało, i wszystkim go daje, a w posiadaniu odbiera wszystkim. To jest, rozumy wszystkie ściska w jeden; serce rąbie na kawałki i rozrzuca. A co do woli ludzkiej i czynności człowieka, którą nad światem wywiera, tę zamienia w machinę. Jest jeden z góry narzucony porządek, jeden tryb, do którego wszyscy zaprzężeni, nikomu nie wolno zboczyć. Wola człowieka jest jednem kółkiem w machinie, która nie może iść, jedno tak, jak mu przepisano. Oto ideał socyalistyczny! Oto społeczeństwo w ostatniej swojej jedności, jak oni o niej marzą. Trzy są jego sprężyny - działacze: ślepota myśli, popęd zwierzęcy serca, przymus woli; i potrójny cel: ciemnota, sprośność, niewola; a jeden koniec: śmierć.
Ziszcza się wyrok Boży w każdem dziele ludzkiem: Proch jesteś, i w proch się obrócisz, dym jesteś i z dymem pójdziesz, swąd jesteś i rozlejesz się w swąd!
Ale patrzcie na Chrześcijaństwo. Przez modlitwę: — jedność myślenia; przez umartwienie, post: — jedność uczucia. (Bo, co psuje tę jedność: pojedyncze chuci, namiętności, przyjemności. Jeśli tych się wyrzekniemy, zniknie różnica.) Przez jałmużnę: — wspólność posiadania.
I tu wolnością, a tam niewolą. — Oto ideał! I darmo wołać, że tym sposobem nigdy się nie ziści. Ziści się, albo tym, albo żadnym innym.
Spojrzyjmy okiem na ten ideał, jak piękny z wierzchu! Ale co w nim spoczywa na dole? Największa rzecz, Bracia moi, miłość. W tamtych, przeciwnych, na dnie jest miłość własna t.j. nienawiść, nawet siebie samego. A tu: miłość. Miłość Boża, siebie, bliźniego. Boża: w modlitwie; bliźniego: w jałmużnie; siebie samego: w utrapieniu.
Człowiek żyje z miłości, miłością, dla miłości. Skarbem jest ukochany, drogą jest miłość i szczęściem jest miłość. Gdzie niema miłości, tam niema życia. Ach, i dlatego taka dziś śmierć na ziemi! Jest miłość fałszywa, ale ta daleko większą śmierć przynosi. Weźmyż się do prawdziwej; ona da życie. Ona wskaże nam cel życia naszego. Ona wskaże nam i drogę. Cel: — to ten skarb on wieczny; droga: — modlitwa, post i jałmużna. Ona to, ta święta miłość, da nam siłę pójścia po tej drodze, i nie tylko siłę, ale pociechę, ale radość, ale wesele; ona to, ona, ale tylko ona, zaprowadzi nas do celu; ona to tam nas przyjmie do łona swojego. O, Najmilsi, daj nam tam się wszystkim spotkać! Amen.